RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2014

Zaraz, za chwilę, momencik

30 wrz

„Gniew słab­nie z czasem.” Owidiusz

Dawno nie pisałam o B. ale to nie dlatego że w ogóle go nie ma w moim życiu. Jasne, obecność ta jest ograniczona do minimum, ciągle jednak potrafi dać się we znaki. Dopóki wszystko ok między nim a jego nową dziewoją to jest spokój, wręcz dystans. Jak tylko się kłócą albo nie daj boże rozstają, od razu o tym wiem. Nie, B. nic mi się nie zwierza z tego, ale momentalnie pojawiają się teksty „Aż żal serce chwyta jak się pomyśli o przeszłości” albo „Chodźmy pogadać na chwilę”, „Idziesz na kawę?”, czy też „Czy możesz odebrać wyniki moczu moich dzieci? Wpadnę po nie po południu” (serio, z życia wzięte). Muszę go mocno trzymać na dystans, ale kosztuje mnie to sporo energii. Czasami tama mi puszcza i zalewam go goryczą wypominając jego wobec mnie zachowanie, co on oczywiście zbywa twierdząc że ma inne spojrzenie na sprawę. Jego bardzo wygodna pamięć podsuwa mu jedynie ostatnie 6 miesięcy, zapominając o poprzedzających je 2 latach. Uch, spokój Anomalio, spokój…

Z innej beczki :) . Będą z PSem czasem mam wrażenie, że jestem z kobietą. Sporo w nim zachowań stereotypowo przypisywanych płci piękniejszej. Boshe, jak on się rano guzdrze… Mówię, że wychodzę za 10 minut, słyszę że „ja tylko umyję zęby i mogę wychodzić”, po czym następuje seria bezładnego kręcenia się po pokojach, cofania z jednego do drugiego, krzyków w stylu „gdzie do diabła są moje klucze”, potem nerwowe „tu powinny być moje słuchawki, nie widziałaś może? Szkoda żeby się zgubiły”, przez „jeszcze tylko do Damy zajrzę na momencik”, chwila zadumy z jednym trampkiem w ręku, stwierdzenie „jak chcesz to idź beze mnie” i wreszcie po 25 minutach można wychodzić. Może powinnam w tym temacie odpuścić? W końcu nie bądźmy robotami, prawda? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A teraz wystąpi zespół Weekend ;)

29 wrz

„Żółw po­rusza się z prędkością wys­tar­czającą do upo­lowa­nia sałaty. ” Pratchett

Weekend tak fajny, że aż na dzisiaj tego dobrego humoru zostało :) . Pogoda rewelacyjna i mimo że Dama po operacji jeszcze słaba jest to wybraliśmy się na dłuższy spacer po lesie (potem psina nie chciała wyjść z domu przez następne 12h ale i tak było warto). Sama jestem zaskoczona że tak fajnie było, bo nie robiliśmy nic szalonego czy „pamiętnego”, ot po prostu normalny, spokojny, niemal leniwy czas wypełniony graniem na świeżo naprawionym kompie, gotowaniem obiadu (wspólnie, wyszedł super, wchodził jeszcze lepiej ;) ), rehabilitacyjnym masażem dla Damy no i oczywiście obowiązkowym czochraniem kociaków. Wniosek? Czasem naprawdę warto zwolnić obroty i po prostu pooddychać :).
Z zabawnych sytuacji – PS okazał się być niesamowitym śpiochem, do którego rano bez kija (czyt. kawy) nie podchodź ;) . W piątek zmogło mnie zmęczenie jakoś po 22, przez co już o 6.50 byłam na nogach wyspana i rześka jak skowronek. PS grał do 1 w nocy więc rano był rześki jak niedźwiadek w grudniu. No ale koło 9 stwierdziłam, że już mu wystarczy tego spania (my kobiety zawsze wiemy lepiej, nie? ;) ) i zaczęłam procedurę wybudzania. Nieudaną. Kokon zawinął się bardziej w kołdrze i spomiędzy fałd doszły mnie zaklęcia w stylu „Też ci kiedyś tak zrobię, że o 3 w nocy wstanę i będę krzyczał ‚kochanie, czas wstawać’” :D :D .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cicha noc, święta noc

25 wrz

„W życiu niewiasty rozróżnić można siedem okresów: niemowlę, dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta.” George Bernard Shaw

Dzisiaj jestem nieco nieprzytomna, nocka nieprzespana, budzenie co 15 minut, czasem jak się udało co 30, przez fukającą, powarkującą, piszczącą, dyszącą i po prostu gadającą do siebie psinkę. Biała Dama z godnością zniosła operację i leży teraz ze szwami i opuchniętą nogą w sypialni. PS całą noc spędził z ręką na jej boku w daremnej próbie uciszenia jej i ukołysania do snu, ale po całym dniu pod narkozą Dama ani myślała spać. PS frustrował się i przeklinał i w końcu grubo po północy zasnęła. Idylla długo nie trwała. Swoim zwyczajem wstałam w nocy na siku i zaraz ciszę nocną przerwało moje soczyste „Kurwa mać!”. No bo kto, pytam się kto (!) stawia wodę dla psa w lekkim plastikowym pudełku w jedynym wąskim przesmyku przy drzwiach? Nie, tego nie da się w nocy ominąć, nie da się przeskoczyć, chyba że chce się wylądować twarzą w drzwiach. PS zerwał się z wyrka ze swoim „przepraszam, przepraszam” które skwitowałam kolejnym „k… m…” podsumowując tym samym głębię beznadziejności męskiej wyobraźni i kompletnej nieumiejętności przewidywania. Zgodzę się tutaj ze zdaniem które niedawno usłyszałam od kumpeli – my kobiety to jednak jesteśmy zajebiste ;) .
Swoją drogą PS zaimponował mi wczoraj stanowczością. Po operacji Dama nie miała nic jeść i ja oczywiście bym zignorowała ten zakaz (no jak to, iść spać głodnym? Nie może być!), ale PS twardo „nie, to dla jej dobra”. Twardziel bo w ciszy nocnej wyraźnie słychać było burczenie w jej brzuchu.
Wracając do kobiecej zajebistości – wstałam rano i poszłam do pracy jak gdyby nigdy nic. Pewnie po 13 mnie sieknie zmęczenie. PS za to zbolałym tonem wysapał do poduszki że bierze dzisiaj urlop bo nieprzespana nocka to ponad jego siły. W sumie to mu nie zazdroszczę. Dama rano wyglądała na całkiem rozbudzoną i nawet nie chcę myśleć o tym co się teraz w domu dzieje, spokojnie popijam sobie firmową herbatkę ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dobranoc na Dzień Dobry

24 wrz

„- Chciałem powiedzieć – wyjaśnił z goryczą Ipslore – że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. ” Pratchett

Ręka do góry kto dzisiaj też nie może się dobudzić od rana. Tylko koty wstały o 6.00 rześkie jak nigdy. Wczoraj z PSem do późna skręcaliśmy szafkę z ikei (uwielbiam to robić, w poprzednim życiu musiałam być monterem mebli ;) ) i efekt taki że z niewyspania oczy otwierają mi się tylko do połowy.
Dziś Biała Dama ma operację stawu, PS przejęty zostawiał ją u weterynarza ponad pół godziny. Ciekawe czy w przyszłości też będzie przeżywał tak zostawienie swojego dziecka w przedszkolu. Śmiem wątpić ;) , ale sama się łapię na tym że często wobec zwierząt jestem bardziej wyrozumiała i współczująca niż wobec ludzi. Po części wynika to z prostolinijności zwierzaków, takiej specyficznej szczerości ich postępowania, no i oczywiście również z tego że ludzi przed innymi ludźmi będą bronić jeszcze inni ludzie. Zwierzaków broni garstka. Większość niestety albo nie zauważa, albo traktuje je w sposób przygodny („był, nie ma, ot takie życie”).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ostatni, ostatni, ostatni…

23 wrz

„- Pokój temu domowi – powiedziała babcia Weatherwax.
Dokładnie takim tonem ludzie mawiają „A teraz pokosztujesz ołowiu, Kincaid” ” Pratchett

Życie zrobiło mi się jakoś dziwnie nudne. Ale tak przeraźliwie i do tego mimo wszystko nietypowo. Nie mówię tu o zwykłej prozie życie, że zakupy, że naczynia trzeba umyć, że odkurzyć… Zresztą ostatnio odkurzanie dostarcza mi sporo emocji z uwagi na to, że wnętrze odkurzacza trochę się rozpadło i do wymiany worka trzeba wznieść się na wyżyny zręczności i sprytu. Chodzi o to, że nigdzie, ale to nigdzie nie wychodzę. Nic nie robię. Jedynie praca, dom, czasem Tesco/Lidl, dom, praca… Niby jestem zmęczona, niby nie mam siły, niby nie mam już za dużo znajomych wkoło z którymi można się spontanicznie spotkać na herbatkę, ale… Dlaczego? Ja nawet nie mam dzieci, które tłumaczyłby ten stan rzeczy. Nic tego nie tłumaczy.
Żadnych projektów, ani nowych ani starych, żadnych marzeń, żadnych pomysłów, żadnych planów. Ostatni zryw miałąm tydzień temu, kiedy wymyśliłam bardziej prawdopodobny wyjazd niż obiecana przez PSa Lizbona. Wymyśliłam wyjazd na weekend do Berlina. Trochę zwiedzania, trochę multi-kulti, trochę window-shoping ;) . Oczywiście dopiero w listopadzie.
Jeśli mój obecny stan to forpoczta zbliżającej się depresji to muszę szybko zabierać się do roboty i zapobiec powtórce z zeszłego roku. A co jeśli to nie deprecha? Jeśli tak już ma wyglądać moje życie od tego momentu? :|
No way! „Ja to ktoś inny” (Rimbaud) ;) . Występuję przeciwko stereotypom, miażdżę „każdy tak ma” i „zobaczysz że ci się zmieni”, wypowiadam wojnę podejściu „takie życie” i „zawsze może być gorzej”. Na sztandary wciągam najpierw „Przetrwam” i „Co, ja nie zrobie? Potrzymaj moje piwo!”. Eee… No dobra, drugi transparent dyskretnie zwijam, a w to miejsce wyciągam „Do boju!” cichutko skandując „Mariusz Wlazły, Mariusz” prę do przodu niczym nasi złoci siatkarze :D .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co koń (rower) wyskoczy!

05 wrz

„Była jednak za duża na złodziejkę, zbyt uczciwa na skrytobójczynię, zbyt inteligentna na żonę i zbyt dumna, by podjąć jedyną powszechnie dostępną damską profesję.
Dlatego została wojowniczką. Herrena Hennowłosa Herridan ” Pratchett

Dziś dzień w pełni wykorzystany już na starcie – do pracy przyjechałam rowerem :) . Co prawda z godzinnym opóźnieniem, bo rower nie miał powietrza no i uparłam się zamontować bagażnik kupiony ostatnio w Lidlu. Nie przykręciłam jeszcze nawet jednej śrubki a imbus wypadł mi z rąk i spadł prosto do kanału ściekowego. Nie zraziło mnie to, bo klucz był dołączony do zestawu z bagażnikiem, a ja mam własny rowerowy komplet (w końcu pro jestem ;) ). Pierwsze podejście skończyło się oczywiście przymocowaniem bagażnika nie do tego wspornika co trzeba i do góry nogami (przez chwilę kontemplowałam czy aby nie da się jednak tak zostawić, no ale się nie dało więc odkręcałam…) ale potem rowerek już śmigał pięknie :) – życie pokazało piękne kolorki, a ja poczułam się panią swojego losu niezależną od takich głupot jak korki czy opóźnione tramwaje.

Czasem żałuję, że nie miałam zacięcia (czyt. pleców) żeby zostać dentystą. Ostatnio zbierałam się z wizytą, bo mi się ząb ukruszył. No dobra, sam się nie rozleciał, przyznaję, grzebałam sobie paluchem i odłamało mi się (z cyklu Polak potrafi). No to zwlekałam ze dwa miesiące myśląc, że się nie spieszy bo przecież nie boli ;) . Słuchajcie, od momentu mojego „Dzień Dobry” do „Ile płacę?” nie minęło nawet 12 minut, a koszt? 140zł. Bez bajerów, bez znieczulenia, bez prześwietleń, bez kawusi na poczekaniu… A ja jeszcze zadowolona wyszłam że tak tanio. No może zadowolona to nie, bo przez panią stomatolog poczułam się staro – sugerowała, że ten ząb będzie potrzebował niedługo koronki (sic!). Koronka? W moim wieku? O, wypraszam sobie!

Dobra, za oknem piękne słońce, a ja z pracy je oglądam więc śmigam. Plany na dziś to kubek maślanki, bułka z pasztetem i Harry Potter – uwielbiam takie wieczory z PSem :) .

AA właśnie, zapomniałabym, czy ja już pisałam że nasza domowa menażeria wzbogaciła się o jedną psią duszę?
Już trzeci tydzień jest z nami Biała Dama, stary Golden Retriever PSa, dyszy mi na powitanie dnia (coś koło 6 rano) w twarz (ja śpię od zewnętrznej) i domaga się głaskania albo jedzenia (właściwie w odwrotnej kolejności). Przyjazna (chyba że koty zbliżają się do jej miski), śliniąca (szczególnie na świeżo wyprane i wyprasowane spodnie do pracy), szturchająca nosem o pieszczoty (nie zważając na kubek z wrzątkiem w szturchanej ręce) kochana psina dekorująca przestrzeń kłębkami białych sierściowych kłębuszków :) . Fajnie jest mieć psa w domu. A jeszcze fajniej, jak to nie ja muszę go wyprowadzać :D . Wieczorem zostajemy z kotami opatuleni kocem i ze współczuciem patrzymy na Ps’a z psinką idącego w noc…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii