RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2014

Życie 2.0

26 kwi

„- Chciałem powiedzieć – wyjaśnił z goryczą Ipslore – że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.”  Pratchett

Rok zaczął się nawet dobrze, w okolicach Walentynek naprawdę wszystko weszło na dobre tory, w marcu już pędziło w kierunku budowania trwalszego szczęścia, żeby w początkowych dniach kwietnia rozbić się z cichym plaśnięciem jak kupka gówna rzucona w świeżo umyte okno. Jeżeli nieszczęścia chodzą parami to u mnie kilka takich się umówiło do wspólnego poloneza.

I wiecie co? Nie chcę nawet zaczynać wymieniać co się zadziało. Takie życie po prostu. Budujesz coś, starasz się, wydaje ci się że jesteś zabezpieczony na wszystkie ewentualności, a życie i tak dźgnie cię znienacka w plecy i wszystko trzeba będzie zacząć od początku. Za każdym razem jednak jest trudniej, bo nie da się tak po prostu zapomnieć o tym co się straciło.

Po co więc jeszcze sobie przypominać te złe rzeczy? Po co uwieczniać tragedie? Zapomnieć nie zapomnę nigdy. Życie jednak idzie do przodu i trzeba myśleć o teraźniejszości i przyszłości, przeszłość zostawiając na sporadyczne wieczory przy winku.

Idąc za pozytywnym myśleniem i podsumowując dobre rzeczy w ostatnim czasie, to … no, nie ma tego zbyt wiele ;)  za to są to sprawy najważniejsze. Z PS’em jest całkiem ok :) . Co prawda ciągle coś się dzieje i nie mamy kiedy naprawdę sobie we dwójkę pospędzać tego czasu. Za miesiąc studia nam się kończą egzaminem i ciągle sobie obiecujemy że mając wreszcie wolne soboty będzie łatwiej cokolwiek zorganizować, pojechać gdzieś, czy chociaż do kina się wybrać. I tak się dzieje teraz, gdzie poza pracą, studiami i kotami nie mamy właściwie żadnych obowiązków. Strach pomyśleć jak się zorganizujemy później ;).

Ciężko jest mi też wrócić do regularnego sportu. Jakby wiosna wyssała ze mnie całkowicie energię. Nie narzekam co prawda na brak ruchu czy emocji (mam parę historii jak uciekałam po lasach przed dzikami, ale zostawię sobie je na spotkania na żywo ;) ),  to jednak nie jest prawdziwy sport.

Jakoś tak się sporo… zmieniło ostatnio. Zawsze miałam wrażenie, że ja się nie zmieniam, od liceum jestem taka sama i tak samo moi bliscy. Że udaje się część świata zamknąć w bezpiecznym ogrodzie i można tam sobie wpadać na grilla. Może to przez metrykę coś się zmieniło, może o parę razy za dużo naiwne wyobrażenia skonfrontowane zostały z rzeczywistością, i bach, uśmiech szczery ale jakby nieco krzywy, spojrzenie otwarte ale już z dystansem. Największa nauka wyniesiona z ostatniego półrocza? Że nawet dobrzy ludzie robią czasem złe rzeczy. Bardzo dobrzy ludzie, nie zawsze są dobrzy dla nas.

Po głowie chodzą mi niezaszłe historie, przygody, które mogły się zadziać, nawet powinny się zdarzyć, ale ktoś gdzieś skręcił w inną uliczkę, podjął inną decyzję, i rzeczywistość nie wróci już na poprzednie tory. W uszach Asaf Avidan spiewa mi swoim łamiącym się głosem, że kiedyś, kiedyś będziemy starzy, pełni opowieści które moglibyśmy opowiedzieć, ale… nie opowiemy bo nigdy się nie wydarzyły.

„One day baby, we’ll be old
Oh baby, we’ll be old
And think of all the stories that we could’ve told”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii