RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

LB = leżeć bykiem

29 cze

„Praw­dzi­wa głupo­ta zaw­sze po­kona sztuczną inteligencję.” Pratchett

„I did it!” rzekłabym :) . Dokonałam cudów niewidów, zebrałam się, zmobilizowałam, zmasakrowałam organizm garbieniem się, niejedzeniem i siedzeniem po 20h dziennie przy kompie ale udało się, zdałam egzamin i obroniliśmy z moją studencką drużyną projekt => studia od wczoraj uważam za zakończone z sukcesem :D . Nie mogę uwierzyć, że teraz soboty będę miała wolne, zapomniałam już jak to jest móc coś zaplanować na weekend, zamiast kombinować jak tu przeżyć 10h na uczelni.
Do tego w piątek byliśmy z PS.em na koncercie w Warszawie. Bilety kupione jeszcze w marcu i nie mogliśmy przewidzieć że wydarzenie to przypadnie na dzień przed obroną na studiach. Na szczęście powrót późną nocą (lub wczesnym rankiem dla niektórych) nie zaszkodził, a wrażenia z koncertu Asafa Avidana… Ech, gdybym miała parę lat mniej powiesiłabym jego plakat nad łóżkiem. Niesamowicie uzdolniony muzycznie izraelczyk, do tego wyznał w którymś momencie (niby żartem) że jest wolny :P … Ech, ekhm…
Po wyczerpujących ostatnich tygodniach dzisiaj było prawdziwe LB – leżeć bykiem i nic nie robić (no prawie, wiadomo że tak zupełnie nic to się nie da). Ostatnie 24h wypełnione było snem w 80% i pewnie chrapaniem upewniałam koty że żyję bo ani razu mnie nie obudziły. Takiego wyspania się życzę Wam wszystkim :).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cuda, cuda ogłaszają.

16 cze

„Kot śpi w dzień, a w nocy często sprawdza, czy człowiek żyje. ” wp.pl

To co się wydarzyło jest tak pozytywne że aż muszę tu przytoczyć :).
Historia zaczyna się w dosyć tragicznych okolicznościach zaginięciem mojego czarnego kotka. Nie pisałam o tym do tej pory, ale teraz muszę to opisać, żeby mieć pełen obraz opowieści.
Czarny kocurek, Tymcio, jest kotkiem uratowanym przez fundację Koci Pazur, jak miał zaledwie dwa tygodnie. Miał szczęście trafić do żony mojego kolegi, która akurat była (i jest) na macierzyńskim i mogła zająć się maluchem potrzebującym karmienia z butelki co 2-3h. Swoją drogą wyobrażacie to sobie? Nie dość że córa ją budziła do karmienia to mały kociak musiał być co najmniej co te 3h w nocy karmiony. Dała radę i to znakomicie, a kociak bardzo wcześnie trafił do mnie i kontynuował swoje ciekawskie i pełne wylizywania tyłka życie razem z nabytym braciszkiem, Burkiem :). Względna idylla trwała do początku kwietnia, kiedy w nieco tragicznych okolicznościach został on w nocy wyprowadzony na zewnątrz i słuch o nim zaginął. Znaczy ciekawski kotek wybiegł na pewno na dwór sam, ktoś tylko musiał mu nieco „pomóc” z otwarciem wszystkich drzwi po drodze. Od kwietnia zaczął się mój maraton w poszukiwaniach, nie będę opisywać kilometrów, które schodziłam ani ludzi których przez to poznałam (same pozytywne wibracje, nawet od spotkanych nocną porą „karków” w ochroniarskim aucie ;) ). W poszukiwaniach pomogły mi i nadal bardzo pomagają dziewczyny z fundacji, weterynarz, PS. no i wszystkie przyjazne duszki mające oczy otwarte i mój nr telefonu zapisany pod imieniem „czarny kociak” :P .
Część perypetii można prześledzić tu: http://forum.kocipazur.org/viewtopic.php?t=2214.

A teraz klu wieczoru :)
W zeszłym tygodniu dostałam info o tym, że czarny mały kotek był widziany w drugiej (dalszej i starszej) części mojego osiedla. Oczywiście od razu tam polazłam, chociaż zbliżała się już północ, i z dziewczyną z fundacji zasadziłyśmy się na tego kotka z klatką-pułapką. Polowanie zwieńczone sukcesem – kociak się złapał! Dopiero z bliska dało się zauważyć, że czarny kotek to w istocie młoda, przytulaśna samiczka i do tego z hirurgicznie usuniętym oczkiem. Cóż, pomyślałam, znowu pudło, ale przynajmniej jeden kotek odratowany (tu adnotacja – koty na osiedlach tworzą stada, a w tamtym rejonie miejscowe koty są akurat tak terytorialne, że już niejeden koci przybłęda z obrażeniami trafił do weta).

Dziś natomiast przychodzi do mnie kumpel, nota bene mąż dziewczyny która tak ofiarnie zajmowała się Tymciem na początku, i dziękuje za odnalezienie i złapanie ich kotka! :) Okazało się, że jednooka koteczka zaginęła im 3 lata temu! Sic! Trzy lata malutka, z chorymi nerkami i nieprzeciętnie ufna koteczka wędrowałą sobie tylko znanymi drogami i teraz wreszcie wróciła do domu. Bardzo prawdopodobne że ktoś ją przygarnął na ten czas, a teraz z sobie znanych powodów wypuścił. Mimo to ta historia daje mi nadzieje, że Tymcio jeszcze może się odnaleźć. Jeśli taka malutka koteczka dałą radę, to młodziutki ale rezolutny kocurek też ma szanse :) Może jeszcze i ta Tymciowa historia ujrzy światło słońca :) . Nigdy, ale to nigdy nie można tracić nadziei i się poddawać. Jutro może niekoniecznie przynieść tylko i wyłącznie nowe problemy ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii