RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2015

Medialna manipulacja

26 sty

„Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:
- Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
- Który zwycięży? – chciał wiedzieć chłopiec.
- Ten, którego karmię – odrzekł na to dziadek.” Autor nieznany

Czuję się jak ten indiański dziadek z cytatu. Chcę być na bieżąco z sytuacją w kraju i globalnie też, ale trzeba cholernie uważać na to, żeby nikt za nas nie karmił wilków w naszych sercach. Trzeba ciągle być czujnym na to do czego media usiłują nas przekonać. Brakuje mi środka przekazu, który byłby najbardziej zbliżony do obiektywizmu, taki bezpartyjny i bez religijnych indoktrynacji. Przekazujący fakty, pozostawiający ocenę zdarzeń dla odbiorcy. Utopia…
Piszę to nieco poruszona tematyką ostatnio żywą – kredytów we frankach. Nie będę przytaczać konkretnych artykułów, nie ma to sensu. Jedyne co ma sens to zauważenie, że nikt (albo mało kto) mówi o konkretach, zastępując konstruktywne myśli podsycaniem nienawiści między „frankowiczami” a pozostałą częścią społeczeństwa i odwrotnie. Jedni krzyczą, że zakredyceni to biedni ludzie oszukani przez pazerne banki i niekompetentny rząd, a druga strona usiłuje przekonać, że „frankowcy” to taka burżuazja, która przez ostatni wzrost raty będzie musiała zrezygnować ze sprzątaczki i ogrodnika.
Tak jakby ludzie nie mieli swojego rozumu i swoich własnych znajomych („frankowiczów”, „złotówkowiczów”, bogaczy, klepaczy biedy, no i takich zwyczajnych, którym raz tak raz tak ;) ).
Nie wiem co czytać już, skąd brać wiadomości nie skażone próbami manipulacji. Na razie ratuje się oglądając głównie Cejrowskiego w dżungli i ew. wieczorynkę z pingwinami z PSem… ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

67 dni

23 sty

„Aby zna­leźć miłość, nie pu­kaj do każdych drzwi. Gdy przyj­dzie two­ja godzi­na, sa­ma wej­dzie do twe­go do­mu, w twe życie, do twe­go serca.” Bob Dylan

Maluch rusza już każdą częścią swojego ciała i paroma częściami mojego. Nie jestem pewna czy lubi czy nie kiszoną kapustę, ale zdecydowanie nie jest wobec niej obojętny ;) .
Łóżeczko nadal w samochodzie, żarówka w reflektorze nadal czeka na wymianę, ogółem organizacja czasu i pracy leży i palcem nie kiwnie. A czas leci. Muszę przyznać przed sobą, że jednak szybciej się męczę i konieczne jest dopasowanie planów pod rzeczywistość. Pora wychodzić z pracy po 6h, tak jak mam zgłoszone, zamiast zgrywać chojraka i udawać że nie jestem w ciąży.

Na B. muszę włączyć ignorowanie, bo zaczyna mnie jego zachowanie irytować. Ostatnio śniło mu się że ktoś mu powiedział że zasługuje na lepszą dziewczynę niż ta jego O. i miał pretensje o to do mnie (sic!) bo się kiedyś (w czerwcu?) wyraziłam o niej lekceważąco. Obarczanie mnie winą za czyjeś słowa w jego śnie… Na dodatek jego pamięć oczywiście jest dziurawa jak sito. Po czasie przypomniałam sobie, że rzeczywiście określiłam O. „jego pseudo-dziewczyną” ale to nie dotyczyło jej poziomu czy wartości jako człowieka, a jedynie jego podejścia do ich relacji (przecież ciągle mi opowiadał, że są razem, za chwilę nie są, do tego on nie ma czasu a w ogóle to co u mnie i że powinnam zerwać z PSem, bo przecież…).
PS uważa, słusznie zresztą, że za bardzo się przejmuję słowami i zachowaniem B. Ma racje tylko… Jak to jest, że niektórzy potrafią az tak szybko i aż tak bardzo wyprowadzić nas z równowagi? ;)
Mission „ignore_B” is now on!

Dama miała już drugą operację stawu i teraz biedaczka znowu kuleje, ma szwy i ogólnie jest biedna. PS ma łzy w oczach jak na nią patrzy. Większe łzy ma tylko jak musi ją wnosić po schodach na 2 piętro (37 kilo psa ;) ). Więc biedni są oboje. Jak o nich myślę, to jakoś tak… fajnie jest :) . Jak to powiedział ostatnio jeden kumpel z pracy – całkiem fajny domek dla dziecka udało mi się stworzyć. Od siebie dodam, że nie tylko dla dziecka ;) . Dobra, przestaje oszukiwać w pracy że pilnie odpisuję na maila i kończę pędząc do tego mojego kochanego zwierzakowa ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Proszę sobie spocząć…

21 sty

„Odpowiedzialne zachowanie to coś, co przychodzi z wiekiem. Jak żylaki. ” Pratchett

Muszę przyznać przed wszystkimi i samą sobą, że kamuflowanie mojego stanu jest już niemożliwe. Pierwszy raz ustąpiono mi miejsca w tramwaju. Dobrze że nie jestem facetem, bo na mój widok wstała młoda (w moim wieku ;) ) bardzo ładna blondynka i miło zaproponowała mi swoje miejsce. Co miałam zrobić, podziękowałam i usiadłam ;D .
A czuję się naprawdę bardzo dobrze (poza tym wiecznym przeziębieniem i kaszlem gruźlika).

Mam wrażenie że z PSem dzielimy się efektami ciąży w sposób, którego nie przewidziałam. On jest cały czas zmęczony i nieco marudny, po pracy często się kładzie „na 5 minut” i już w zasadzie nie wstaje poza wieczornym wyprowadzeniem psa. Jego waga skacze bardziej nieprzewidywalnie niż moja, stopień roztrzepania wzrósł (z dużego na wielki), a i jego zamiłowanie do wieczorynki z pingwinami (codziennie o 19stej!) wydaje się już podejrzane. Dla mnie została chyba tylko chęć zorganizowania wszystkiego, najlepiej wszystkiego na raz i już teraz ;) .

B. czasami się przewija gdzieś w tle Bunkra, przybierając mniej lub bardziej cierpiętniczą minę („nie wiesz Anomalio co ja naprawdę przeżywam…”). Ostatnio się żalił, że mu prąd odcięli (ponoć właścicielka rachunku nie zapłaciła) i cały weekend był bez prądu, a tu lodówka, komputer itp. Jak spytałam czy rano jak wychodził z domu już mu włączyli to zmieszany przyznał, że nie wie. Wiadomo, bohater pierwsze co to spakował manatki i władował się na chatę swojej dziewczynie. Ale przecież nie będzie mi się żalił, że miał weekend z dziewczyną bo ciężko tym wyłudzić współczucie ;) .

A my z PSem w weekend dostaliśmy łóżeczko dla malucha od takiej jednej Mamuśki-Przyjaciółki :) Wstyd przyznać, że nadal czeka w bagażniku samochodu, bo njapierw trzeba przemeblować sypialnie. Uff.. Nie umiem komenderować innymi a tu będę musiała wcielić się w rolę sierżanta. Niestety, z powodu organicznych ograniczeń Zosio-samosiowanie już się dla mnie skończyło… ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

D day za 76 dni

14 sty

„Kłopot z życiem po­lega na tym, że nie ma okaz­ji go przećwiczyć i od ra­zu ro­bi się to na poważnie.” Pratchett

Miesiąc trwało zanim się zorientowałam, że nieustający katar i kaszel to efekt wyczerpania organizmu a nie złośliwych infekcji. Gdybym przygotowywała się do maratonu czy olimpiady brałabym pewnie jakieś suplementy i „witaminki” popijając napojami izotonicznymi. Ciąża ma jednak swoje reguły i bardzo dużo zakazów. Paradoksy gonią paradoksy („Jesteś w ciąży to dużo pij, ale woda rozrzedza krew i są krwotoki, więc pij mało…”).

W którymś komentarzu padło pytanie o moje plany literackie. Odpowiadam więc, że plany całkiem dobrze się trzymają i na razie nie zmieniają statusu na „in progress” ;) . W sierpniu miałam wizję tego co chcę powiedzieć innym, miałam nawet wrażenie że „coś” wiem, że mam wiedzę do podzielenia się ze światem. Ale to było w sierpniu. Teraz każdy dzień zadziwia mnie czymś nowym o czym nie wiedziałam wcześniej („A więc takie jest uczucie, kiedy ktoś od środka kopie sobie mój pęcherz, a jednocześnie głową uciska przeponę…”), a co trochę zmienia moją wizję tego świata i pisanie codziennie trzeba by zacząć od nowa.

Nie wiem jak przeżyję bez pracy. To miejsce, Bunkier, stał się moją oazą spokoju, moim azylem. Tu nie muszę sprzątać, gotować, prać, prasować… Nie muszę się nikim zajmować. W domu natomiast jestem terroryzowana przez zwierzęta. Biała Dama przechodzi samą siebie w piskach na powitanie i nie daje mi już nawet zdjąć czapki skutecznie przetrzymując mnie w progu. Po kilkuminutowej walce z jej oślinionym pyskiem jestem w stanie ściągnąć jednego buta, a wtedy do ataku z flanki przystępują koty. Moje uodparnianie się na ich piski i zawodzenia idzie opornie. No dobra, przyznaję, nie idzie wcale bo bardzo mi to wszystko odpowiada :D . To naprawdę pozytywny moment dnia, takie nieskrępowane dzielenie się czułościami, aż do przesytu (Golden Retriever – studnia bez dna jeśli chodzi o jedzenie i miłość, a wszystko solidnie obślinione).

Dobra, dosyć marudzenia na dziś. Postaram się, żeby następny wpis był nieco sensowniejszy, bo coś czuję że zmęczenie skutecznie spowalnia mi zwoje ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii