RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2014

feeling high, feeling low

26 sie

„Only know you’ve been high when you’re feeling low” Passenger, Let Her Go

Szybkie podsumowanie – parę minut relaksu z muzą na uszach (boski Asaf Avidan!) , znaczy się I’m high, na parę minut. Bo większość dnia oczywiście feeling low ;) .
Obecna sytuacja pęta mnie. PS mnie męczy drobiazgami, do których nawet nie mogę za bardzo się przyczepić. Do tego wiem, że te drobiazgi to nie zła wola lecz efekt lat życia jako jedynak, argh!!!

Mama namawia mnie na przyjazd do nich na wieś zapewne myśląc, że to poprawi mi humor, a nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo wyczerpujące są te spotkania. Jak mam jej powiedzieć, że ich nieustanne i niemalejące przeżywanie mojego nieudanego małżeństwa więzi mnie w klatce rozgoryczenia? Ostatnie dwa dni z Babcią sam na sam przyniosły ogromną frustrację. Nie zliczę ile razy usłyszałam słowa typu „O mój Jezu, no nie myślałam że On (czyt. Przyjaciel) okaże się TAKI” i na nic tłumaczenia „Babciu, to była też moja decyzja, nawet bardziej moja niż jego”. Babcia owszem słyszy, ale po godzinie słowa o Przyjacielu wracają w formie „Ale gdybym wiedziała że po ślubie jego goście weselni nie jechali za konduktem tylko inną drogą pojechali na salę!”. Tu przyznam, wyobraźnia mnie zawodzi. Nie wiem co znaczy nie jechanie za konduktem i czego jest to dowodem. Pewnie powinni potem splunąć trzy razy przez lewe ramię i podskoczyć na prawej nodze, żeby odwrócić złą wróżbę. Mój humor pod koniec weekendu (no kto by się nie frustrował słysząc ciągle polecenia typu „Anomalia teraz pójdzie wykopać marchewkę i zebrać maliny” ;) ) skwitowała mówiąc, że to przez te nieudane małżeństwo stałam się taka rozdrażniona.

Ciszę własnego M3 przywitałam z ulgą.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szuru buru chlastu chlastu, nie mam rączek 11

22 sie

„Z mężczyzną na­leży ko­muni­kować się wprost, a nie by­le jak. To nie ko­bieta, co chwy­ta w lot każdą dyg­re­syjkę, każdą alu­zyjkę i nie zgu­bi ni­ci prze­wod­niej, o nie. ” Katarzyna Grochola

Po zaskakująco długim zdrowym okresie przyszedł czas na odrobinę niedyspozycji zdrowotnej. Dobrze że idzie weekend to organizm może sam się nieco zregeneruje. Oko dało dobry przykład wracając już niemal całkowicie do stanu normalnego (pozostał nieco krwisty cień na powiece co wygląda jakbym zaszalała z czerwoną kreską i pudrem;) ).

PS bardzo się przejmował. Jakiś dzień, może półtora. Potem wszystko wróciło do normy. Życie ;) . Nie wiem jak do tego wszystkiego podejść. Jest… ok. I co? I nic. Tak już ma być? Po prostu ok? A może przez moje pragnienie, żeby było super, a nie tylko ok, sama siebie destrukcyjnie zamęczam?
Przeszkadzają mi trochę drobiazgi, mimo że rozumiem ich pochodzenie. Takie na przykład odkładanie rzeczy na później. Mówię rano do PSa, czy da radę rozładować kubki ze zmywarki (ja zdążyłam rozładować resztę ale musiałam wyjść na tramwaj, a swoją drogą załadowałam zmywarkę wczoraj, pomyłam co się nie zmieściło, ogarnęłam kuchnię, odkurzyłam całe mieszkanie i ugotowałam ryż dla psa, czyli słowem codzienność jak jest brudno i są zwierzęta) i co usłyszałam? Dobrze kochanie, ale później, jak wrócę z pracy. Dopiero moja zawiedziona mina skłoniła go do deklaracji że zrobi to od razu. Ja wiem że to nie do końca lenistwo tylko niechęć do wykonywania rozkazów (nawet wypowiadanych w formie prośby). Odkładając coś na później mamy złudzenie że to my jesteśmy decyzyjni co do naszego czasu i nikt nam nie będzie mówić co ma się kiedy zrobić. Ok, rozumiem to. Czaję i kapuję. Tylko…

No właśnie. Jak nie powiesz wprost i jeszcze najlepiej ostrzej niż normalnie, to wygrywa lenistwo. Jak powiesz ostro to pojawia się uraza. I jak wyjść z tego impasu? PS trzy dni gadał że musi odkurzyć, bo jego psia Biała Dama strasznie kłaczy (serio kłaczy latającymi białymi kłębkami). Po trzech dniach wzdychał na to sprzątanie całe popołudnie i w końcu przed 22 stwierdził, że za późno na odkurzacz i zaczął zamiatać… Skutek był taki, że jednak musiałam wczoraj sama chwycić za sprzęt bo nie dało się zrobić herbaty bez białego dywanika na wierzchu.

Rozumiem, że są różnice w percepcji. Rozumiem, że rozkazy i nakazy budzą wewnętrzny sprzeciw. Stanęłam po prostu przed dylematem typowym dla niemal każdej kobiety – jak sprytnie skłonić faceta do zrobienia tego co chcesz, żeby on myślał że sam na to wpadł i jeszcze poczuł się przy tym bohaterem :P .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

LIMO-NIADA

20 sie

„The person who risks nothing, does nothing. Has nothing. ” Evelyn, The Best Exotic Marigold Hotel

Sport to zdrowie jak mówią i ja powtarzam to za nimi. Szkoda tylko, że sport to także czynnik ludzki, czyli z definicji niedoskonały. PS wczoraj odkrył zasadę w Squashu, że najważniejsze jest nie zrobić krzywdy drugiemu graczowi, a dopiero na drugim miejscu jest odbicie piłki. Szkoda, że odkrył to dopiero po solidnej zagrywce piłką prosto w moje oko. No, trafiło bardziej w skroń i oko, okulary szlag trafił (wgniotły się mi w twarz zabierając kawałek brwi ze sobą), a ja teraz maskuję w toalecie kolorowiejące z każdą minutą limo. Wyglądam jakbym lewym okiem przepłakała pół życia ;) . Bardzo się przejął swoją drogą i strasznie to przeżywa. Ja tylko po uderzeniu sprawdziłam czy widzę – widzę, znaczy nadal mam oko, znaczy nie jest źle ;) . Nie pierwsza kontuzja i nie ostatnia, i nawet nie najbardziej bolesna od poprzednich, tyle że wyglądam… zadziornie ;) .

Incydent nie wpłynął oczywiście na nic, poza tym, że PS strasznie się przejmuje i ma wyrzuty sumienia, no ale kto nic nie robi ten nic nie zyskuje. Wypadki się po prostu zdarzają.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Anomalia Christie

05 sie

„Pewnego dnia pani polonistka zadała dzieciom pracę, polegającą na napisaniu opowiadania, które zawierałoby w swej treści cztery wątki tematyczne, będące podstawą sukcesu dobrej książki. Wątek religijny, arystokratyczny, erotyczny i tajemniczy.
Dzieci przyniosły swoje prace dość obszerne i obfitujące w treści.
Jasio położył przed panią kartkę, na której widniało jedno zdanie zawierające wszystkie wątki:
„Matko Boska! – wykrzyknęła Hrabina – jestem w ciąży, ale z kim?” ” Internet :)

Matko Boska! – wykrzyknęła księżna Anomalia – nie jestem w ciąży, i dobrze wiem z kim ;) . Chociaż spóźniająca się ciotka z ameryki i dwa testy twierdziły coś innego i nie byłaby to wcale aż taka tragedia ;) , jednak dobrze że suma summarum jestem ciągle w liczbie pojedynczej. Na spokojnie się zastanawiając nad tym, to chyba jakieś hormony przestały się produkować, albo światopogląd mi się zmienił, bo dochodzę do wniosku, że nie za bardzo bym chciała mieć dziecko. Jakiekolwiek. No dobra, może kociego albo psiego dzidziusia bym przyjęła w drodze wyjątku ;) ,ale ludzkiego? Nie. Tak, ja wiem że jakbym spotkała księciunia z bajki, który klęknąwszy rzecze „Od pierwszej chwili nadobna niewiasto wiedziałem, żeś Ty zostaniesz matką mojego potomstwa” , to kto wie. Ale teraz? Zaczynam myśleć, że na tym świecie inna rola jest mi pisana.

Postanowiłam więc napisać książkę :) . Wspomniane w cytacie cztery wątki są oczywiście obowiązkowe. Deadline? Rok. Tematyka? Jeszcze nieokreślona, raczej nie fantastyka, choć parę goblinów może się pojawić. Cel? Powieść do szuflady, żadnych planów wydawniczych, chyba że sama chyłkiem w pracy wydrukuję ;) . Ogólnie raczej chodzi mi o dobrą zabawę. Co mi innego pozostało? :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii