RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2016

Za dobrą mam pamięć

26 sty

„W wan­nie his­to­rii prawdę trud­niej jest ut­rzy­mać niż mydło, i o wiele trud­niej znaleźć… ” Pratchett

Zmieniłam dział, siedzę już na nowym miejscu, w założeniu lepszym bo bez Laski, a tu.. kurwicy zaraz dostanę. Dzialik mały, raptem kilka osób, z czego wszyscy, jak jeden pieprzony święty mąż, są wielbicielami B. Mam nadzieję, że z czasem jego cień zniknie z tego pokoju, a historyjki o jego spektakularnych acz zabawnych wpadkach będą przywoływane coraz rzadziej. Na chwilę obecną nie ma godziny, żeby ktoś, z rozrzewnieniem, nie wspomniał jaki to B. fajny, jak to coś robił, jaki to on inteligentny a jednocześnie przyjazny, no słowem dusza człowiek, serce na dłoni i w ogóle cudo. Dwie osoby wiedzą że byliśmy kiedyś razem i możecie się domyślić że ich sympatia bynajmniej nie jest po mojej stronie. Już zdążyłam się dowiedzieć, że B. żalił się kiedyś że to ja go rzuciłam i zaczęłam się spotykać z kimś innym (a on myślał że nadal jesteśmy razem). No i jak tu się nie wkurwić.
Laski nie ma, ale łatwiej nie jest.

Do tego zatrudniliśmy nianie. Młoda, ładna, sympatyczna, po studiach, Hrabia uśmiecha się na jej widok więc chyba będzie ok. A jednak ciężko zostawiać takiego maluszka z obcą osobą. Na razie PS siedzi tam z nimi ale od poniedziałku on też pójdzie do pracy i wtedy… Wtedy ja biorę urlop ;) ale potem już serio będzie tylko ona i Hrabia. Planuję zamontować podsłuchy i przymierzam się do ukrytej kamery ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Live long and prosper :)

15 sty

„Witia Pawlak: Pomóc ci?
Jadźka Kargul: Nie. Dam se radę!
Witia Pawlak: Jak chcesz, to ci pomogę!
Jadźka Kargul: Nie trzeba!
Witia Pawlak: No to ci pomogę…” z filmu „Sami swoi” :)

Dzisiaj pożegnaliśmy B. w pracy. W ramach pożegnalnego prezentu złożyliśmy się na nowiutką konsolę PS4 z jakimiś grami. Też się dołożyłam, chociaż biorąc pod uwagę zasługi to B. mnie powinien spłacać jeszcze długo, a nie prezenty dostawać ;) . No i od poniedziałku zacznie się w pewnym sensie nowy rozdział :)

Z innych spraw, to muszę przemyśleć moje podejście do „zosio-samosiowania” w kontekście wymagania różnych rzeczy od PSa. Przed Sylwestrem PS miał rozmowę o pracę. Zestresował się biedak jeszcze przed wyjściem, bo przez święta mu się przytyło i miał jedne, średnio świeże portki które i tak ledwo mu na dupkę wchodziły. Wbił się jednak i śmiga. Jak wychodził, to spytałam się czy mi wózek nie zniesie z naszego 2 piętra bo na spacerek z Hrabią idę. Niestety nie, powiada, bo jak pobrudzę te spodnie to nie mam w czym iść. Ok, myślę, sytuacja wyjątkowa, no i przecież dam radę (kto jak nie ja?). Włożyłam więc Hrabiego do wózka, torba na plecy i w drogę. Na dole spotykam sąsiada (sam ma małe dziecko więc wie co i jak), który mówi „Anomalio, jak ty faceta wychowałaś, że przed chwilą on z pustymi rękami szedł, a Ty teraz dźwigasz?”. Głupio mi się zrobiło, chociaż rzuciłąm, że PS pędził na rozmowę o pracę więc ma wybaczone. Sąsiad nie wyglądał na przekonanego, na odchodne rzucił „Wiem, Anomalio, że z Ciebie silna dziewczyna, ale…”. Zastanawiam się nad sytuacją, bo w głowie kłócą mi się dwa podejścia. Pierwsze, stereotypowe, że facet jednak powinien wyręczać kobietę w tych cięższych sprawach. I drugie, że skoro jestem w stanie coś zrobić sama to dlaczego ktokolwiek ma mnie wyręczać? Feministka w mojej głowie krzyczy, że przecież jestem w stanie znieść niespełna 20kg wózek z Hrabią, no big deal! Przecież w końcu lubię fizyczne zmęczenie i traktuję to jak wyzwanie dla moich mięśni ;) . A z drugiej.. czy przez to PS dba o mnie mniej? Czy jestem mniej kobieca w oczach PSa i świata w ogólności?
Czy mam traktować słowa sąsiada jako przejaw stereotypowości otoczenia, czy jako słowa przyjaznej duszy, która daje mi znać, że coś jest nie tak?

Nie wiem jeszcze. Niech mi się to błąka po umyśle, może odpowiedź przyjdzie sama ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

…ZZzzzzzzzzimno…

05 sty

„Przyszłość jest zaw­sze trochę chwiej­na. Do­wol­ny dro­biazg, jak upa­dek płata śniegu al­bo upuszcze­nie niewłaści­wego rodza­ju łyżeczki, może pchnąć przyszłość na całkiem inną ścieżkę. Al­bo nie.” Terry Pratchett

Podsumowując poprzedni rok zapomniałam napisać o dosyć istotnym wydarzeniu, które miało miejsce w wigilię :) .
W rodzinnym, acz nieco niefortunnym momencie, podczas rozdawania prezentów spod choinki, PS runął na kolana z pierścionkiem w dłoni rzucając… No nie zdążył powiedzieć nic poza „Anomalio…” bo przerwała mu moja mama rzucając „Ależ przesuń się PS tak żeby Babcia widziała”, a że Babcia na wózku siedzi to nastąpiła chwila zamieszania a PS zepchnięty został na posadzkę sąsiadującej z pokojem kuchni. Tam w otoczeniu brudnych naczyń i smażonego na patelni karpia znowu padł na kolano i w ferworze rzucił „Anomalio, czy zechcesz zostać moją żoną?”. Moja ironiczna dusza ledwie wytrzymała ten patos, pozwoliłam sobie jedynie na powiedzenie z uśmiechem Giocondy „zechcę” (z akcentem jakbym mówiła „jestę zwycięzcą”) ;) .
Potem już były miłe gratulacje i mniej miłe zaciskanie zębów wysłuchując rad i mądrości seniorek rodu. Ich związki i ich relacje z ludźmi są dla mnie jakby z innej planety, jakby gubiły to, co ważne. A może to one dostrzegają więcej?
Najbardziej irytujące jest ich twierdzenie „rodzina jest najważniejsza”, którego za chiny ludowe nie chcą zmienić na „bliscy są najważniejsi”. Dla nich też zawsze już będę nieszczęśliwa, porzucona przez męża (sic!) i znerwicowana. Im bardziej czuję się obco w moim dawnym rodzinnym domu tym bardziej większą czuję potrzebę stworzenia własnego, ciepłego azylu. Powolutku, krok po kroczku, możliwe że sobie taki azyl zbuduję, z dużą pomocą PSa ;) .

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

…and a happy New Year!

01 sty

„Jes­tem jeszcze za­kocha­na resztka­mi bez­sensow­nej miłości i jest mi tak cho­ler­nie smut­no te­raz, że chcę to ko­muś po­wie­dzieć. To mu­si być ktoś zu­pełnie ob­cy, kto nie może mnie zranić. ” Janusz Leon Wiśniewski

Święta, święta, a czasu mniej niż zwykle no i tak nazbierało się opowieści, że właściwie nie wiem od czego zacząć. Może chronologicznie ;)

Nie mogę ominąć wpisu o firmowej wigilii, która jak zwykle z wielką pompą zebrała ludzi z Bunkra i okolic na wspólnej libacji. Czy to jednak solidne uszczuplenie załogi, czy może rotacje – mogę powiedzieć po raz pierwszy, że to już nie te same imprezy co kiedyś. Oczywiście był B., oczywiście nawet sobie zatańczyliśmy (bardzo uważnie trzymał dystans w tańcu, co akurat mi średnio pasowało biorąc pod uwagę frywolny nastrój w jaki wpadłam na pierwszej imprezie od urodzenia Hrabiego, no ale co zrobić ;) ), nawet mamy z B. foty gdzieś tam przy czymś tam, ale ogólnie… Suchar. Może to jednak nie słaba impreza tylko brak tych poruszeń serca, jakie miałam na poprzednich wigiliach. Bez dramatycznego wypatrywania „ukochanego”, bez frustracji, że mnie olewa, bez nerwowego oczekiwania na wymarzony wspólnie spędzony czas… No ogółem bez tego całego licealnego szaleństwa impreza była zupełnie zwyczajna. Czy dla mnie nudna ;) . I całe szczęście.

Mogłabym w tym miejscu umieścić parę emocjonalnych wpisów, jak to poczułam irytacje połączoną z tęsknotą (za czymś, nie za kimś) podczas bawienia się z B., albo jak na wigilii z rodziną Przyjaciela czułam, że przez własną głupotę straciłam kontakt z najfajniejszymi ludźmi pod słońcem, a sam Przyjaciel… Nigdy nie był tak obcy wobec mnie jak teraz, a jednak ciągle bardzo mi go brakuje i nie ma dnia żebym nie poczuła tęsknoty za życiem jakie straciłam razem z nim. I za nim samym. Dobrym, irytująco racjonalnym i pozytywnie rozjebanym. Teraz jest inną osobą. Może dlatego że jest z inną osobą ;) i razem stworzyli coś naprawdę fajnego. Dziwnie jest tak na to patrzeć. Czuć tęsknotę za człowiekiem, którego się kochało i którego nadal pragnie się mieć w swoim życiu, a jednocześnie widzieć, że jest teraz z osobą, która uszczęśliwia go bardziej i że jego życie dopiero teraz wydaje się pełne.
Ok, to mogą być mechanizmy obronne, które starają się mi wmówić, że „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Niech będzie. I tak widać gołym okiem, że jest bardzo szczęśliwy, że prowadzi takie życie jakie zawsze chciał, pełne nowych ludzi i ciekawych wydarzeń. Życie jakiego sama nie umiem bądź nie chcę prowadzić.

Dzisiaj jest Nowy Rok. Jest późne popołudnie, siedzę w ciszy ostatnio rzadko goszczącej w moich progach. Wszyscy śpią, poza mną. Siedzę i staram się podsumować miniony rok, wymyślić plany na następny. I nie potrafię.
Od czasu „tej sprawy z B.”, a może od psychotropów, a może po prostu z jakiegoś innego niewyjaśnionego powodu, nie czuję prawie żadnych emocji. Nigdy. Tych skrajnych. Wkurzam się tylko na chwilę i nigdy nie do głębi. Na niczym już nie zależy mi tak bardzo, żeby o to walczyć do ostatniej kropli krwi. Już tę krew przelałam, na przegraną sprawę, więcej nie mam. Nic mnie też nie cieszy, tak naprawdę. Dla Hrabiego zrobię wszystko, wszystko byleby był szczęśliwy, o ile nie będzie to wymagało, żebym ja też była szczęśliwa. Bo tego nie potrafię. Cieszę się z jego nowych ząbków, śmieję się jak on się śmieje, staję na rzęsach żeby nie płakał, a w chwilach takich jak ta, kiedy wszyscy dookoła śpią i zostawiają mnie samej sobie, mogłabym po prostu siedzieć i patrzeć w ścianę czekając aż życie minie. Bo nie potrafię uwolnić się od myśli, że ja to życie już przegrałam.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii