RSS
 

Siad. Przynieś. Waruj. Ugotuj.

24 cze

„Pamiętajmy, że dziecko, które od najmłodszych lat słyszy: „tak nie rób, tak nie przystoi, tego nie wolno” itp. zatraca w sobie spontaniczność, nieustannie analizuje swoje zachowanie pod kątem oczekiwań innych osób nie zważając na swoje własne potrzeby, bojąc się odrzucenia i konsekwencji własnych wyborów.”

http://www.egaga.pl/przestac-tresowac-swoje-dziecko/

Mimo iż na co dzień kieruję się raczej intuicją, to czasem czytam jakieś artykuły o wychowaniu dzieci. Omawiane tezy przedstawiane są w postaci skrajnej, a prawda zazwyczaj leży gdzieś pośrodku. Częściej jednak po przeczytaniu mam refleksje na temat własnego dzieciństwa. Czy naprawdę było aż tak źle jak pamiętam? Byłam w gruncie rzeczy szczęśliwym dzieckiem. Dlaczego więc wydaje mi się, że wszelkie niedociągnięcia mojej osobowości, czy też wewnętrzne blokady, wynikają z moich relacji z rodzicami? Dlaczego do teraz wkurza mnie kierunkowanie w stronę „kobiecych” zajęć (nieudane) i marginalizowanie zainteresowań „nieprzystających do kobiety” (również nieudane). Skoro w pewnym sensie jestem nieudaną kobietą, to dla czego niosę ciągle ten bagaż zadry z przeszłości, zamiast odpuścić i zapomnieć. W pewnym sensie udaje mi się być taką jaką chcę być, a jednocześnie cytat z początku tego wpisu idealnie mnie opisuje. Walka z lękiem przed odrzuceniem, siłowanie się żeby podjąć jakąś decyzję czy zaprzestanie zadowalania całego świata – ot, codzienność. Pytanie czy jakiekolwiek wychowanie jest w stanie to zmienić?

PS zlikwidował kartkę z karnym kutasem zanim zdążyłam dorysować kolejnego. Na początku ucieszyłam się, że naoliwił zawiasy i dlatego się jej pozbył, ale jednak nie. Zerwał kartkę tłumacząc, że nie ma zamiaru tłumaczyć się przed nianią z karniaków jakie dostaje. Sprawa jest dosyć błaha (nie mylić z lenistwem PSa które już ma swoją wagę), ale jeśli teraz sama zabiorę się za oliwienie odbierze to jako atak na swoją męskość. Uprzedzając pytania – tak, spokojnie mogę sama naoliwić wszystkie zawiasy w domu, ale najlepiej to robić jak Hrabia jest na spacerze, a to ja codziennie wychodzę z nim na dwór zostawiając Jaśnie Panu Ojcu czas wolny i nieskrępowany żadnymi poleceniami czy prośbami. Poza tą jedną.
Z drugiej PS nie pozostaje dłużny. Ostatnio doszedł do smutnego wniosku, że chociaż według niego jestem super osobą i wszystko fajnie tylko… no… nie gotuję. I jednak jest to dla niego problem, bo jeść się chce codziennie. Dopóki oboje zamawialiśmy w pracy było ok, ale teraz on siedzi w chacie.
Zawsze wszystkim zachwyconym moja osobą mówiłam wprost „Tak, gram w RPGi i czytam Fantasy, ale pamiętaj że nie gotuję”. PS jest raczej biernym fanem grania i czytania, za to jedzenie jest dosyć istotną częścią jego życia. Jeśli jeszcze danie udaje dietetyczne (ale dobrze jest popić je piwkiem) to w ogóle odjazd. I co z tym fantem zrobić?
Ano wzięłam się za siebie. Wczoraj Hrabia zasnął koło 22, więc dziarsko zabrałam się za schabowe. Nie będę gotować codziennie, ani nawet co drugi dzień, ale co jakiś czas podsunę mu jakieś danie pod nos ze zwycięskim uśmiechem i złośliwym „A zawiasy ciągle skrzypią” wiszącym w powietrzu ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do boju! Tylko trzeba wstać… teraz! ;)

23 cze

„Jakże szybko „nie teraz” staje się „nigdy”.” Martin Luther King

PS dorobił się karnego kutasa ode mnie. Serio, wisi na lodówce i chwieje się zalotnie przy każdym otwieraniu drzwiczek. Powód prosty – tydzień proszenia o naoliwienie zawiasów w pokoju Hrabiego, dwa dni kartki z przypomnieniem wiszącej na lodówce, a teraz za każdy dzień zwłoki przybędzie nowy karny kutas. Szkoda, że ten pierwszy wypadł akurat w Dzień Ojca ;) . Tym bardziej, że rano zerwał się i poszedł po bułki więc ogólnie to chce mu się ( tym bardziej jeśli ma w tym własny interes), ale jednocześnie mu się nie chce (tym bardziej im ten interes ma mniejszy).

„Nie pytaj o to, czego potrzebuje świat. Zapytaj, co sprawi, że zaczniesz żyć, i zrób to. (…) świat potrzebuje ludzi, którzy zaczęli żyć”. Howard Thurman

Z innej beczki – jestem bardzo pozytywnie naładowana energią. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów chcę coś zrobić ze swoim życiem, coś konkretnego i realnego (co można dotknąć i nie wiem, może polizać? ;) ). Moja firma zorganizowała spotkanie z Bagińskim. Bardzo pozytywnie zakręcony człowiek, który zaraża energią mimo ewidentnego introwertyzmu. Zdradzę sekret – ponoć nienawidził tego swojego projektu „Katedra”, skończył go na siłę, bo trzeba było go skończyć. Zadowolenie przyszło dużo później, nieco skorelowane z nominacją do Oscara ;) . Wniosek? No przede wszystkim lepiej kończyć projekty (kto wie czy czasem Nobel, Oscar albo chociaż Zajdel nie czeka za rogiem), a druga sprawa – czasami wartość naszego wysiłku nie jest oczywista na początku, czy nawet w trakcie. Pewne rzeczy uczymy się cenić z czasem. Człowiek jest zdolny do niewyobrażalnych rzeczy jeśli zostaje przyciśnięty do muru. Cały sens w tym, żeby zrobić coś niesamowitego bez tej ściany ognia za plecami. Więc co z tego, że Hrabia hasa do 23, co z tego, że koty wstają o 4, a Dama chrapie od 5… Przecież w domu może być trochę brudniej niż jest teraz, pranie może poleżeć jeszcze jeden tydzień, a obiad ze słoika też jest zjadliwy. Za to ruszyć coś do przodu, coś swojego, co daje frajdę… Minęło parę dni od motywacyjnego spotkania, na razie nie udało mi się nic zrobić, ale zapał nie maleje więc też jest dobrze. Jak Bagiński powiedział na koniec ” Mam nadzieję, że Was trochę zmotywowałem, a jak nie, to też nic się nie stało” ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Piła, piłka, piłeczka

03 cze

„Czasami ludzie wmawiają sobie różne rzeczy, które nie są prawdą. Czasami może to być groźne dla danej osoby. Widzi ona świat w niewłaściwy sposób. Ale ludzie nie pozwalają sobie zobaczyć że to, w co wierzą, jest błędne. Często jednak istnieje w ich umyśle część, która to wie.” Pratchett

PS nie wraca do byłej pracy. Niby nic, a jednak odetchnęłam. Słuchanie codziennie o B. byłoby niczym równia pochyła dla mojego samopoczucia ;) .
Wraca więc stara bieda. Z powodu braku emocjonalnych rozterek, rozkminiam czy stagnacja ma zabójczy wpływ na związek, czy jedynie dewastacyjny ;) .
Mam też dylemat, którego nie potrafię roziwązać, a nie robienie niczego niestety tez nie jest dobrym rozwiązaniem. Chodzi o PS’a, a dokładnie o naszą wspólną przyszłość. Z jednej strony bowiem mamy Hrabiego, do tego myślimy całkiem realnie o zwiększeniu liczby małej arystokracji w naszych progach i ogólnie jakoś leci to życie z wzlotami i gwałtownymi upadkami, ale do przodu. Dlaczego więc myśl o ślubie jest dla mnie nie do przyjęcia?
Najbardziej dlatego, że nie mam ochoty przyrzekać czegokolwiek 15-latkowi, który codziennie w wielu sytuacjach przebija się przez tę fasadę pseudo-dorosłości PS’a. Dzień po dniu jakoś mija, ale jak pomyśle, że do końca życia mam znosić ten pretensjonalny ton… o bogowie… Tli się we mnie nadzieja, że przecież nastolatkiem jest się tylko kilka lat, potem się jednak dojrzewa, dorasta… tylko taki cichy głosik z tyłu głowy szepcze złośliwie, że widocznie są od tej zasady wyjątki, a to co widzę to jednak stałe cechy charakteru.
No i z życia robi się taka sinusoida, przypominająca raczej notowania forex’a ;). Codzienna walka o zrobienie przez PSa czegokolwiek w domu przerywana momentami radości, kiedy idąc po bułki PS przyniesie tez chłodną puszkę Pepsi ;) (wtedy wybaczony zostaje wszelki ton, jakim burczał rano).

Z innej beczki, Hrabia zaczął chodzić. Musiał mieć najwyraźniej konkretny cel, żeby zacząć to robić. Teraz misją jego życia stało się podchodzenie do WSZYSTKICH cudzych piłek na placu zabaw, nawet tych skitranych w wózkach czy torbach, wyciąganie ich i rzucanie gdzie popadnie (bo przecież Mama pobiegnie i przyniesie… )

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Życie jak tabliczka czekolady

11 maj

„Ktoś powiedział mi, że życie to młyńskie koło. Obraca się. Sztuka polega na tym, żeby zatykać nos, kiedy się jest pod wodą, i nie dostać zawrotu głowy, kiedy jest się na górze.” James Baldwin

Niby każdy dzień przynosi coś nowego, a jednak ostatnie dni, ba! tygodnie ;) zlewają mi się w głowie w jedną lepką masę. Spacerując wczoraj leniwie z Damą (krótki spacer, 20 metrów do śmietnika i z powrotem ale zawsze) doszłam do wniosku, że to od nas zależy jak odbieramy to co się dzieje wokół nas. To my sami decydujemy czy dopuszczamy do siebie nowe, czy jesteśmy tak zmęczeni, że niemal z automatu blokujemy wrażenia. To my, czyli mieszanka osobowości, zmęczenia i targających nami emocji, decydujemy jak odbierać to nowe i, przede wszystkim, jak na to wszystko reagować. Nie chcę być jędzą, więc postanawiam nie marudzić. PSowi nie marudzić ;) . Nawet jeśli znowu po południu pójdzie spać, po obudzeniu posiorbie kawę oglądając „Kung Fu Pandę” („No co, dzisiaj nowy odcinek!”), a potem powie że jest zmachany i nie ma ochoty „znowu” ogarniać chaty. Ot takie przekomarzanki młodych rodziców o to które robi więcej, a i tak wiadomo że oboje robią za mało ;) .

Byliśmy z Hrabią na basenie w sobotę, na specjalnych zajęciach z pływania dla bobasów. Widok kilkunastu niemowlaków machających rączkami i nóżkami na rozgrzewce (no dobra, rodzice im tymi nóżkami machali) – bezcenne :) Super sprawa, a najlepsze było to że Hrabia padł do wyrka przed 20stą i spał do rana. Nie mogę się doczekać następnej soboty ;)

A z innej beczki. PS zaczął marudzić coś o powrocie do poprzedniej firmy. Na szczęście to takie narzekanie tylko, ale i tak padł na mnie blady strach powrotu brazylijskiego serialu. I to w momencie kiedy mój okręt wypływa już na otwarte, spokojne wody. Dlaczego? Bo PS marudził o powrocie do firmy, w której obecnie i bezterminowo pracuje B. Ech… Już nie dość, że zespół w którym pracuję ciągle o nim wspomina, a jeszcze miałyby dojść codzienne opowieści PSa z pracy?
Jak to było? Nie marudzę, to co nowe to tylko wrażenia, wyzwania, albo… no… pieprzony brazylijski serial ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Anioł + jędza = anomalia

22 kwi

„Jest jedno słowo, którym wszyscy powinniśmy kierować się jak regułą – wzajemność.” Konfucjusz

Zmęczenie, niewyspanie i brak czasu dla siebie wpisują się jako sztandarowe hasła najbliższego dziesięciolecia. Mimo to udało mi się wczoraj wyrwać na imprezę firmową, taką wielką, z ogromnym ekranem, stroboskopem i darmową wyżerką ;) . Czy się dobrze bawiłam? Nie. Czy miałam ochotę po prostu wrócić do domu? W każdej sekundzie. Czy to dlatego że się zestarzałam? Nie obchodzi mnie to, po prostu dajcie mi się wyspać…

Na kolejne tego typu party nie pójdę. Nie ma ekipy z którą się bawiłam ostatnimi laty, albo już tutaj nie pracują, albo też przestali imprezować. Do tego doszło mi sporo obowiązków, a wyprowadzanie Damy w środku nocy na rauszu zostało już wpisane w obowiązki imprezowicza. No i poranki bywają bolesne, głównie dlatego że wczesne ;) . Kiedy Hrabia chwilę po 6 wyraził naglącą potrzebę wstania i zabawy rzuciłam błagalne „zajmiesz się nim Ty?” do PSa, ale nie przebiło się przez ciasny kokon pościeli jaki utworzył wokół swojej głowy. Cóż było robić, zwlokłam się, w duchu obiecując sobie że w pierwszej wolnej chwili zerwę z tym bezdusznym pacanem, który nie może zrozumieć, że człowiek na kacu nie jest najlepszym opiekunem niemowlaka. Po chwili mi przeszło. Zresztą Hrabia rano woli nawet Mamę-na-kacu niż Tate-bez-kawy. ;) Nie od dziś bowiem wiadomo że przed pierwszą kawą to do PSa odzywać się nie można.
Takie chwile jednak sprawiają, że naprawdę zastanawiam się nad moja z PSem przyszłość. Zamiast związku opartego na robieniu dla siebie miłych rzeczy, na specyficznym „wyręczaniu” drugiej osoby z czego się da (a miałam tak z Przyjacielem, więc wiem że się da się), mam relację w której trzeba na maksa walczyć o swoje i uważać na wszystko pisane małym druczkiem. O 6:30 PS wstał uprzedzając od razu iż niezwłocznie musi się zbierać do pracy (dobra, dobra, dawno nie wyszedł z domu przed ósmą), więc pytam się czy zajmie się Hrabim bo po imprezie jednak warto wziąć prysznic. „To nie kąpałaś się wczoraj?” – pyta zawiedziony. Taaa, najlepiej jakbym się myła, jadła i robiła cokolwiek co muszę jak już wszyscy śpią.
Na szczęście przejął Hrabiego i nawet nie włączył TV (wczoraj mu o to burę zrobiłam – sadzanie rocznego dziecka z ciastkiem przed tv to przegięcie, szczególnie o 7 rano (sic!) i nie obchodzi mnie że ktoś „nie ma pomysłu” czy też „energii tak rano”). Nawet fajnie im wychodziła zabawa :) , podniesiona więc na duchu sielskim obrazkiem pytam PSa czy w ramach wyjątku mógłby odkurzyć za mnie mieszkanie (codziennie rano odkurzam, bo przy kotach i psie futra i trocin z kuwet jest wszędzie na kilogramy) na co słyszę „Nie, nie, nie odkurzę, ja tylko kawę wypiję, wyprowadzę psa i do pracy”, „Kurczę – mówię – bardzo mi się dzisiaj nie chce odkurzać”, „Ale trzeba” – dodaje kategorycznie PS – „szczególnie korytarz wygląda masakrycznie. Aha, poprawka, kawkę wypiję, umyje się i wtedy lecę” – dodał siorbiąc tę swoja kawusię.
Odpuszczam. Wiem, że mógłby ten jeden raz odkurzyć, albo chociaż zająć się Hrabim w tym czasie, ale nie. Wiem, że to pierdoła. Wiem też, że takie cegiełki się w człowieku odkładają, aż powstanie mur wzajemnych urazów. Czy mogę coś z tym zrobić nie stając się „domową jędzą”? Czy można dorosłą osobę nauczyć, że robienie czegoś dla drugiej osoby przynosi radość? Jak nauczyć Hrabiego dbania o drugą osobę, jeśli nie zobaczy tego na co dzień? A może jednak przesadzam i zachowuję się roszczeniowo? W końcu PS wyprowadza Damę co rano, wynosi śmieci i zajmuje się Hrabim codziennie co najmniej godzinę zanim wrócę z pracy.
Jeszcze o tym pomyślę, ale nie za długo ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nic ciekawego :)

13 kwi

„Żółw po­rusza się z prędkością wys­tar­czającą do upo­lowa­nia sałaty.” Pratchett

Z ostatnich dni pamiętam tylko zmęczenie. Jasne, fajnie jest się bawić z synkiem, ale jakby tak chociaż raz na kilka dni się wyspać, ech… Nic nam się z PSem nie chce wieczorami, jak Hrabia idzie spać to jest już grubo po 22giej, zanim ogarniemy zwierzaki to już padamy gdzie stoimy ;) . Staram się cieszyć tą sytuacją, wiem że szybko minie. Mimo wszystko dzieci dłużej będą duże i dorosłe, niż takie malutkie, pulchne i nieodkładalne.

Poza tym cisza i spokój u mnie niesamowity, aż nie ma o czym pisać. Przesilenie wiosenne dorwało już wszystkich i nikt nie ma energii wymyślać. Z PSem jesteśmy uwikłani w wizyty u weterynarza, jak nie Dama to któryś z kocurków i na nic innego energii już nie zostaje.
Cisza, spokój i trwanie. Bez emocjonalnych rozterek czuję się lekko nieswojo ;) nie będę jednak nic na siłę wymyślać i kombinować. Jest dobrze :) .

PS znowu zmienia pracę. Tym razem na taką, która pozwoli mu pracować z domu. Będzie nam wszystkim wygodniej z tym, a on się zarzeka że nie potrzebuje kontaktu z ludźmi, woli spokój zamkniętego pokoju. Nawet mnie to cieszy, wyposzczony towarzysko może będzie miał większą ochotę się poudzielać tu i ówdzie. Zmiany tej absolutnie nie łączę z naszą młodą i ładną nianią, która codziennie teraz przychodzi do Hrabiego. Zupełnie nie łączę ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowe idzie :)

29 mar

„Trzeba się śmiać. Inaczej człowiek by zwariował.” Pratchett

Idzie nowe. Życie nowe. Trochę stresik czuję. Nie, nie, nie jestem w ciąży ;) , po prostu czuję w kościach. Przemiany nabrały tempa, czuję że coraz bardziej wsiąkam w moje obecne perypetie, zaczynają się nieśmiałe plany na przyszłość bliższą i takie ciut ciut planiki na dalszą ;) .
Święta upłynęły w super atmosferze, Hrabia łaskawie klepał wszystkie psy, jakie nie zdążyły przed nim uciec, a i koniki spotkały się z jego uznaniem. No i oczywiście wystarczyło go zostawić z dziadkiem dosłownie na momencik, żeby dorwał się do swojej pierwszej w życiu czekolady. Trudno, kiedyś to musiało się stać, a wiadomo było że dziadkowie będą maczać w tym palce ;) .
Burza była, ciemne chmury jeszcze wiszą, ale czuję że wychodzi słońce, czuję że może być całkiem, całkiem przyjemnie ;)

A z innej beczki – pewnie ostatni raz wspominam B. -> Odezwał się dzisiaj, niby przyjaźnie, ale od razu zaczął pisać że odeszłam od niego („może dobrze zrobiłaś, że odeszłaś Anomalio, rak krąży w mojej rodzinie, pewnie mnie też jest pisany”). Nie cierpię takiego biadolenia, ale jak zwykle zaprotestowałam, że to niby ja odeszłam. Na moje wyrzuty rzucił, że on był ze mną zawsze, ale że miał depresje to siedział u siebie cały czas i grał, ale duchowo był ze mną. Woda na młyn mojej agresji. Nawet byłam kulturalna ale parę niewygodnych dla niego faktów wyciągnęłam i dopiero w połowie zorientowałam się, że Buc jeden skasował mój kontakt ze Skype’a! No buc nad buce, przecież to ja miałam zrobić, w ramach duchowej przemiany i zerwania z toksyczną przeszłością ;) . Usunięcie z kontaktów kogoś, kto już Ciebie usunął jest jak wymyślenie riposty dwa dni po dyskusji.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mama, runda pierwsza

22 mar

„- A czym byliby ludzie bez miłości?
GINĄCYM GATUNKIEM, odparł Śmierć” Pratchett

Widzieliście kiedyś film „50 pierwszych randek”? Bez spojlerowania, sens jest taki, że główna bohaterka po wypadku traci pamięć krótkotrwałą, nic nowego jej w głowie nie zostaje, pamięta tylko przeszłość do konkretnego dnia, potem carte blanche codziennie. Film z gatunku komedii romantycznej, ale przypadek medyczny ciekawy. Tym bardziej że czasami sama się czuję jak ta dziewczyna. „Budzę” się w środku dnia i czuję się jakbym żyła innym życiem, jakbym przeskoczyła do innego wymiaru gdzie jest inna Anomalia i inna rzeczywistość. Hrabia wyciąga do mnie rączki a ja stoję zaskoczona że w ogóle mam syna! Nie wiem czy to dlatego że sprawy potoczyły się tak szybko, że w ciągu dwóch lat miałam tyle przeżyć, ile inni rozkładają na dekadę. A może to kwestia pamięci? Za dużo mam w głowie, po co komu dokładna pamięć czyichś słów sprzed kilku czy nawet kilkunastu lat? Kiedy cała przeszłość skupia się w jednym, wczorajszym dniu, ciężko zapanować nad chronologią zdarzeń.
Na szczęście nie ma zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad tą kwestią, bo to jednak sprawa z rodzaju „za dużo o tym myślisz”. Mnie samą jednak boli, kiedy widzę Hrabiego i nie czuję nic, poza zmieszaniem. Że jak to, że dziecko? Że ono do mnie biegnie (no dobra, raczkuje ;) ), że mnie potrzebuje, że „Mama” to niby ja?
Chcę być najlepszą mamą jaką mógłby sobie wymarzyć, a już na starcie mam wewnętrzne popieprzenie, które zapewne przesiąka na zewnątrz. Mam tylko nadzieję, że myśli myślami, a czyny „robią swoje” i Hrabia czuje że jest kochany bezgranicznie i bezapelacyjnie ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kaszlu, kaszlu, psik

17 mar

„..w kwestii spaprania to trudno być, no wiesz, precyzyjnym. Wydaje ci się, że spaprasz coś tylko trochę, a potem to coś wybucha ci w twarz i okazuje się wielkim spapraniem.” Pratchett

Rozstania to najbardziej chujowe sytuacja na świecie. Po jednym czy drugim takim przeżyciu człowiekowi odechciewa się wchodzić w bliższe relacje z kimkolwiek, tylko dlatego żeby się już nie rozstawać. Nawet nie chodzi o sam moment, ten dzień wyprowadzki, czy pierwszy miesiąc. Chujowe jest także życie „po”.
O co chodzi.
Jakoś sobie w głowie nawet obrobiłam rozstanie z Przyjacielem (zjebałam, mam przejebane, taka karma). Rozstanie z B. przerobiłam nawet sprawniej (zjebał, przejebane mamy oboje, taka karma). Można nawet powiedzieć, że wyszłam na prostą (PS, Hrabia, dwa koty, Dama… Kto zaprzeczy? ;) ). Dlaczego więc marudzę? Ano dlatego, że rozstanie to również niestety uciążliwe wykluczenie społeczne z pewnych kręgów niegdysiejszych przyjaciół bliższych lub dalszych. I nie, nie wszystko zależy od tego czy „się chce” komuś spotykać. Jednak logistycznie nie zrobisz dwóch imprez urodzinowych, nie zaprosisz do wspólnego wyjścia do teatru w małym gronie osób „z przeszłością”, . To oczywiście dla mnie kuriozalne przypadki, bo chwilowo zarówno teatr jak i imprezy są wykluczone.
Mimo wszystko fakt, że bliscy niegdyś fajni ludzie są bliżej tej drugiej „byłej” osoby sprawia, że oddalają się od nas jeszcze bardziej.
Konkrety? Żona Przyjaciela otwiera w sobotę własny lokal. Fajnie byłoby się wybrać, ale… Od kiedy zostałam poinformowana, że nie jestem zaproszona na ich parapetówkę, mam mieszane uczucia, żeby pojawiać się w ich życiu, nawet na obrzeżach. Ograniczę się do podwiezienia im ciast na otwarcie i zniknę zanim ktokolwiek mnie zauważy.
Druga sprawa jest bardziej firmowa. Cały mój nowy fajny dzialik zbiera się właśnie, żeby gremialnie nawiedzić B. w jego nowym mieszkaniu. Taka mała parapetówka z planszówkami i procentami ;) . I znowu jestem wykluczona, trochę może na własne życzenie, bo B. pewnie nie miałby nic przeciwko mojemu towarzystwu (o ile oczywiście bym mu słodziła, a nie narzekała). Wiem też, że mogłoby być wesoło. Nie dam rady jednak. Psychicznie już nie dam rady cały czas ściemniać. Od kiedy pamiętam w jego towarzystwie muszę udawać, że między nami nic nie ma, że te emocje, ta chemia, to tylko przyjacielska zgrywa. Nie chcę już udawać. I nie chcę słyszeć jego udawania, nie chcę słyszeć ani przypominać sobie że słyszałam, te wszystkie ściemy, bo już się gubię czy kłamstwem było to co mówił innym, czy to co w cztery oczy słyszałam ja.

Takie pierdoły wchodzą człowiekowi na głowę najbardziej wtedy kiedy jest chory i osłabiony. Liczę, że weekend będzie pod znakiem Słońca ;) .

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Epidemia. Dziś w Polsacie.

16 mar

„Życie jest ciągiem następujących po sobie chwilowych rozwiązań.” Pratchett

Epidemia. Dosłownie epidemia. Gdzie się nie ruszyć tam są chorzy. W pracy chorzy, PS. chory, ja chora, nawet niania dzisiaj wzięła wolne żeby smarkać w spokoju i tylko biedny Hrabia kaszlnie czasem bardziej dla towarzystwa i bez przekonania. Jest taka reklama, że niby mamy nie biorą zwolnienia, mamy biorą vix czy śmix, a najczęściej chore mamy biorą przede wszystkim swoje dzieci na ręce. No bo jak tu wytłumaczyć że mama nie może? Nie ma jak odpocząć, można liczyć tylko na szybki powrót do pracy ;) .
Dziwi mnie że nikt nie mówi o tym aspekcie rodzicielstwa. Nagły brak możliwości spokojnego wychorowania się jest sporą zmianą i ostatecznie już grzebie wspomnienie o ciepłej pościeli i parującej herbacie z miodem i cytrynką. Taka symboliczna a jakże dotkliwa dorosłość ;) .

Do tego tuż przed choroba B. wyprowadził mnie z równowagi zarzucając że w ogóle się do niego nie odzywam. Na moje lakoniczne „sorry, tak jest mi łatwiej” oburzył się rzucając że z Przyjacielem to potrafię rozmawiać mimo rozstania i tylko dla niego mam negatywny stosunek. Tjaa… Na parę dni straciła humor, ale nie przez tego Buca przez „B”. Czasami po prostu strasznie mi tęskno do przeszłości, do godzinnych rozmów z Przyjacielem, który przyjacielem jest już raczej tylko z nazwy bo od kilku lat właściwie że sobą nie rozmawiamy. Zarzuty B. przypominały mi że kiedyś… Kiedyś był On i ja, rozmowy, wyjazdy, wspólne książki, planszówki, RPGi i dziesiątki filmów oglądanych na raty zawsze do obiadu czy kolacji. Nigdy wcześniej i już nigdy później nie rozmawiało mi się z nikim tak dobrze, tak sensownie i jednocześnie konstruktywnie jak z nim. I tak, tak, wiem że jego obecne życie jest fajniejsze niż to jakie mógłby prowadzić że mną, ale jednocześnie moje takie nie jest. Życie…

Było minęło, i tak nie mogę narzekać. Chociaż jak PS. wnerwiony rzuca do Hrabiego ” Synu, kocham Cię ale przystań tak stękać i marudzić” to samej siebie jest mi żal że przyszło mi żyć z dwoma najwiekszymi marudami pod słońcem.
Dobra, kończę marudzenie bo z dwójki zaraz zrobi się trójeczka ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii