RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2014

Determinacja motywacji imperatywu

31 lip

„Pracownik udający się na urlop:
- Jak będziecie mieli coś drobnego do zrobienia, możecie śmiało mi podesłać. I tak będę siedział przy kompie.” Facebook

Urlop desperacko poszukiwany! Jestem zmęczona, fizycznie i psychicznie. Od poniedziałku miałam relaksować się na górskich szlakach, ale PS dostał nową pracę (wymarzoną :) ), od wtorku zaczyna, a urlop przerzucony na listopad
(„PS: Ale wtedy kochanie zabieram Cię do Lizbony!
JA: No super. A zabierasz znaczy się Ty stawiasz?
PS: Yyyyyy… Ekhm…”).

O wolnym w listopadzie więc nawet nie marzę i nie chodzi o to, że może nie być mnie stać (kolejny miesiąc kończę na minusie), ale to po prostu tak daleko do przodu! W moim wieku, jak to mówią, nie kupuję nawet zielonych bananów ;) .
Wszystkie znaki na niebie i ziemi i, przede wszystkim, we mnie mówią, że pora odpocząć, wyspać się, odetchnąć, spojrzeć w bezkresny horyzont i spokojnie posiedzieć przy ognisku dając się ponieść powolnemu obrotowi kuli ziemskiej. Z tego wewnętrznego zmęczenia już któryś dzień z kolei obijam się w pracy (tak, zawalam terminy, tak, nie powinnam, tak, mobilizacji starcza mi na zrobienie sobie kawy). Do tego dochodzą męczące myśli z życia prywatnego („Czy ten związek z PSem ma sens? Czy ja Go kocham? Czy ja jestem w stanie kogokolwiek kochać? Czy to życie ma sens? Dlaczego to życie nie ma sensu? Dlaczego jeśli to życie ma sens, to najwyraźniej jestem tylko statystą?” i moje ulubione: „Dlaczego wszyscy inni zachowują się jakby mieli cel w życiu i tak jakoś widzą i wiedzą co ze sobą zrobić, a ja nie?” ;) ). No, kochani, pytanie do Was :) . Jak to jest, że Wam się chce? ;) Ja to bym sobie usiadła gdzieś i nic nie robiła, nawet się nie ruszała ;) . Co to jest to coś, co sprawia że się ruszacie codziennie?
I wiem, wiem, dzieci sprawiają że wstajecie rano, ale mi nie o to chodzi. Ja przez koty też wstaje ze dwa razy w nocy (a od 4:35 to już masakra z nimi, bo dla nich to już zaczął się dzień!). Chodzi mi o ten imperatyw, który sprawia, że robicie cokolwiek, nie dlatego że ktoś/coś tego potrzebuje (albo płacze/krzyczy/gryzie/szczeka/miauczy) ale dlatego, że… No właśnie, dlaczego? :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wakacje… chciałoby się mieć ;)

28 lip

„Jeżeli nie wiesz do ja­kiego por­tu płyniesz, żaden wiatr nie będzie właściwy.” Seneka Młodszy

W taki upał to najlepiej byłoby mieć wakacje. Nie urlop, a właśnie wakacje. Tej jednej rzeczy z dzieciństwa najbardziej żal.. Poza tym to właściwie fajnie być dorosłym (to mówiąc nalewam sobie szczodrze wina). Sytuacja jest dosyć ciekawa. Mam już tyle lat, że nawet przy kupnie alkoholu nie proszą o dowód, mogę prowadzić samochód, a w urzędach i bankach proszą mnie o podpisy na dokumentach ;) . A nikt z nich nie podejrzewa, że tam w środku jestem ciągle tym samym dzieciakiem co naście-dzieścia lat temu.
Połowa ludzi, których znam już pozakładała rodziny, dzieci niektórych pewnie zaraz skończą podstawówkę. Część ma jakieś większe plany – a to wyjazd do Rumunii, Chorwacji czy Ciechocinka z całą rodziną, a to kupno czy budowa domu. A mi się wszystko wyzerowało. Z Przyjacielem będąc miałam takie same plany (wyjazdowo-domowe), dzieci też już miały być na świecie, wszystko miało się jakoś ułożyć. Zgodnie z planami oczywiście ;) .
A jest… Inaczej. Mam prace, mam mieszkanie (dobra dobra, na spółkę z bankiem, ale mam) i… to właściwie tyle. Posiadanie domu jednorodzinnego mnie przerasta (porządki, pająki, puste przestrzenie, dziwne dźwięki, daleko wszędzie…). Dzieci ogólnie to nadal nie lubię. Ha! Nie ziściły się przepowiednie ludzi powtarzających mi „zobaczysz, odmieni ci się” – guzik, nie odmieni się. Swoje pokocham, tak samo jak to się stało z kotami. Ale lubić? No nie wiem, wątpię ;) .
Wszystko byłoby właściwie ok, gdyby nie to że mój wiatr nie wieje w żadną stronę. Ot siedzę sobie na mieliźnie na zmianę niespiesznie dryfując. No, chyba że na tym TEŻ polega życie. Dłuższe okresy dryfowania i chwile na fali. Czasami przydałyby się wakacje od odpoczynku ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ps. PS :)

24 lip

„Bywają wady więcej warte niż niektóre cnoty” Kazimierz Władysław Wóycicki

Jakoś tak mnie wczoraj oświeciło w jak bardzo podobnie patrzymy z PSem na świat. Do podobnych spraw mamy stosunek ironiczny, podobne nas bulwersują i nawet w podobny sposób zamieniamy mieszkanie w burdel przez który przeszło tornado. Szukałam rano trampek i przypomniało mi się że od weekendu nie rozpakowałam torby po powrocie ze wsi więc rzuciłam się tam z okrzykiem że to wszystko PSa wina, że prędzej to sprzątałam i to od niego złe nawyki przejmuję. To oczywiste kłamstwo, ale co szkodziło tak zrzucić winę na wygodniejszą osobę, czyli kogoś innego? ;) Przejął się tym tak bardzo że aż nie zwrócił na to uwagi.

Trochę sobie myślałam, że te nawyki mamy inne i irytowało mnie to jego włączanie tv na jakieś głupie programy pseudo reality-tv („ździra tygodnia”? WTF? Please, bitch!) Tylko jakoś nie potrafię wymyślić dlaczego to miałoby być gorsze niż moje oglądanie Rozważnej i Romantycznej po raz n-ty (serial BBC, tylko serial BBC – ten akcent i gra aktorska!). Wiec przestaję tak myśleć. :) Realistycznie patrząc, zawsze miałam wyższy próg tolerancji na porządek niż większość społeczeństwa a tv to on na pewno przestanie oglądać (bo będę marudzić, więc dla świętego spokoju… ;) ).
Ech, my baby, nie? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

większa i mniejsza połowa

21 lip

„Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię niemożli­we, dla nieśmiałych – niez­na­ne,
myślący i wal­czący na­zywa ją ideałem.” Victor Marie Hugo

Ostatnio do pisania tutaj pcha mnie mocno w chwilach poczucia największej beznadziei, kiedy pisałabym tylko o tym jak to życie mi się fatalnie układa, jak to wiecznie jestem nieszczęśliwa i jak bardzo to wszystko nie ma sensu. Tak, tak, teraz też mam głównie takie myśli, za to mam też poczucie pewnej odpowiedzialności, żeby te wpisy nie bazowały jedynie na ciemnej części mojego życia, a zawierały nieco radości i uśmiechu. Jakkolwiek czarno jest tutaj teraz (dobra, dobra, wiem że słońce, chmurki i motylki nadają zupełnie inne tło moim słowom), to nie jest tak cały czas. Są momenty, rzadkie bo rzadkie, śmiechów i spokoju. I tak chyba już będzie. Codzienna depresja i okazjonalne chwile rozluźnienia i uśmiechu. A może nawet kiedyś proporcje się zmienią i więcej będzie tego dobrego?
Nadziei nie mam, a raczej – na nic nie liczę, niczego nie oczekuję. Dobre rzeczy dzieją się przecież dookoła cały czas. Tylko jak człowiek jest w środku chory to tego nie zauważa. A nawet jak już zauważy to nie potrafi normalnie reagować, emocje są jakieś inne. Czasami czuję jakbym stała gdzieś obok siebie, a w środku przeplatają się czyjeś inne reakcje. Nie moje, bo zawsze albo za mocne albo za słabe. Dopóki w grze były psychotropy to było łatwiej, wszystkie emocje był takie same, płytkie ale przynajmniej w miarę adekwatne do okoliczności. Teraz albo nie mogę złapać odpowiedniej bliskości (PS.) albo odpowiedniego dystansu (B.) i to wszystko z solidną awarią gruczołów łzowych ;) .
W dupę, jestem wilkiem, nie owcą, nie chcę już tak przeżywać wszystkiego jakby codziennie kończył się świat. Nie jest przecież tak źle (wzrok ześlizguje mi się na grubaskę za oknem wbitą w opinające różowości i powiewającą blondem, brrrr…), kto ma sobie poradzić jak nie ja do licha ;) . B. ma już nową dziewczynę z którą jeździ sobie na zgrupowania jogi (tak, nadal boli szczególnie w zestawieniu, że ze mną na parę godzin nie mógł nigdzie pojechać), PS. na razie nadal bardziej skupiony na swojej rzeczywistości, Przyjaciel całkowicie już zapatrzony w nową rodzinę, Zabawny sam swoim zachowaniem przemianował się na Obrażony-I-Zobaczysz-Jeszcze-Będziesz-Żałować.

Kurde, patrząc na to z boku to robi mi się nawet wesoło z tej gromadki moich doświadczeń ;) Aż nie mogę się doczekać jakie historie przyjdzie mi opowiadać za parę lat. Matki – strzeżcie swoje córki przed opowieściami ciotki Anomalii :D

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sinusoida

02 lip

„Nies­te­ty, rzad­ko koło zdarzeń ob­ra­ca siła naszych marzeń.” Jan Izydor Sztaudynger

Życie to wieczne górki i dołki. Jedyne co można zrobić to zaakceptować te odwieczne cykle, cieszyć się słońcem jak się jest wysoko i zaciskać zęby jak się jest w dolinie.
Więc zaciskam zęby tak mocno, że się kruszą.
B. serwuje mi opowieści jak to się teraz stara o jakąś nową kobietę, Olę. Na początku to było nawet zabawne, takie kuriozum trochę że radził się w tej spawie mnie, no ale wiadomo, ja przecież zawsze wysłucham i powiem coś na temat. Potem jednak zaczęło mnie cholernie boleć i pomyślałam, że jednak nie można tak na siebie wszystkiego brać. Pojawiły mi się myśli, że tyle czasu o mnie nie dbał, chociaż można powiedzieć, że żyłam tylko dla niego, a teraz słyszę jak inna dostaje jego czas, uwagę i troskę. Nie pomaga mi fakt, że wiedziałam że tak będzie ;) .No to było oczywiste, że ja mam już łatę „odciągacza od dzieci”, a każda następna kobieta to „wybawicielka od samotności”. Wiedziałam, wiedziałam i przepowiedziałam że tak będzie. I nic, to nic nie pomaga.
Sama też mam do siebie żal. Mogłam prędzej pokazać cojones i zawalczyć o swoje zamiast być taką miękką dupą. A tak mam świadomość, że (z pomocą B.) zniszczyliśmy cudowną, szaloną, niewiarygodnie głęboką i namiętną miłość. Great.
Komu jeszcze nalać dzisiaj wódki?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii