RSS
 

Archiwum - Październik, 2015

Hej ho, hej ho, do pracy by się szło…

31 paź

„W na­turze ludzkiej leży, że od­poczy­nek po jed­nej pra­cy znaj­du­jemy tyl­ko w pra­cy innej.”
François Anatole Thibault

Tak, tak, to prawda, od poniedziałku wracam do pracy po dziewięciu miesiącach „urlopowania”. Już pojawił się stresik, już w głowie układają się plany awaryjne, a dni urlopowe rozplanowane do połowy lutego. Z Hrabią na trzy miesiące zostaje PS i nie wiem czy to mnie bardziej uspokaja czy rozstraja. Mimo wszystko do tej pory w chwilach największego marudzenia Hrabiego słyszałam raczej PS:”Co krzyczysz kochanie? Chcesz do mamusi? No dobrze (hehehe)”.
Domyślam się jednak, że jak nie będzie tego koła ratunkowego w postaci „mamusi” to nagle PS znajdzie i siły i umiejętności godne najlepszej niani ;) .

Stres, który do mnie wraca po tych kilku miesiącach ma prostą przyczynę. Ja naprawdę niewiele umiem, do tego nie jestem, jak to mówią, najostrzejszym nożem w szufladzie i ciągle mam wrażenie że cieszę się w pracy zdecydowanie zbyt dobrą opinią jak na moje możliwości. Kiedyś w końcu musi wyjść na jaw jak dużo ściemniam, jak mało potrafię i jak wiele moich opinii jest bardziej dziełem przypadku i ślepego trafu niż przenikliwości. I co wtedy? Najgorsza rzecz z możliwych – najem się wstydu! To ciekawe że tego właśnie boję się najbardziej. Pisał o tym Dukaj w swoim „Lodzie”, wstyd jest jednym z największych motorów ludzkiego działania i głównie on popycha mnie do robienia podyplomówek, kursów i szkoleń. Satysfakcja z nabytych umiejętności jest zdecydowanie na drugim, a nawet dalszym miejscu ;) .

Wracając na chwilę do przeszłości – przeżyliśmy kilka dni z Młodym na wsi. Niepotrzebnie się obawiałam, nie było tak źle. Oczywiście z uwagi na psy, pchły, błoto itp. musieliśmy ciągle nosić Hrabiego, więc miał przerwę w ćwiczeniach i pełzaniu, jednak był zadowolony. Ja też jakoś zniosłam tę specyficzną „dziwność” innego domu, w końcu mojego rodzinnego. Wiecie, „oni” tam mają różne swoje przyzwyczajenia, które dla mnie postronnej wydają się czasem nie do przyjęcia. Jako przykład podam, że nie mają czajnika elektrycznego. Nie, nie, nawet nie chodzi o to, że na zagotowanie wody czeka się i czeka. Chodzi o to, że czajnik, którego używają ma nakładany gwizdek, więc trzeba kombinować żeby się nie oparzyć zdejmując. Do tego na środku czajnika odpadła gałka i został mały otworek, przez który wydostaje się parzący wrzątek tylko czekający na dłoń chwytającą za rączkę. Nie udało mi się odkryć sposobu na bezbolesne zrobienie sobie herbaty ;) . No, ale to taka pierdoła, pewnie w każdym domu można znaleźć podobne nonsensy, dla domowników tak naturalne że niezauważalne ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jesteśmy jagódki, czarne jagódki…

07 paź

„Tyl­ko we śnie jes­teśmy wol­ni. Na ja­wie mu­simy się śpieszyć.” Terry Pratchett

Jeśli sny odzwierciedlają nasze ukryte w podświadomości pragnienia i obawy to jestem zadowolona. Śnił mi się mój dom, z całym tym rozgardiaszem, chaosem, kłębkami latającego futra, zalegającym kurzem i krzykiem Hrabiego, itp. itd. A ja byłam w tym wszystkim całkiem szczęśliwa, bo pod drzwiami siedział B. :D Siedział i swoim ciepłym, a jednocześnie żałosnym i lekko zdziwionym głosem powtarzał rozglądając się dookoła: „Podjąłem złą decyzję, podjąłem złą decyzję”. Już już miałam mu mówić, że trudno, że może w następnym życiu inaczej nam się poukłada, ale… Nawet we śnie się zawahałam, jak przypomniało mi się co to właściwie znaczyło „być z B.” (czyli siedzieć na pufie i patrzeć jak on łupie w FIFE, bo na tym to polegało), no i nie powiedziałam nic, tylko zamknęłam mu drzwi przed nosem w myślach już planując włączenie pralki. Tak właśnie wszelka emocjonalna poezja jest niwelowana przez pracowitą prozę.

Z innej beczki – jestem zmęczona. Kilka dni temu PS dostał nagłego bólu krzyża. Ponoć po tym jak wnosił Hrabiego z wózkiem na nasze drugie piętro. Wnoszę go tak codziennie ale może PS jakoś tak nieszczęśliwie chwycił że mu to zaszkodziło, Hrabia w końcu lekki już nie jest. No i siedzę w domu z kaleką, który Hrabią się teraz nie zajmie („Boli mnie jak dźwigam”), nie posprząta („Boli mnie jak się schylam”), a i do lekarza też nie pójdzie („Dzisiaj trochę jakby lepiej, więc nie ma sensu do lekarza”). Nie zliczę ile razy w myślach dostał ode mnie kopa w d… Spoko, pewnie za tydzień cudownie ozdrowieje, tak że będzie zdrowiuteńki akurat na swój wyjazd integracyjny do Hiszpanii. Ja śmigam wtedy do rodziców na wieś, bo zajęcie się pojedynkę tym całym zwierzyńcem jest zbyt śmiałym wyzwaniem jak dla mnie.

Duch we mnie się budzi, ale przymykając oczy szepcze cicho „Błagam, jeszcze pół godzinki…” ;)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii