RSS
 

Archiwum - Maj, 2014

Bunkier

23 maj

„Niewi­doczny Uni­wer­sy­tet nig­dy nie przyj­mo­wał ko­biet na stu­dia; tłumaczo­no mętnie, że w grę wchodzą prob­le­my z ka­nali­zacją, lecz rzeczy­wistą przyczyną była niewy­powie­dziana trwo­ga, że gdy­by poz­wo­lić ko­bietom na za­bawy z ma­gią, praw­do­podob­nie radziłyby so­bie znakomicie.” Pratchett

Siedzę w bunkrze i marznę. Już drugi rok leci tej zimnicy. Rzucam okiem za okno na budynek, gdzie słońce przygrzewa półnagą cizię rozłożoną na parapecie jak na leżaku. Sama otulam się grubym szalem, bo jednak dwa długie rękawy to za mało żeby wytrwać. Na ręce mam neoprenową opaskę, pech chciał że wentylacja dmucha akurat na prawą stronę, a nie chcę za parę lat walczyć z chorobą zawodową programistów ;). Bunkier to dobra nazwa na siedzibę firmy, w której pracuję. W środku niby nowocześnie, niby z gustem (nie moim, ale zgodnie z ogólnoludzką zasadą nie będę o tym dyskutować), a jednak nieżyciowo. Nie ma ani jednego kwiatka, poza pokracznym wiechciem w doniczce, którą na biurku postawił spragniony zieleni kolega. Kiedyś były piłkarzyki. Jak się człowiek zmęczył graniem to tego zimna tak nie czuł. Nie wszyscy jednak potrafili z nich korzystać i w końcu ktoś połamał wszystkie rurki tak, że można było grać tylko bramkarzami. Stoły do tenisa stołowego też dobrze wyglądały w gazetach, tylko że szybko pojawił się zakaz gry przed 16 a siatki ktoś zaiwanił. Zachęcano nas proekologicznie do jazdy rowerem, nawet fajne wiaty drewniane postawili ze stojakami. Tylko te wszystkie zabezpieczenia, ochroniarze i kamery nie uchroniły kilku osób przed stratą kół czy całego jednośladu. Zabroniono nam też zamykać szafek z rzeczami rowerowymi na kłódki. Ponoć mamy się dzielić tymi szafkami. Pojawiły się potem rozpaczliwe maile, że ktoś podzielił się czyimiś rzeczami już ostatecznie i nieodwracalnie. Mam wrażenie, że wszyscy dorośliśmy, ale dojrzałych osób to już brakuje.

Bunkier. Wkładam ręce za szyję i pod uda, żeby choć na chwilę je ogrzać. Trzymane nad klawiaturą sztywnieją z zimna. Nie mamy pełnej kontroli nad klimatyzacją, a okna się nie otwierają (no dobra, jedno się uchyla na 2 cm, ale to nic nie zmienia).

Przy okazji ostatniego wywiadu (dotyczącego pracy) z Dziewczyną z Tatuażami (DzT) sporo problemu sprawiło mi pytanie czym jest praca. Każdy ma inną tę definicję. Zaskoczyłam też sama siebie stwierdzając, że w pracy napędza mnie chęć udowodnienia sobie i innym (m.in. jednemu z dalszych szefów), że kobiety w IT też świetnie sobie dają radę. Dużo stereotypów wokół mnie, będę jednak zadowolona jeśli moim życiem i dokonaniami dołożę choć cegiełkę do wyrównania ogólnego statusu kobiet i mężczyzn w pracy. Feminizm? Równouprawnienie? A chuj tam, nie będę parytetami wyrównywać statusu płci. Jeśli ta kobieca albo jest leniwie wygodna albo woli spełniać się inaczej (np. rodzinnie), to wolna wola. Ja chcę tylko udowodnić, że każdy może robić to co chce i w czym ma zdolności. Niezależnie od płci. Dla tej idei właśnie decyduję się zakładać dodatkowe ciuchy, by przeżyć kolejny dzień w bunkrze ;).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Make Love & Peace

18 maj

„Łaźnie, wino i miłość niszczą nasze życie, ale też łaźnie, wino i miłość składają się na życie.”
epitafium na grobowcu Titusa Klaudiusza Drugiego, I w.n.e.

Życie kołem się toczy, karma wraca itp. Jak w cytacie, miłość nas uskrzydla i niszczy jednocześnie. Wzmacnia i osłabia. PS. dał mi wiarę w siebie i przypomniał, że też mam własne ambicje i pragnienia. Coś się jednak zadziało i nie wiem czy i jak długo będziemy razem, więc teraz jest raczej słabo. W każdej wersji dam sobie radę, już to przecież przerabiałam nie raz ;).
Przygoda ze studiami też dobiega powoli końca i zaczynam już ostro się uczyć – chyba po raz pierwszy z autentycznym zainteresowaniem :) Temat jaki przyszło mi poznawać bardzo mnie pociąga i widzę autentyczne przełożenie na pracę co jest bardzo dobrą motywacją.
A czas? Jest względny :) Wszystko zależy od logistyki i odpowiedniego poukładania priorytetów. I tym razem nie pozwolę, aby jakiekolwiek tragedie mnie znowu rozbiły i uniemożliwiły osiągnięcie celu. Najwyżej będę nieco niewyspana ;)
Będzie dobrze, mam już za sobą krok pierwszy w kierunku osiągnięcia równowagi wewnętrznej. W planach w lipcu szkolenie z WenDo!:) (dzięki za podpowiedź Dziewczyno z Tatuażami ;) ).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Koci koci łapci

12 maj

„Pa­miętaj mądrze to­pić smut­ki i tru­dy życia w łagod­nym winie.” Horacy

Są takie dni, nawet nie dni całe tylko momenty, kiedy mam wszystkiego dość, kiedy nie mam ani siły ani motywacji żeby walczyć z kolejną przeciwnością losu. Chciałabym mieć jakiś cel w życiu, coś co napędzałoby mnie co rano, co pomagałoby mi zacisnąć zęby w cięższych chwilach. Brakuje mi celu w życiu. Nie takiego górnolotnego „Celu”, tylko takiego celiku, nawet krótkoterminowego, marzenia jakiegoś, szkicu planu na życie. Jak tego nie ma to są właśnie takie momenty, kiedy chce się wysiąść. Do tej pory w takich chwilach najczęściej myślałam o tym, żeby spakować plecak i ruszyć w wędrówkę ku zachodzącemu słońcu. W drugiej kolejności myślałam zawsze o śmierci, o spokoju jaki bym wtedy (nie)czuła, o „odegraniu się” na tych, którzy nadepnęli nam na odcisk. No dalej, kto z Was nie wyobrażał sobie nigdy własnego pogrzebu? Kto nie myslał sobie aby w ten sposób coś komuś „udowodnić”, albo jakie poruszenie zrobi się w pewnych kręgach (jasne, na 5 minut plotek przy kawie, ale zawsze)?
Dzisiaj też próbowałam uciekać w takie myśli i niespodzianie trafiłam na blokadę. Niewidzialna, wewnętrzna Anomalia popukała tę zewnętrzną Anomalię w czółko przypominając o futrzastych głodomorkach, które mają tylko mnie i ich życia związane są nieodwracalnie już z moim życiem. I nie, nie dam sobie wmówić, że z kimś innym miałyby lepiej niż ze mną, że ktoś by się nimi zajął i że u rodziców na wsi miałyby lepsze życie. Może inne koty, może inne istoty, ale nie te, nie moje. Nie wiem jeszcze jaki będzie mały Szop (serio, mała włochata piłeczka wyglądająca jak szop pracz), jest za mały i faktycznie jeszcze się nie przywiązał. Jednak kto miał okazję zajrzeć w przepastne oczy Burka… ten kot już nie raz udowodnił swoją inteligencję i niemal psie przywiązanie.

Burek jest jak pies właśnie, a psiak nigdy nie zapomni swojego właściciela, którego kochał. Jasne, przywiąże się do nowego, ale pamięć o poprzednim będzie jak zadra tkwiła w sercu i przy każdym poruszeni o sobie przypomni. Tak samo jest z ludźmi mam wrażenie. Dlaczego starsi ludzie tak mało się uśmiechają? Ja już tracę ochotę do śmiechu jak ciągle mam żywo w pamięci kochane istoty, które straciłam. Sztuką jest albo nie pamiętać, albo potrafić się śmiać mimo wszystko. Jak szczery jednak będzie taki śmiech? Dla otoczenia, dla bliskich, wiadomo że lepiej postarać się żyć ukrywając wewnętrzny ból i tęsknotę. Czy można jednak być szczęśliwym na siłę spychając smutek w głębiny świadomości?

Z podziwem patrzę na ludzi wewnętrznie spokojnych, pogodzonych z wszystkimi przeżytymi tragediami, otwartych na nowe z nadzieją, że przyniesie coś dobrego. Może taki sobie ustalić cel w życiu? Wampirzą „Golkondę”, czyli osiągnięcie równowagi pomiędzy człowieczeństwem a szalejącą we wnętrzu bestią? Osiągnąć upragnioną równowagę (nie mylić ze stagnacją i obojętnością), która pozwala pamiętać o wszystkim, a jednak się uśmiechać. Tak, to dobry cel. Na teraz.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Awangarda kontra mainstream

06 maj

„Każdy dzień ciągnie się przez całe wieki, co jest dziw­ne, po­nieważ dni – w liczbie mno­giej – mi­jają w pędzie. ” Pratchett

W weekend majowy czas nawet nie zwolnił. Niby nic takiego się nie robiło a jakoś… popędziły te dni ;) . Trzy dni pod rząd odwiedzaliśmy z PSem teatr, a dokładnie scenę nową. Bardzo awangardowe przedstawienia i jest to bardzo wygodne dla mnie słowo, jako że nie za bardzo zrozumiałam alegorie w spektaklach, więc przesłanie jest dla mnie tak samo mgliste jak słowo „awangarda”. Niby po głowie krąży piosenka „You will die, tomorrow or another day you die” (pierwszy dzień), niby gdzieś się kołacze, że jestem produktem i bez karty kredytowej nie wiadomo co pocznę (dzień drugi), żeby zakończyć w radosnych pląsach nie związanych praktycznie z niczym (no bo z czym powiązać tancerki udające lampę i dywan? I serio to była lampa i dywan bo jedyny tancerz trzymał w rękach tabliczki wyjaśniające…). Będę jednak uparcie twierdzić, że warto było iść. Chociażby po to, żeby nie mieć wrażenia zarobienia i nieznośnej produktywności dnia codziennego.

Dziś hardo w pracy. Przez ostatni miesiąc moje myśli krążyły daleko od firmy X, przez co narobiłam sobie trochę problemów (dlaczego nasze przeoczenia wychodzą na światło dzienne zawsze w najmniej dogodnym momencie?). To, że poszło mi po premii to jedno ( kasę można przeboleć, odrobi się), ale strata szacunku, a raczej wizerunku osoby na której można polegać, sprawia że honor boli. Prawdą jest że zaufanie buduje się latami, a traci w jednej chwili.

Z tym nastawieniem zabieram się do pracy. Nawet jeśli mają minąć długie miesiące odrabiania strat, to kiedyś musi być Dzień Pierwszy, prawda? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii