RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2014

Nocne dumanie

28 sty

„Dro­gi wca­le nie muszą dokądś pro­wadzić. Muszą tyl­ko gdzieś się zaczynać.”  Pratchett

Kiedy na jednym polu zaczyna się układać, na innym oczywiście musi się popsuć. Na szczęście dysfunkcja mojego układu oddechowego jest z rodzaju nie dających spać, ale przemijających ;). Tęsknię za czasami, kiedy powiedzenie, że katar leczony trwa 7 dni, a nieleczony tydzień. Teraz bardziej prawdziwe wydaje się stwierdzenie, że katar leczony trwa dwa tygodnie jak masz szczęście, a nieleczony to lepiej poszukaj szpitalnego szlafroka.  Po kilku dniach pełnych smarkatego kaszlu, opita herbatkami z miodem i cytryną, pokonana idę do lekarza.

Za to z PS … Spodobał mi się ten skrót użyty przez Chybatytej, wprowadzam do wpisu i nie, nie będzie z tego powodu żadnego honorarium dla twórcy :P . Kumpela z pracy określiła kiedyś ten pierwszy wówczas etap swojego związku (no ten kiedy wszystko jest takie cudowne, wspólne gotowanie magiczne, a oczy drugiej osoby to przepastne głębiny w których można utonąć) barwnym określeniem: „sranie tęczą”. Po pół roku nadal, jak mówi, tańczą różowe jednorożce i ona już się zastanawia kiedy coś pierdyknie. PS jest rewelacyjny, ciągle nam za mało rozmów, za daleko do siebie (w km) no i tyle by się chciało zrobić razem, tyle miejsc odwiedzić, tylu osobom przedstawić… No słowem klasyczne sranie tęczą ;). Staram się nie analizować i nie myśleć, kiedy to się skończy i co wtedy będzie. Mam tylko nadzieję, że przejdzie mi lęk, że to wszystko wyparuje w przeciągu kilku godzin. Po takim czasie z B. kiedy milczenie z jego strony mogło oznaczać wszystko, a zazwyczaj oznaczało dosłownie nic, kiedy sytuacja mogła zmienić się w przeciągu kilku dni od nazywania mnie żoną, do zrywania… Odcisnęło to swoje piętno i teraz ciężko mi wrócić do normalności i uwierzyć, że zazwyczaj ludzie tak nie robią. Że mówienie o wspólnym byciu oznacza coś bardziej długofalowego, a nie jedynie stwierdzenie że teraz, w tej godzinie odczuwam pragnienie przebywania w Twoim towarzystwie, ale w sumie spytaj mnie pod wieczór to wtedy Ci powiem czy nadal tak mam, bo sama rozumiesz, „jesteś cudowną kobietą, ale…”.

Muszę zapomnieć i odpuścić. B. dzisiaj przyjdzie wieczorem, na chwilę porozmawiać. Właściwie to pożegnać się, powiedzieć że odpuszcza i pozwala mi iść swoją drogą. Już mi to opisał w mailu kilka dni temu, a skoro nie zareagowałam zrywem w jego stronę z rzucaniem się na szyję szlochając wyznania dozgonnej miłości i oddania, to uznał że faktycznie zabrałam swoje zabawki i poszłam bawić się gdzie indziej. On się naprawdę zmienił. Jasne, „ludzie się nie zmieniają, tylko stają się bardziej” jak mawiał Pratchett,  mimo to on się teraz obudził i jest taki jak na początku gdy się poznaliśmy. Mam jednak świadomość, że jeśli do niego bym wróciła, to będzie to samo co było przez ostatnie dwa lata. Jego zmiana będzie kompletna tylko, jeśli mnie nie będzie już w jego życiu.

Po takim burzliwym początku roku nareszcie mam też czas żeby pomyśleć o swoim życiu pozazwiązkowym ;) i odczuć, jak bardzo brakuje mi moich przyjaciół (czyli Was dokładnie :) ). Zaniedbałam Was straszliwie, nie poświęciłam nawet minimum czasu i czuję się przez to źle. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i pozwolicie nadrobić zaległości, no i że zaakceptujecie mnie taką jak teraz, srającą tęczą i pierdzącą fiołkami ;).

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przełom

26 sty

„Bóg ukrył piekło w samym sercu raju.”  Paulo Coelho

Ostatnie dwa tygodnie były jak wyjęte ze snu szaleńca, bo jak inaczej nazwać sytuację kiedy niemal dzień w dzień spotykam się z kimś, kto deklaruje swoje uczucia i oczekuje w zamian moich deklaracji, i to codziennie jest ktoś inny? (w cyklu trójkowym). W raju współdzielenia emocji z drugim człowiekiem kryje się piekło ranienia tych, którym nie możemy uczuć odwzajemnić.

Dzisiaj postanowiłam porozmawiać z Zabawnym studentem i otwarcie wyznać, że nic z tego nie będzie. To jest to moje dzisiejsze piekło. Powiedzieć bardzo wartościowemu, ciekawemu, starającemu się chłopakowi, że chociaż dba o mnie jak nigdy nikt do tej pory, to jednak… ma przestać. Znowu musiałam kogoś zranić, zniszczyć czyjś cudowny świat marzeń o wspólnej przyszłości, stracić kogoś bliskiego… Nie mogłam jednak postąpić inaczej, ale o tym później.

Całkiem podobnie muszę.. nie, chcę, podobnie chcę postąpić z B. czyli powiedzieć mu, żeby nie liczył na to że będę z nim, a na pewno nie w najbliższym czasie. Nie, kurcze to jednak trudne. Ani w bliższym, ani w dalszym czasie nie będę z nim. Heh, przyzwyczajenie ostatnich kilku lat z zostawianiem sobie furtki jest bardzo silne, jednak „nie ze mną te numery, Brunner” ;). Jak to stwierdziła nasza wspólna koleżanka z pracy, B. jest najbardziej tragiczną postacią w tej całej historii. Wszystko cokolwiek zrobił, jakkolwiek źle się nie zachował wobec mnie, było spowodowane panicznym lękiem o kontakt z dziećmi. Strach zabija duszę, a On na dodatek wiedział, że los jego kontaktów z dziećmi spoczywa w rękach osoby mściwej i bezwzględnie wykorzystującej dzieci jako kartę przetargową. Patrząc w ten sposób można zrozumieć jego motywy, mimo iż nie zmienia to konsekwencji jego wcześniejszych decyzji. Jednym słowem, zachowywał się tak jak mu to dyktował strach przed stratą dzieci i w rezultacie mnie stracił. Dumna Lwica we mnie unosi głowę, rzuca „no big deal” i odchodzi zdecydowanym krokiem.

Dlaczego musiałam postąpić dzisiaj tak zdecydowanie z Zabawnym studentem? Ano dlatego, że czasami spotykamy na drodze kogoś, z kim nić porozumienia jest tak silna, a synergia odbioru rzeczywistości tak spójna, że właściwie nie ma wyboru – droga narzuca się sama. Przystojny student (ten „Damn HOT 10″ ;) ) w błyskawiczny sposób stał się mi bliski i rozbudził marzenia, które przez ostatnie lata zostały zakopane na dnie świadomości. Nie wiem co będzie, nie chcę zapeszać, nie chcę wróżyć. Wiem za to, że chcę spróbować. Mimo strachu przed kolejnym zawodem. Za dużo jest do zyskania, żeby przejść obojętnie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowy Rok, będzie parzyście ;)

12 sty

„Niez­na­ne nie nęci.” Owidiusz

Jeżeli wszystko co przeżywamy ma nas czegoś nauczyć, to ja mam przedegzaminacyjny maraton. Dzieje się i w życiu uczuciowym, i w pracy, i ze zdrowiem… Ciężko mi się połapać, no ale po kolei.

Uczuciowo to z jednej strony uczę się odpuszczać zafascynowanie Przystojnym studentem (przyznaliśmy się, że jesteśmy dla siebie atrakcyjni, a jednocześnie rozwijać będziemy jedynie relację brat-siostra). Na szczęście jeszcze jest to ten etap, kiedy można powiedzieć sobie „dość” (choć z żalem). Jak zwykle idę trudniejszą drogą i zamiast pozostać z Przystojnym na poziomie z cytatu (czyli zostawić go „nieznanym”)  rozwijam znajomość pozostając w częstym kontakcie.

Z Zabawnym studentem jest nieco lepiej, spotykamy się od czasu do czasu, rozmawiamy… Bardzo się stara i jest to naprawdę niezwykle miłe, ogromny kontrast do ostatnich dwóch lat z B. Życie z Zabawnym na pewno byłoby ciekawe i satysfakcjonujące, a jednak pozbawione czegoś. Pewnego rodzaju synergii umysłów, którą ciężko opisać. Ja wiem, że jeszcze może być po prostu za wcześnie na podsumowywanie tej relacji, daję więc sobie jeszcze czas przyjmując jednocześnie, że nawet jeśli miałoby się nie udać to i tak warto, bo dużo można drugiemu człowiekowi dać i wiele otrzymać w zamian.

Z B. natomiast jest… no, też ciekawie w sumie. Co prawda jego oczekiwania, że zapomnę mu wszystkie przewiny (za które z ogromnym żalem przeprosił) są niemożliwe do zrealizowania, ale świadomość, że nareszcie do niego dotarło co stracił jest jak balsam na moje poczucie własnej wartości. Nie zboczę jednak z obranej ścieżki. Asertywność nareszcie 1:0 dla mnie.

W pracy okazuje się, że moja sekcja przestaje istnieć i na razie nie wiadomo, co z jej dotychczasowymi członkami. Nie martwię się jednak jakoś przesadnie, uczę się od kotów spadać na cztery łapy ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii