RSS
 

Ewa #2

24 lis

„I nic tak naprawdę się nie zmienia, nawet jeśli nie zostaje takie samo.” Terry Pratchett

Długo się zastanawiałam nad tym wpisem. Chcę opisać to co się wydarzyło możliwie najobiektywniej, a czas upływający od zdarzenia sprawia że coraz bardziej mnie to wszystko bawi ;) .

Dawno, dawno temu, w mieście B. …

B. miał dziewczynę, taką pierwszą. Drobna, ładna, filigranowa z wielkim biustem – słowem ideał każdego faceta w okolicach 20stki. Ewa. Sam B. przyznał że był wtedy młody i nie wiedział jak dbać o dziewczynę i nie najlepiej ją traktował (jego słowa). Olewał, wolał spedzać czas z bratem na rowerach albo z kumplami, a laska w nim zakochana, no słowem klasyka. Ileś tam trwał ten związek, aż dziewczę wyjechało na wakacje gdzieś (gdzie dokładnie to B. nie wie bo się nawet wtedy tym nie zainteresował) z grupą w której znajdował się jej dobry kolega, ponoć gej, a przynajmniej tak się B. wydawało. Jak to bywa w życiu kolega okazał się całkiem hetero, a na wakacjach udało mu się skutecznie wydostać z friendzone i zdobyć serce nieco zaniedbanej i pewnie niezbyt szcześliwej Ewy. B. ponoć bardzo się wkurzył, przeżył to ciężko i dopiero wtedy odkrył jak bardzo mu na Ewie zależało, więc dziewoja nie miała lekkiego życia przez pewnie jakieś dwa tygodnie, potem sprawa ucichła i okrzepła. Rok później była już zaręczona, a dziś jest szczęśliwą żoną i matką, ale cofnijmy się jeszcze do jakiegoś miesiąca przed jej ślubem.
Nie wiedzieć jak się złozyło że miesiąc przed powiedzeniem „tak” lubemu „nie-gejowi” spotkała się jeszcze raz z B. Mogę tylko się domyślać jakie słowa między nimi padły. B. lakonicznie stwierdził, że chyba chciała z nim jeszcze raz ostatni się przespać zanim przysięgnie wierność innemu („pewnie nie był w tym tak dobry jak ja”, dodał chełpliwie). Jako kobieta mogę spokojnie założyć, że B. nie wypadł nigdy z głowy i serducha młodej Ewy i chciała ostatni raz upewnić się że B. na niej tak naprawdę nie zależy, że nie powalczy o nią, nie zjawi się niczym Bohun na jej ślubie porywając swoją miłość z okrzykiem, że Ona lub żadna inna. Ot, naiwna, ale sprawdziła i teraz już wie.

Dlaczego przytaczam tę historię? Ano czytajcie :)

Pod koniec września jeden kolega odchodził z mojej firmy i robił pożegnalne spotkanie w pubie. Kolega fajny, cały mój dział szedł więc dałam się namówic i też się wybrałam. Buziak dla Hrabiego, akurat zrobił prezent i położył się prędzej, więc pomknęłam na skrzydłach wiatru, albo inaczej na kołach miejsciego autobusu. Już w drodze dostałam info że B. też nagle się tam znalazł (choć z kolegą owym za bardzo się chyba nie znał). „Dowiedziałem się że będziesz” powiedział na mój widok. Trochę mu mina zrzedła, bo od razu napadłam go za kłamstwo które wśród naszych znajomych rozpowszechnia – chodziło o to że B. opowiada że to ja go rzuciłam i to dlatego że poznałam innego, a on się załamał i strasznie to przeżył. Grrr… B. oczywiście wyparł się tych swoich słów i obcesowo rzucił, że głupio się czepiam jakichś starych historii. No nic, odpuciłam, bo jednak nie był to czas ani miejsce, a do tego co z tym zrobie? Nic. Nie mam władzy nad tym co on opowiada innym. Z tym trzeba się pogodzić.
Jakoś tak wyszło, że zaproponował mi podwiezienie. Wiem, wiem, nie powinnam się zgodzić, ale miałam już w głowie że minęła północ a muszę jeszcze psa wyprowadzić. Zaparkował oczywiście po drugiej stronie miasta („bo tam nie ma strefy”) wiec idziemy, ręka w rękę. „Przypominają się stare czasy” mówi B. „Może trochę, ale prawdę mówiąc nigdy nie szliśmy razem przez miasto, nigdy nie miałeś ani czasu ani ochoty” odpowiadam. „Ojku, już się nie czepiaj” usłyszałam, więc szliśmy dalej i nie powiem z takim milczeniem było mi nawet miło. Stanęliśmy przed samochodem, B. patrzy na mnie tym swoim zraniono-rozmarzonym wzrokiem, „Trochę mi zimno” rzucam przestępując z nogi na nogę. B. bez słowa się schylił, myślałam że chciał otworzyć mi drzwi do auta, a ten się pcha i mnie przytula sięgając ustami moich ust. Głupia sytuacja, on mnie całuje, a ja kompletnie nie wiem co robić. Na szczęście krótko to trwało, z zaskoczenia nic nie powiedziałam, więc w końcu przytulił mnie mocno, „Brakowało mi Twojej fajności Anomalio” i otworzył wreszcie drzwi do auta. Wsiedliśmy, ja myśląc tylko o tym czy ktoś mógł mnie zobaczyć i czy nie powinnam strzelić mu w twarz ryzykując wracanie na piechotę z podejrzanej okolicy.
B.: „Nigdy nie przestałem Cię kochać, Anomalio. Bardzo za Toba tęsknię”.
Ja: „No, dla mnie tez nigdy nie będzeisz obojętny B., wiesz przecież, ale lepiej już jedźmy, późno.”
B.: „Dokąd cię zawieźć?”
Ja (zdziwiona): „No, do domu”
B.: „Ale czyjego?”
Ja: … (zaskoczenie odebrało mi mowę dosłownie na kilka minut. Jak on mógł w ogóle pomyśleć, że … Arghhhhh!!! Trzymajcie mnie!)
Ja:”Do mojego”
Westchnął jeszcze ze trzy razy i ruszył. Nie powiem, trochę wspomnienia wróciły, przypomniało mi się jak zawsze lubiłam z nim jeździć, całe 15 minut w samochodzie tylko z nim, z nim nie grającym w fife, najlepszy kwadrans dnia ;) .
Zajechaliśmy pod mój dom i przytuptały do mnie nowe wspomnienia, o wiele szczęśliwsze z Damą srającą na dywanik w przedpokoju na czele, więc już chciałam wychodzić, kiedy chwycił mnie za rękę i patrząc w oczy mówi „Naprawdę nigdy nie przestałem Cię kochać. Co z nami będzie?” . Miałam już dosyć. Tego melodramatu, tego tonu i wzdychania. Dla mnie oczywiste jest że nie będziemy razem. Nie chciał być ze mną kiedy byłam wolna i tylko dla niego, a teraz? W ogóle nie do pomyślenia. „Teraz nic nie będzie. Wieczna tułaczka naszych dusz” rzuciłam, ale cholera ja nie potrafię go tak zranić dobitnie więc powiedziałam to ze sodkim uśmiechem sugerującym że przeżywam to samo co on. „Bądź szczęsliwy B.”, „Jestem sam Anomalio, zupełnie sam. Ech (wzdech…) Bądź szczęśliwa Anomalio”. Przytulił mnie jeszcze na koniec wzdychając parę razy. Uff… Do domu wbiegałam po dwa stopnie czując lekki niesmak (tym że nie potrafię mu wprost powiedzieć żeby dał mi już spokój z tymi pierdołami) a jednocześnie ulgę, że mam inne życie, które mnie pociąga, w którym się odnajduję i w którym nie ma dla niego miejsca. A na co dzień to raczej z tęsknotą wspominam Przyjaciela, a nie B.
Szybko przyszła sarkastyczna refleksja, że B. potraktował mnie tak samo jak Ewę. Anomalia = Ewa #2 ;)
Tyle, że ja to nie Ewa. Nie potrzebowałam upewniać się niczego, B. nie jest w stanie mnie niczym zaskoczyć (pozytywnym przynjamniej), a jego słowa są tylko dzwiękami, bez pokrycia niczym moja karta kredytowa.
Na drugi dzień zagadał jak gdyby nigdy nic na skypie „Co tam słychać?” , „No, namieszałeś mi w głowie” piszę. Tak, wprowadziłam go w błąd, celowo, namieszał mi bo jak mu powiedzieć że już dla mnie niewiele znaczy, jak go zranić ale żeby go nie bolało, albo jak go zranić żeby mnie to nie ruszyło. „To nie gadajmy więcej” odpisał i do tej pory nie miałam z nim żadnego kontaktu.
Nawet przyjemne zakończenie takiej wariackiej historii. Myslę, że kwestię B. mogę już raz na zawsze, ostatecznie zamknąć :) :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Codzienność właściwie

12 wrz

„Gdy­by mężczyźni żeni­li się z ko­bieta­mi, na które zasługują, mieli­by bar­dzo ciężkie życie. ” Oscar Wilde

Weekend pod znakiem choroby. Jeśli może być coś gorszego niż chore dziecko, to jest to chore 30-letnie dziecko. PS przeziębił się i prezentuje całą skalę zachowań w pigułce – od marudzenia i użalania się nad sobą po zrywy aktywności kończące się padnięciem na łóżko z donośnym jękiem. Jednak jako że jest to zwykłe przeziębienie (a nie angina którą sobie wróżył na początku) byliśmy wczoraj w starym zoo i nawet nieźle się bawiliśmy. Co prawda zwierzątka na krótko zainteresowały Hrabiego, chwilę tylko pokarmił łabędzie, powtykał paluchy do ogrodzenia z kozami (w duchu widziałam jak mu je odgryzają, ale powstrzymałam okrzyki typu „Jezus Maria!”) . Punktem głównym okazały się automaty na 2zł z ciuchcią, samochodem i helikopterem. Dowód na to, że co ciekawe dla dorosłych nie zawsze będzei super-arcy-ciekawe dla dziecka ;)

Ze strony B. cisza. Po tym jak zagadał, że ostatnio „dużo myślałem o Tobie, czyli o miłości” jakoś przycichł. Doszły mnie tylko wieści, że od miesiąca ma nową dziewczynę, co tłumaczy, że dużo rozmawiał o miłości, zapomniał jednak dodać że z tą nową laską. Ot takie przeoczenie w rozmowie ze mną ;) .

Ogólnie mam wrażenie, że wszyscy powinni iść na jakiś fajny urlop. Ale tak wszyscy wszyscy. Dużo złej energii ostatnio, dużo problemów w związkach, dużo osobistych tragedii… A słońce świeci jak gdyby nigdy nic…

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stare, nowe, stare

07 wrz

„JAK NAZYWASZ TO WRAŻENIE CIEPŁA, KTÓRE CZUJESZ W ŚRODKU?
- Zgaga – burknął Albert.” Terry Pratchett

Sporo się działo ostatnio, raz lepiej raz gorzej, nic jednak na tyle poruszającego, żeby zasługiwało na wpis. Hrabia rośnie w oczach, a raczej na rękach mamusi, powinnam napisać. Skubany chce być noszony i jakoś nie przyjmuje do wiadomości, że nie mam już tyle siły w rękach żeby spokojnie podrzucać 11 kilogramowy wierzgający pakunek ;) PS zaczął się przykładać do obowiązków domowych. Te starania są wprost proporcjonalne do mojego odpuszczania w odkurzaniu ;) . Okazuje się, że każdy ma swój limit bałagnu, który jest w stanie wytrzymać, a pracując z domu PS dosyć szybko osiąga swój poziom krytyczny.

No i dużo B. ostatnio w moim otoczeniu. Nie fizycznie na szczeście, ale nie ma dnia wolnego od opowieści o nim. Co chwilę dociera też do mnie, nie zawsze wprost, jakie ściemy funkcjonują jako prawda wśród naszych znajomych i w firmowym otoczeniu. Okazuje się, że przechodząc do nowego działu jedna „życzliwa” rzuciła, że mają uważać, bo ja nie jestem taka porządna na jaką wyglądam, bo ponoć poszłam na studia i dla młodego studenta zostawiłam partnera (który bardzo ale to bardzo to przeżył). Tjaa… I jak tu być obojętnym? ;)

Z wesołych zdarzeń – Dama nam się nieco zestarzała. Samo w sobie nie jest to oczywiście wesołe, ale… Wczoraj Hrabia obudził sie wcześnie, wstałam więc szybciutko nie zakładając nawet okularów, no i z młodym na ramieniu skierowałam się prosto do kuchni zrobić mleczko. W wejściu kątem oka zauważyłam dwie ciemne piłeczki i się nieco zdziwiłam – „Przecież to są piłeczki do zabawy w kąpieli, pewnie koty wyniosły z łazienki” westchnęłam i trąciłam je stopą, żeby nie leżały na środku. I własnie wtedy, w jednej sekundie odkryłam, że to nie były piłeczki, a ich brązowy kolor powinien prędzej naprowadzić mnie na ich prawdziwą naturę… Cóż, Dama ma jeszcze nieco werwy, ale jej zwieracze najwyraźniej bawią się same ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Siad. Przynieś. Waruj. Ugotuj.

24 cze

„Pamiętajmy, że dziecko, które od najmłodszych lat słyszy: „tak nie rób, tak nie przystoi, tego nie wolno” itp. zatraca w sobie spontaniczność, nieustannie analizuje swoje zachowanie pod kątem oczekiwań innych osób nie zważając na swoje własne potrzeby, bojąc się odrzucenia i konsekwencji własnych wyborów.”

http://www.egaga.pl/przestac-tresowac-swoje-dziecko/

Mimo iż na co dzień kieruję się raczej intuicją, to czasem czytam jakieś artykuły o wychowaniu dzieci. Omawiane tezy przedstawiane są w postaci skrajnej, a prawda zazwyczaj leży gdzieś pośrodku. Częściej jednak po przeczytaniu mam refleksje na temat własnego dzieciństwa. Czy naprawdę było aż tak źle jak pamiętam? Byłam w gruncie rzeczy szczęśliwym dzieckiem. Dlaczego więc wydaje mi się, że wszelkie niedociągnięcia mojej osobowości, czy też wewnętrzne blokady, wynikają z moich relacji z rodzicami? Dlaczego do teraz wkurza mnie kierunkowanie w stronę „kobiecych” zajęć (nieudane) i marginalizowanie zainteresowań „nieprzystających do kobiety” (również nieudane). Skoro w pewnym sensie jestem nieudaną kobietą, to dla czego niosę ciągle ten bagaż zadry z przeszłości, zamiast odpuścić i zapomnieć. W pewnym sensie udaje mi się być taką jaką chcę być, a jednocześnie cytat z początku tego wpisu idealnie mnie opisuje. Walka z lękiem przed odrzuceniem, siłowanie się żeby podjąć jakąś decyzję czy zaprzestanie zadowalania całego świata – ot, codzienność. Pytanie czy jakiekolwiek wychowanie jest w stanie to zmienić?

PS zlikwidował kartkę z karnym kutasem zanim zdążyłam dorysować kolejnego. Na początku ucieszyłam się, że naoliwił zawiasy i dlatego się jej pozbył, ale jednak nie. Zerwał kartkę tłumacząc, że nie ma zamiaru tłumaczyć się przed nianią z karniaków jakie dostaje. Sprawa jest dosyć błaha (nie mylić z lenistwem PSa które już ma swoją wagę), ale jeśli teraz sama zabiorę się za oliwienie odbierze to jako atak na swoją męskość. Uprzedzając pytania – tak, spokojnie mogę sama naoliwić wszystkie zawiasy w domu, ale najlepiej to robić jak Hrabia jest na spacerze, a to ja codziennie wychodzę z nim na dwór zostawiając Jaśnie Panu Ojcu czas wolny i nieskrępowany żadnymi poleceniami czy prośbami. Poza tą jedną.
Z drugiej PS nie pozostaje dłużny. Ostatnio doszedł do smutnego wniosku, że chociaż według niego jestem super osobą i wszystko fajnie tylko… no… nie gotuję. I jednak jest to dla niego problem, bo jeść się chce codziennie. Dopóki oboje zamawialiśmy w pracy było ok, ale teraz on siedzi w chacie.
Zawsze wszystkim zachwyconym moja osobą mówiłam wprost „Tak, gram w RPGi i czytam Fantasy, ale pamiętaj że nie gotuję”. PS jest raczej biernym fanem grania i czytania, za to jedzenie jest dosyć istotną częścią jego życia. Jeśli jeszcze danie udaje dietetyczne (ale dobrze jest popić je piwkiem) to w ogóle odjazd. I co z tym fantem zrobić?
Ano wzięłam się za siebie. Wczoraj Hrabia zasnął koło 22, więc dziarsko zabrałam się za schabowe. Nie będę gotować codziennie, ani nawet co drugi dzień, ale co jakiś czas podsunę mu jakieś danie pod nos ze zwycięskim uśmiechem i złośliwym „A zawiasy ciągle skrzypią” wiszącym w powietrzu ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do boju! Tylko trzeba wstać… teraz! ;)

23 cze

„Jakże szybko „nie teraz” staje się „nigdy”.” Martin Luther King

PS dorobił się karnego kutasa ode mnie. Serio, wisi na lodówce i chwieje się zalotnie przy każdym otwieraniu drzwiczek. Powód prosty – tydzień proszenia o naoliwienie zawiasów w pokoju Hrabiego, dwa dni kartki z przypomnieniem wiszącej na lodówce, a teraz za każdy dzień zwłoki przybędzie nowy karny kutas. Szkoda, że ten pierwszy wypadł akurat w Dzień Ojca ;) . Tym bardziej, że rano zerwał się i poszedł po bułki więc ogólnie to chce mu się ( tym bardziej jeśli ma w tym własny interes), ale jednocześnie mu się nie chce (tym bardziej im ten interes ma mniejszy).

„Nie pytaj o to, czego potrzebuje świat. Zapytaj, co sprawi, że zaczniesz żyć, i zrób to. (…) świat potrzebuje ludzi, którzy zaczęli żyć”. Howard Thurman

Z innej beczki – jestem bardzo pozytywnie naładowana energią. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów chcę coś zrobić ze swoim życiem, coś konkretnego i realnego (co można dotknąć i nie wiem, może polizać? ;) ). Moja firma zorganizowała spotkanie z Bagińskim. Bardzo pozytywnie zakręcony człowiek, który zaraża energią mimo ewidentnego introwertyzmu. Zdradzę sekret – ponoć nienawidził tego swojego projektu „Katedra”, skończył go na siłę, bo trzeba było go skończyć. Zadowolenie przyszło dużo później, nieco skorelowane z nominacją do Oscara ;) . Wniosek? No przede wszystkim lepiej kończyć projekty (kto wie czy czasem Nobel, Oscar albo chociaż Zajdel nie czeka za rogiem), a druga sprawa – czasami wartość naszego wysiłku nie jest oczywista na początku, czy nawet w trakcie. Pewne rzeczy uczymy się cenić z czasem. Człowiek jest zdolny do niewyobrażalnych rzeczy jeśli zostaje przyciśnięty do muru. Cały sens w tym, żeby zrobić coś niesamowitego bez tej ściany ognia za plecami. Więc co z tego, że Hrabia hasa do 23, co z tego, że koty wstają o 4, a Dama chrapie od 5… Przecież w domu może być trochę brudniej niż jest teraz, pranie może poleżeć jeszcze jeden tydzień, a obiad ze słoika też jest zjadliwy. Za to ruszyć coś do przodu, coś swojego, co daje frajdę… Minęło parę dni od motywacyjnego spotkania, na razie nie udało mi się nic zrobić, ale zapał nie maleje więc też jest dobrze. Jak Bagiński powiedział na koniec ” Mam nadzieję, że Was trochę zmotywowałem, a jak nie, to też nic się nie stało” ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Piła, piłka, piłeczka

03 cze

„Czasami ludzie wmawiają sobie różne rzeczy, które nie są prawdą. Czasami może to być groźne dla danej osoby. Widzi ona świat w niewłaściwy sposób. Ale ludzie nie pozwalają sobie zobaczyć że to, w co wierzą, jest błędne. Często jednak istnieje w ich umyśle część, która to wie.” Pratchett

PS nie wraca do byłej pracy. Niby nic, a jednak odetchnęłam. Słuchanie codziennie o B. byłoby niczym równia pochyła dla mojego samopoczucia ;) .
Wraca więc stara bieda. Z powodu braku emocjonalnych rozterek, rozkminiam czy stagnacja ma zabójczy wpływ na związek, czy jedynie dewastacyjny ;) .
Mam też dylemat, którego nie potrafię roziwązać, a nie robienie niczego niestety tez nie jest dobrym rozwiązaniem. Chodzi o PS’a, a dokładnie o naszą wspólną przyszłość. Z jednej strony bowiem mamy Hrabiego, do tego myślimy całkiem realnie o zwiększeniu liczby małej arystokracji w naszych progach i ogólnie jakoś leci to życie z wzlotami i gwałtownymi upadkami, ale do przodu. Dlaczego więc myśl o ślubie jest dla mnie nie do przyjęcia?
Najbardziej dlatego, że nie mam ochoty przyrzekać czegokolwiek 15-latkowi, który codziennie w wielu sytuacjach przebija się przez tę fasadę pseudo-dorosłości PS’a. Dzień po dniu jakoś mija, ale jak pomyśle, że do końca życia mam znosić ten pretensjonalny ton… o bogowie… Tli się we mnie nadzieja, że przecież nastolatkiem jest się tylko kilka lat, potem się jednak dojrzewa, dorasta… tylko taki cichy głosik z tyłu głowy szepcze złośliwie, że widocznie są od tej zasady wyjątki, a to co widzę to jednak stałe cechy charakteru.
No i z życia robi się taka sinusoida, przypominająca raczej notowania forex’a ;). Codzienna walka o zrobienie przez PSa czegokolwiek w domu przerywana momentami radości, kiedy idąc po bułki PS przyniesie tez chłodną puszkę Pepsi ;) (wtedy wybaczony zostaje wszelki ton, jakim burczał rano).

Z innej beczki, Hrabia zaczął chodzić. Musiał mieć najwyraźniej konkretny cel, żeby zacząć to robić. Teraz misją jego życia stało się podchodzenie do WSZYSTKICH cudzych piłek na placu zabaw, nawet tych skitranych w wózkach czy torbach, wyciąganie ich i rzucanie gdzie popadnie (bo przecież Mama pobiegnie i przyniesie… )

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Życie jak tabliczka czekolady

11 maj

„Ktoś powiedział mi, że życie to młyńskie koło. Obraca się. Sztuka polega na tym, żeby zatykać nos, kiedy się jest pod wodą, i nie dostać zawrotu głowy, kiedy jest się na górze.” James Baldwin

Niby każdy dzień przynosi coś nowego, a jednak ostatnie dni, ba! tygodnie ;) zlewają mi się w głowie w jedną lepką masę. Spacerując wczoraj leniwie z Damą (krótki spacer, 20 metrów do śmietnika i z powrotem ale zawsze) doszłam do wniosku, że to od nas zależy jak odbieramy to co się dzieje wokół nas. To my sami decydujemy czy dopuszczamy do siebie nowe, czy jesteśmy tak zmęczeni, że niemal z automatu blokujemy wrażenia. To my, czyli mieszanka osobowości, zmęczenia i targających nami emocji, decydujemy jak odbierać to nowe i, przede wszystkim, jak na to wszystko reagować. Nie chcę być jędzą, więc postanawiam nie marudzić. PSowi nie marudzić ;) . Nawet jeśli znowu po południu pójdzie spać, po obudzeniu posiorbie kawę oglądając „Kung Fu Pandę” („No co, dzisiaj nowy odcinek!”), a potem powie że jest zmachany i nie ma ochoty „znowu” ogarniać chaty. Ot takie przekomarzanki młodych rodziców o to które robi więcej, a i tak wiadomo że oboje robią za mało ;) .

Byliśmy z Hrabią na basenie w sobotę, na specjalnych zajęciach z pływania dla bobasów. Widok kilkunastu niemowlaków machających rączkami i nóżkami na rozgrzewce (no dobra, rodzice im tymi nóżkami machali) – bezcenne :) Super sprawa, a najlepsze było to że Hrabia padł do wyrka przed 20stą i spał do rana. Nie mogę się doczekać następnej soboty ;)

A z innej beczki. PS zaczął marudzić coś o powrocie do poprzedniej firmy. Na szczęście to takie narzekanie tylko, ale i tak padł na mnie blady strach powrotu brazylijskiego serialu. I to w momencie kiedy mój okręt wypływa już na otwarte, spokojne wody. Dlaczego? Bo PS marudził o powrocie do firmy, w której obecnie i bezterminowo pracuje B. Ech… Już nie dość, że zespół w którym pracuję ciągle o nim wspomina, a jeszcze miałyby dojść codzienne opowieści PSa z pracy?
Jak to było? Nie marudzę, to co nowe to tylko wrażenia, wyzwania, albo… no… pieprzony brazylijski serial ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Anioł + jędza = anomalia

22 kwi

„Jest jedno słowo, którym wszyscy powinniśmy kierować się jak regułą – wzajemność.” Konfucjusz

Zmęczenie, niewyspanie i brak czasu dla siebie wpisują się jako sztandarowe hasła najbliższego dziesięciolecia. Mimo to udało mi się wczoraj wyrwać na imprezę firmową, taką wielką, z ogromnym ekranem, stroboskopem i darmową wyżerką ;) . Czy się dobrze bawiłam? Nie. Czy miałam ochotę po prostu wrócić do domu? W każdej sekundzie. Czy to dlatego że się zestarzałam? Nie obchodzi mnie to, po prostu dajcie mi się wyspać…

Na kolejne tego typu party nie pójdę. Nie ma ekipy z którą się bawiłam ostatnimi laty, albo już tutaj nie pracują, albo też przestali imprezować. Do tego doszło mi sporo obowiązków, a wyprowadzanie Damy w środku nocy na rauszu zostało już wpisane w obowiązki imprezowicza. No i poranki bywają bolesne, głównie dlatego że wczesne ;) . Kiedy Hrabia chwilę po 6 wyraził naglącą potrzebę wstania i zabawy rzuciłam błagalne „zajmiesz się nim Ty?” do PSa, ale nie przebiło się przez ciasny kokon pościeli jaki utworzył wokół swojej głowy. Cóż było robić, zwlokłam się, w duchu obiecując sobie że w pierwszej wolnej chwili zerwę z tym bezdusznym pacanem, który nie może zrozumieć, że człowiek na kacu nie jest najlepszym opiekunem niemowlaka. Po chwili mi przeszło. Zresztą Hrabia rano woli nawet Mamę-na-kacu niż Tate-bez-kawy. ;) Nie od dziś bowiem wiadomo że przed pierwszą kawą to do PSa odzywać się nie można.
Takie chwile jednak sprawiają, że naprawdę zastanawiam się nad moja z PSem przyszłość. Zamiast związku opartego na robieniu dla siebie miłych rzeczy, na specyficznym „wyręczaniu” drugiej osoby z czego się da (a miałam tak z Przyjacielem, więc wiem że się da się), mam relację w której trzeba na maksa walczyć o swoje i uważać na wszystko pisane małym druczkiem. O 6:30 PS wstał uprzedzając od razu iż niezwłocznie musi się zbierać do pracy (dobra, dobra, dawno nie wyszedł z domu przed ósmą), więc pytam się czy zajmie się Hrabim bo po imprezie jednak warto wziąć prysznic. „To nie kąpałaś się wczoraj?” – pyta zawiedziony. Taaa, najlepiej jakbym się myła, jadła i robiła cokolwiek co muszę jak już wszyscy śpią.
Na szczęście przejął Hrabiego i nawet nie włączył TV (wczoraj mu o to burę zrobiłam – sadzanie rocznego dziecka z ciastkiem przed tv to przegięcie, szczególnie o 7 rano (sic!) i nie obchodzi mnie że ktoś „nie ma pomysłu” czy też „energii tak rano”). Nawet fajnie im wychodziła zabawa :) , podniesiona więc na duchu sielskim obrazkiem pytam PSa czy w ramach wyjątku mógłby odkurzyć za mnie mieszkanie (codziennie rano odkurzam, bo przy kotach i psie futra i trocin z kuwet jest wszędzie na kilogramy) na co słyszę „Nie, nie, nie odkurzę, ja tylko kawę wypiję, wyprowadzę psa i do pracy”, „Kurczę – mówię – bardzo mi się dzisiaj nie chce odkurzać”, „Ale trzeba” – dodaje kategorycznie PS – „szczególnie korytarz wygląda masakrycznie. Aha, poprawka, kawkę wypiję, umyje się i wtedy lecę” – dodał siorbiąc tę swoja kawusię.
Odpuszczam. Wiem, że mógłby ten jeden raz odkurzyć, albo chociaż zająć się Hrabim w tym czasie, ale nie. Wiem, że to pierdoła. Wiem też, że takie cegiełki się w człowieku odkładają, aż powstanie mur wzajemnych urazów. Czy mogę coś z tym zrobić nie stając się „domową jędzą”? Czy można dorosłą osobę nauczyć, że robienie czegoś dla drugiej osoby przynosi radość? Jak nauczyć Hrabiego dbania o drugą osobę, jeśli nie zobaczy tego na co dzień? A może jednak przesadzam i zachowuję się roszczeniowo? W końcu PS wyprowadza Damę co rano, wynosi śmieci i zajmuje się Hrabim codziennie co najmniej godzinę zanim wrócę z pracy.
Jeszcze o tym pomyślę, ale nie za długo ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nic ciekawego :)

13 kwi

„Żółw po­rusza się z prędkością wys­tar­czającą do upo­lowa­nia sałaty.” Pratchett

Z ostatnich dni pamiętam tylko zmęczenie. Jasne, fajnie jest się bawić z synkiem, ale jakby tak chociaż raz na kilka dni się wyspać, ech… Nic nam się z PSem nie chce wieczorami, jak Hrabia idzie spać to jest już grubo po 22giej, zanim ogarniemy zwierzaki to już padamy gdzie stoimy ;) . Staram się cieszyć tą sytuacją, wiem że szybko minie. Mimo wszystko dzieci dłużej będą duże i dorosłe, niż takie malutkie, pulchne i nieodkładalne.

Poza tym cisza i spokój u mnie niesamowity, aż nie ma o czym pisać. Przesilenie wiosenne dorwało już wszystkich i nikt nie ma energii wymyślać. Z PSem jesteśmy uwikłani w wizyty u weterynarza, jak nie Dama to któryś z kocurków i na nic innego energii już nie zostaje.
Cisza, spokój i trwanie. Bez emocjonalnych rozterek czuję się lekko nieswojo ;) nie będę jednak nic na siłę wymyślać i kombinować. Jest dobrze :) .

PS znowu zmienia pracę. Tym razem na taką, która pozwoli mu pracować z domu. Będzie nam wszystkim wygodniej z tym, a on się zarzeka że nie potrzebuje kontaktu z ludźmi, woli spokój zamkniętego pokoju. Nawet mnie to cieszy, wyposzczony towarzysko może będzie miał większą ochotę się poudzielać tu i ówdzie. Zmiany tej absolutnie nie łączę z naszą młodą i ładną nianią, która codziennie teraz przychodzi do Hrabiego. Zupełnie nie łączę ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowe idzie :)

29 mar

„Trzeba się śmiać. Inaczej człowiek by zwariował.” Pratchett

Idzie nowe. Życie nowe. Trochę stresik czuję. Nie, nie, nie jestem w ciąży ;) , po prostu czuję w kościach. Przemiany nabrały tempa, czuję że coraz bardziej wsiąkam w moje obecne perypetie, zaczynają się nieśmiałe plany na przyszłość bliższą i takie ciut ciut planiki na dalszą ;) .
Święta upłynęły w super atmosferze, Hrabia łaskawie klepał wszystkie psy, jakie nie zdążyły przed nim uciec, a i koniki spotkały się z jego uznaniem. No i oczywiście wystarczyło go zostawić z dziadkiem dosłownie na momencik, żeby dorwał się do swojej pierwszej w życiu czekolady. Trudno, kiedyś to musiało się stać, a wiadomo było że dziadkowie będą maczać w tym palce ;) .
Burza była, ciemne chmury jeszcze wiszą, ale czuję że wychodzi słońce, czuję że może być całkiem, całkiem przyjemnie ;)

A z innej beczki – pewnie ostatni raz wspominam B. -> Odezwał się dzisiaj, niby przyjaźnie, ale od razu zaczął pisać że odeszłam od niego („może dobrze zrobiłaś, że odeszłaś Anomalio, rak krąży w mojej rodzinie, pewnie mnie też jest pisany”). Nie cierpię takiego biadolenia, ale jak zwykle zaprotestowałam, że to niby ja odeszłam. Na moje wyrzuty rzucił, że on był ze mną zawsze, ale że miał depresje to siedział u siebie cały czas i grał, ale duchowo był ze mną. Woda na młyn mojej agresji. Nawet byłam kulturalna ale parę niewygodnych dla niego faktów wyciągnęłam i dopiero w połowie zorientowałam się, że Buc jeden skasował mój kontakt ze Skype’a! No buc nad buce, przecież to ja miałam zrobić, w ramach duchowej przemiany i zerwania z toksyczną przeszłością ;) . Usunięcie z kontaktów kogoś, kto już Ciebie usunął jest jak wymyślenie riposty dwa dni po dyskusji.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii