RSS
 

Archiwum - Listopad, 2013

Data dating

29 lis

„Jeśli nie chcesz mojej zguby, Krrrokodyla daj mi, luby”. Papkin, A.Fredro

Właśnie skończyła się moja pierwsza randka, od nie pamiętam kiedy ;) Taka, gdzie pozwoliłam sobie myśleć w kategoriach randki, gdzie ugryzłam się w język podczas płacenia za kolację (znaczy ja nie płaciłam, tylko wcinałam super pierogi :) ). Naśmiałam się tak bardzo, że odpadają mi teraz zawiasy szczęki. Co prawda ten najmłodszy ze studentów, pokolenia gimnazjalnego, jest odbierany przeze mnie niemal jak młodszy braciszek, to jednak fajnie tak na luzie i wesoło spędzić czas (rany, serio mnie boli ta szczęka…).  Ogromny kontrast do B. z którym ostatnio mam same konflikty, nieporozumienia, próby manipulacji i granie na wyrzutach sumienia. Nie, nie będę o tym myśleć. Fajny wieczór, jak najbardziej do powtórzenia ;)

Btw. coraz bardziej podziwiam wszystkich organizujących sobie życie i jednocześnie posiadających malucha (albo dwa lub trzy krzyczące pyszczki).  Rany, z niczym nie nadążam, każdy dzień to albo zakupy, albo sprzątanie, albo nadganianie zaległości w czymkolwiek, albo… no słowem tysiące spraw. Nie wiem dlaczego, ale jak byłam z Przyjacielem to tak tego nie odczuwałam. No i żyjąc samemu nie powinno być trudniej niż żyjąc z kimś i ogarniając menażerię… Dlatego dosyć opierdalania się. Czasem trzeba od samego siebie powymagać nieco więcej! Aż chciałoby się krzyknąć: Do boju! ;)

Ach, ale pamiętajmy o kochaniu samych siebie.  Z taką myślą idę zrobić sobie kakao do łóżka ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Biegnę, nie wiem dokąd, ale się nie zatrzymuję!

22 lis

„W dziewięciu przypadkach na dziesięć spór kończy się tym, że każda ze stron przekonana jest bardziej niż kiedykolwiek o swojej racji.” Dale Carnegie

Dni mijają mi na gonieniu. Albo gonię terminy w pracy, albo gonię z wózkiem po supermarkecie, albo wreszcie gonię kota po pokoju (w ramach zabawy oczywiście). Muszę jeszcze pogonić trochę siebie bo to całe gonienie wolno mi idzie, zamiast biec.

Kotek jest kochany, ale z każdym dniem coraz wyraźniej daje mi znać, że nie podobało mu się bycie samemu w domu. Nie odstępuje mnie na krok, co jest nieco uciążliwe podczas prysznica (jedyny moment kiedy jednak w trybie przyspieszonym umyka z łazienki to jak obrywa wodą ale nie mam serca tego robić).  Dzisiaj oglądałam drugiego rozbójnika i fajny jest tylko bardzo malutki i może jeszcze będę musiała czekać dwa tygodnie zanim będą mnie witać rano dwie futrzaste mordki.

Czasami żałuję że nie palę papierosów. Chciałabym poczuć takie odprężenie i relaks jaki czasem widać u palaczy. Zdaję sobie sprawę że raczej udają ekstazę, żeby jakoś wytłumaczyć się z trucia własnego organizmu, ale jednak mam w głowie taki filmowy obraz jak wdycham papierosowy dymek i magicznie rozluźnia on wszystkie moje mięśnie (no, nie przesadzajmy, załóżmy że zwieraczy nie rozluźnia…). Dzisiaj miałam pierwszą kłótnię z B. Oczywiście bez krzyków czy idiotycznych oskarżeń typu „bo Ty zawsze” i „bo Ty nigdy”. Poszło o to, że spotkałam się z kimś innym („jak mogłaś! Ja bym Tobie nigdy czegoś takiego nie zrobił!”). Nie wiedziałam za bardzo jak mam zareagować (tym bardziej że wyjście było już dawno i nie wiedziałam o które mu chodzi ;) ), rzuciłam tylko że to nie była randka tylko wyjście po kumpelsku na pogaduchy, a poza tym to raczej wtedy na pewno nie byliśmy razem. „My zawsze byliśmy razem” usłyszałam i nieco mnie to zirytowało. Pamięć B. jest bardzo wygodna, on sam zresztą stwierdził że jakoś inaczej pamięta ostatnie miesiące niż ja. Przypomniałam mu więc parę rzeczy i widziałam, że jego umysł brodzi w tych wspomnieniach jak we mgle. „Twoja dobra pamięć to Twoje przekleństwo” skwitował. Ma trochę racji, ale nic z tym nie zrobię. Nie potrafię wyjąć sobie z głowy złych fragmentów, ani wgrać nowego oprogramowania ze skaczącymi jednorożcami i różowym tłem. Działam z tym co mam, najlepiej jak umiem.

Miłość do samej siebie na razie mi nie wychodzi. Nawet sobie jeszcze nie zrobiłam tego kakao do wyrka. Może dzisiaj się uda…

PS. Kolega od kwiatów dostanie chyba drugą szansę, bo jego historyjkowe życzenia na dobranoc mocno sugerują, że za tą milczącą barierą jest ciekawa osobowość :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Miłość lekcja pierwsza

17 lis

„Trze­ba całego życia, aby nau­czyć się żyć.” Seneka

Życie to dla mnie ciągła wędrówka polegającą na rozwijaniu własnej osobowości. Ludzie, których spotykamy, zdarzenia, pojawiające się dramaty i radości… To wszystko ma nas czegoś nauczyć, rozwinąć, przygotować do kolejnych etapów i wyzwań. Tylko czasem, szczególnie w tych trudniejszych momentach, ciężko jest dostrzec to, czego właściwie mamy się nauczyć. Mam łatwiej. Bo teraz wiem. Muszę się nauczyć polegać na sobie, lubić własne towarzystwo i co najważniejsze – starać się żyć dla siebie. Trafiłam ostatnio na fajne spostrzeżenie pewnego młodego chłopaka, który stwierdził, że jeśli spytać ludzi kogo kochają, to wszyscy zaczną wymieniać swoje dzieci, rodziców, ciotki, dziadków, nawet zwierzątka. I bardzo długo trzeba czekać stwierdzenia że ktoś kocha siebie, jeśli w ogóle ktokolwiek się do tego przyzna..

Postanowiłam potraktować siebie jak każdą inną osobę, którą chciałabym pokochać (wiem, wiem, nie można kogoś na siłę pokochać, ale tu mam dobre podstawy). Od czego zacząć? Już wiem, że działa atrakcyjność fizyczna, chociaż i tu para obcisłych dżinsów nie zaszkodzi ;). A tak serio, to dlaczego właściwie mamy z tym problem? Ponoć kocha się nie za coś, a mimo wszystko, a tak trudno sobie wybaczyć to mimo wszystko. Jak bym zaczęła odbudowywanie zaufania, do kogoś kogo raczej wiem że kocham niż to czuję? Biżuteria, nowe futro, bajerancka wycieczka zagraniczna? Nie, lepiej zacząć od drobnych przyjemności i pokazania, że staram się i dbam i że myślę i troszczę. Zacznę od przygotowania do snu kakao :)

Burek zaliczył pierwszą nieplanowaną kąpiel. Jak zanurzyłam się w wannie żeby umyć głowę nie mógł znieść, że zniknęłam mu z oczu i postanowił sprawdzić co ja tam właściwie robię. Pamiętam tylko nagły mokry ciężar, którego cztery łapki i mokry brzuszek wylądowały na moim czole…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie chce mi się leżeć, no ale przecież nie wstanę…

13 lis

„Nie ma na świecie takiego leku, który nadałby sens życiu.” Sarah Kane (z książki Psychoza 4.48)

Depresja dopada człowieka w dziwnych momentach i jest czasem tak silna, że nawet uroczy bury pyszczek jej nie przepędza (choć nieco jakby lżej jest z nim). Nie wiem skąd bierze się to poczucie bezsensu życia. Znaczy życie jako takie ma mały sens, ale to stan permanentny i nie ma co wariować z tego powodu. Mija parę takich dni i mimo, że nic szczególnego się nie wydarza to ciężar z piersi jakby się zsuwa. Nie, nie znika, ale właśnie odsuwa i można trochę głębiej odetchnąć. Życie nadal wydaje się tak nielogiczne jak spalenie tęczy w Warszawie (w postawieniu jej też zresztą żadnego sensu nie widzę, ale to inna historia), ale wraca smak, węch i nawet coś jest w stanie wywołać krzywy uśmiech – znaczy się żyje człowiek.

Po co w ogóle wchodzimy w związki? Zdecydowanie nie jest to nawoływanie do hedonizmu ;) tylko spokojna refleksja dlaczego właściwie potrzebujemy jakiejś konkretnej jednej osoby. Podoba mi się idea posiadania świadka życia i samemu bycia świadkiem czyjegoś życia, takim najbliższym, który zna wszystkie (no, prawie) sekrety. Przyjaciel był takim właśnie świadkiem mojego życia a ja jego. Teraz moje życie jest jakby rozproszone po wielu osobach, a i tak ciągle kogoś brakuje żeby stać się całością. Może to jest granica, której lepiej nie przekraczać? Ostatni horkruks zostawić dla siebie ;)

Dzisiejszy dzień zapracował właśnie na to, żeby go skończyć. Czuję się jakby moja głowa była pełna melasy. Nawet nie to, że mam jakieś ciężkie myśli, tylko same myśli ciążą mi jakby koniecznie chciały usadowić się nieco niżej, jakoś na wysokości brzucha. Poddając się temu uczuciu idę coś zjeść.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie mogę się spotkać, bo…yyy… mam kota!

11 lis

„Godzina jest wiekiem z nudnym człowiekiem…” Anonim

Po serii arcyciekawych spotkań towarzyskich z wartkimi rozmowami i pasjonującymi tematami, przyszedł czas na najnudniejsze 3 godziny w roku. Jeśli ciężar konwersacji spada tylko na mnie, rozmówca nie pomaga nawet pytaniami, a ożywia się jedynie parę razy gdy pokazuje na necie filmiki parodiujące Gwiezdne Wojny… Ja nawet nie jestem fanem Gwiezdnych Wojen :|. Straszne. Dopadł mnie teraz etap uczenia się jak delikatnie, acz stanowczo i z klasą wycofać się z jakiejś znajomości. Szkoda będzie tych kwiatków ale… się nie da się.

Za to Burek już mi zasnął na kolanach więc chyba się do siebie szybko przyzwyczaimy. To taki typowy dachowiec, z typowo kocimi zwyczajami i przeświadczeniem, że wspinanie się po spodniach, kiedy człowiek coś gotuje, to najlepsza zabawa na świecie. A jeśli się nabroiło to wystarczy miauknąć a właściciel wymięka ;).

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Burek, bierz ten sznurek!

10 lis

„Kot jest domowy na tyle, na ile mu to odpowiada.” Saki

Postanowiłam żyć sobie na luzie, bez zbytniego analizowania, ale zaczynam mieć wrażenie że wszystko się przez to komplikuje bardziej i niedługo ciężar emocjonalnych rozterek przygniecie mi kark do ziemi. Nie wiem co będzie z B., nie wiem co z kolegą od kwiatów i nawet fajnych studentów okazało się być dwoje i też nie wiedziałam co z nimi kiedy dzisiaj machałam do ich uśmiechniętych w oknie odjeżdżającego pociągu twarzy. Tylko że nie muszę wiedzieć. Nie mogę brać odpowiedzialności za wszystkich, a nawet (czasami) za siebie ;) Nie wiem zupełnie skąd wziął się ten imperatyw, który każe mi starać się zadowolić wszystkich, żeby broń Boże nikt nie był smutny. To kolejne wyzwanie dla mnie, kolejny poziom rozwoju mojej osobowości – nauczyć się pozwalać innym przeżywać ich emocje, również smutek i gniew. Sobie też muszę na to pozwolić.

Cały czas rozmawiam z ludźmi a ciągle mi tego brakuje mimo, że jestem po tygodniu intensywnym towarzysko. Każdego dnia widziałam się z kimś, kto mnie w jakiś sposób fascynuje i były to spotkania „mówione” ;) A jednak ciągle czuje nienasycenie. Cisza i pustka mieszkania dodatkowo to potęguje. Dobrze, że niedługo moje życie nieco się zmieni. W poniedziałek jadę po nowego puchatego lokatora o wdzięcznym roboczym imieniu Burek :) Roboczym bo będę spokojnie czekać na moment, kiedy kotek sam zdradzi mi swoje prawdziwe imię. Tak długo zastanawiałam się nad zwierzaczkiem a teraz nie mogę się doczekać…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podróż zaczyna się od pierwszego kroku

05 lis

„Pa­miętaj mądrze to­pić smut­ki i tru­dy życia w łagod­nym winie.”    Horacy

Dzisiaj jakoś tak mi smutno, chociaż nie mam żadnego sensownego powodu. Wręcz przeciwnie, asertywność 1:0 dla mnie – pierwszy raz nie zmieniłam swoich planów pod B. mimo jego dosyć wyraźnych sugestii. A rzecz była w sumie błaha, chciał się ze mną zabrać po pracy i oczywiście z radością zaproponowałam że wezmę i jego i rower i podrzucę wystarczająco blisko, żeby się tym rowerem po ciemku nie zabił, ale dopiero po przepracowaniu 8h (sic!) . Stwierdził, że to dla niego za późno i kilka razy się dopytywał czy nie mogę wyjść wcześniej. Nie mogłam, mam już sporo niedogodzin i nie mogę jeszcze tego powiększać . Rzucił tylko że kiedyś bym wyszła z nim prędzej i poczułam się zadowolona z siebie, bo miał rację. Kiedyś byłaby to niemal nagroda za cały dzień czekania na jakieś chwilę tylko z nim, na całą jego uwagę niepodzielnie skierowaną na mnie… A teraz pomyślałam że on mógłby zostać te 30 minut dłużej i dla odmiany poczekać na mnie. Skoro nie chciał – nie zatrzymuję. Nie jest to może spektakularny sukces, ale dla mnie to jak kamień milowy. W końcu „połowy do­konał, kto zaczął” (też Horacy ;) ).

Za to teraz siedzę sobie cichutko, słucham stukotu przejeżdżającego pociągu i zatapiam się w przeszłości. Jakim człowiekiem byłabym, gdybym kiedyś podjęła parę innych decyzji, gdybym nie spotkała jakiejś osoby, gdyby ktoś nie umarł tak szybko… Byłabym kimś odrobinę innym, ciekawe czy lepszym. Od razu przypomina mi się film Efekt motyla  i momentalnie trzeźwieję. Dobrze jest jak jest, bo jest ;)

A najgorzej nie jest. Dziś na biurku w pracy czekała na mnie książka Zelaznego, a w niej bilet na koncert w niedzielę. Oczywiście książkę od Kwiatowego pożyczam, a za bilet uparłam się że mu oddam, ale obrazek i tak był dla oka miły :) Nie byłabym sobą gdybym nie pomieszała sytuacji bardziej – jutro oglądam mecz z B. i na pewno też będzie bardzo miło. Ech, jestem jak chorągiewka kiedy powinnam być jak skała. Najwyraźniej muszę zaakceptować siebie, bo zmiana jakoś mi się nie udaję. Jak to było? Nie zmienię się, tylko stanę się bardziej ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Profesja: Złodziej

03 lis

„Sko­ro wziąłeś tę rolę, graj ją! ” Seneka

Wiadomo wszem i wobec jak ważne jest wsparcie najbliższych. To oni stoją za nami murem, podają pomocne dłonie, stawiają na nogach, budują gniazda, itp. itd. Czasami zdarza się, że ich wsparcie i troska przybierają nietypowe formy… W dzień zaduszny wybrałam się z moją rodzicielką zapalić parę zniczy na grobach:

Rodzicielka: Masz zapałki, spróbuj zapalić (ton głosu sugerujący że mocno w to wątpi).
Ja: Dzięki. (Próbuję zapalić, dwie zapałki złamały się a nawet iskra nie poszła)
R: No właśnie, nie zapalisz.
J: To odpalę zapałkę od innego znicza (pech chciał że wszystkie długie i wąskie)
R: Nie dasz rady, za wysoki. 
(dałam radę, ogień zapalony, sięgam po pierwszy znicz, chcę zapalić bez wyciągania wkładu)
R: Myślisz, że tak dasz radę? Nie da się, poparzysz się tylko. 
(znicz płonie dziarsko, palce całe, nieco tylko przydymione) 
R: O, zapaliłaś. No tak, Ty to masz takie złodziejskie palce...

 

What?! :|

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zawirowanie z piruetem

01 lis

„Pan Bóg stworzył wieś, a człowiek miasto.”

Dom rodzinny przywitał mnie psem sikającym z radości na moje łóżko. Rzeczywistość oczywiście ma złośliwe poczucie humoru  - ze wszystkich dostępnych miejsc obsikane zostało to, gdzie zwykle znajduje się moja śpiąca twarz… Pewnie rzeczy się nie zmieniają. Dobrze będzie tu odpocząć od pędzącego życia w mieście :)

A w mieście zawirowania. Ostatnio kumpela, z uwagi na swą niespożytą energię i niepohamowaną ekspresję nazwę ją Wulkaniczną, twardo rzuciła mi że mam się wreszcie określić co do B. bo kolega od kwiatów wiecznie czekał nie będzie, a ja niedługo przestanę wyglądać atrakcyjnie i nikt mnie nie będzie już chciał. Jej słowa trzeba dzielić przez dwa, albo nawet przez trzy, ale coś w tym jest. Nie to, że będę stara i brzydka, wygląd jest mało istotny. Raczej tkwiąc w beznadziejnej i frustrującej sytuacji staję się coraz bardziej zgorzkniała i to też się przekłada na kontakty z innymi. Już teraz od tygodnia mam ochotę siedzieć w domu, przytulać się do poduszki i tylko w myślach obracać te same sytuacje starając się wymyślić jakieś wyjście.

A B. oczywiście nie pomaga. Wczoraj właściwie to się oświadczył, w pracy, na migi pokazując swoje zamiary. Nie powiem, klimat pewien był, co prawda pokazując nakładanie obrączki pomylił palec serdeczny ze środkowym, co nadało całej symbolice nieco inny przekaz ;) ale jednak widać było że mówi (pokazuje) serio. Niestety to jego serio jutro może stać się serio-jednak-nie. Ale zamieszanie zrobił skubany ;)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii