RSS
 

Archiwum - Marzec, 2016

Nowe idzie :)

29 mar

„Trzeba się śmiać. Inaczej człowiek by zwariował.” Pratchett

Idzie nowe. Życie nowe. Trochę stresik czuję. Nie, nie, nie jestem w ciąży ;) , po prostu czuję w kościach. Przemiany nabrały tempa, czuję że coraz bardziej wsiąkam w moje obecne perypetie, zaczynają się nieśmiałe plany na przyszłość bliższą i takie ciut ciut planiki na dalszą ;) .
Święta upłynęły w super atmosferze, Hrabia łaskawie klepał wszystkie psy, jakie nie zdążyły przed nim uciec, a i koniki spotkały się z jego uznaniem. No i oczywiście wystarczyło go zostawić z dziadkiem dosłownie na momencik, żeby dorwał się do swojej pierwszej w życiu czekolady. Trudno, kiedyś to musiało się stać, a wiadomo było że dziadkowie będą maczać w tym palce ;) .
Burza była, ciemne chmury jeszcze wiszą, ale czuję że wychodzi słońce, czuję że może być całkiem, całkiem przyjemnie ;)

A z innej beczki – pewnie ostatni raz wspominam B. -> Odezwał się dzisiaj, niby przyjaźnie, ale od razu zaczął pisać że odeszłam od niego („może dobrze zrobiłaś, że odeszłaś Anomalio, rak krąży w mojej rodzinie, pewnie mnie też jest pisany”). Nie cierpię takiego biadolenia, ale jak zwykle zaprotestowałam, że to niby ja odeszłam. Na moje wyrzuty rzucił, że on był ze mną zawsze, ale że miał depresje to siedział u siebie cały czas i grał, ale duchowo był ze mną. Woda na młyn mojej agresji. Nawet byłam kulturalna ale parę niewygodnych dla niego faktów wyciągnęłam i dopiero w połowie zorientowałam się, że Buc jeden skasował mój kontakt ze Skype’a! No buc nad buce, przecież to ja miałam zrobić, w ramach duchowej przemiany i zerwania z toksyczną przeszłością ;) . Usunięcie z kontaktów kogoś, kto już Ciebie usunął jest jak wymyślenie riposty dwa dni po dyskusji.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mama, runda pierwsza

22 mar

„- A czym byliby ludzie bez miłości?
GINĄCYM GATUNKIEM, odparł Śmierć” Pratchett

Widzieliście kiedyś film „50 pierwszych randek”? Bez spojlerowania, sens jest taki, że główna bohaterka po wypadku traci pamięć krótkotrwałą, nic nowego jej w głowie nie zostaje, pamięta tylko przeszłość do konkretnego dnia, potem carte blanche codziennie. Film z gatunku komedii romantycznej, ale przypadek medyczny ciekawy. Tym bardziej że czasami sama się czuję jak ta dziewczyna. „Budzę” się w środku dnia i czuję się jakbym żyła innym życiem, jakbym przeskoczyła do innego wymiaru gdzie jest inna Anomalia i inna rzeczywistość. Hrabia wyciąga do mnie rączki a ja stoję zaskoczona że w ogóle mam syna! Nie wiem czy to dlatego że sprawy potoczyły się tak szybko, że w ciągu dwóch lat miałam tyle przeżyć, ile inni rozkładają na dekadę. A może to kwestia pamięci? Za dużo mam w głowie, po co komu dokładna pamięć czyichś słów sprzed kilku czy nawet kilkunastu lat? Kiedy cała przeszłość skupia się w jednym, wczorajszym dniu, ciężko zapanować nad chronologią zdarzeń.
Na szczęście nie ma zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad tą kwestią, bo to jednak sprawa z rodzaju „za dużo o tym myślisz”. Mnie samą jednak boli, kiedy widzę Hrabiego i nie czuję nic, poza zmieszaniem. Że jak to, że dziecko? Że ono do mnie biegnie (no dobra, raczkuje ;) ), że mnie potrzebuje, że „Mama” to niby ja?
Chcę być najlepszą mamą jaką mógłby sobie wymarzyć, a już na starcie mam wewnętrzne popieprzenie, które zapewne przesiąka na zewnątrz. Mam tylko nadzieję, że myśli myślami, a czyny „robią swoje” i Hrabia czuje że jest kochany bezgranicznie i bezapelacyjnie ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kaszlu, kaszlu, psik

17 mar

„..w kwestii spaprania to trudno być, no wiesz, precyzyjnym. Wydaje ci się, że spaprasz coś tylko trochę, a potem to coś wybucha ci w twarz i okazuje się wielkim spapraniem.” Pratchett

Rozstania to najbardziej chujowe sytuacja na świecie. Po jednym czy drugim takim przeżyciu człowiekowi odechciewa się wchodzić w bliższe relacje z kimkolwiek, tylko dlatego żeby się już nie rozstawać. Nawet nie chodzi o sam moment, ten dzień wyprowadzki, czy pierwszy miesiąc. Chujowe jest także życie „po”.
O co chodzi.
Jakoś sobie w głowie nawet obrobiłam rozstanie z Przyjacielem (zjebałam, mam przejebane, taka karma). Rozstanie z B. przerobiłam nawet sprawniej (zjebał, przejebane mamy oboje, taka karma). Można nawet powiedzieć, że wyszłam na prostą (PS, Hrabia, dwa koty, Dama… Kto zaprzeczy? ;) ). Dlaczego więc marudzę? Ano dlatego, że rozstanie to również niestety uciążliwe wykluczenie społeczne z pewnych kręgów niegdysiejszych przyjaciół bliższych lub dalszych. I nie, nie wszystko zależy od tego czy „się chce” komuś spotykać. Jednak logistycznie nie zrobisz dwóch imprez urodzinowych, nie zaprosisz do wspólnego wyjścia do teatru w małym gronie osób „z przeszłością”, . To oczywiście dla mnie kuriozalne przypadki, bo chwilowo zarówno teatr jak i imprezy są wykluczone.
Mimo wszystko fakt, że bliscy niegdyś fajni ludzie są bliżej tej drugiej „byłej” osoby sprawia, że oddalają się od nas jeszcze bardziej.
Konkrety? Żona Przyjaciela otwiera w sobotę własny lokal. Fajnie byłoby się wybrać, ale… Od kiedy zostałam poinformowana, że nie jestem zaproszona na ich parapetówkę, mam mieszane uczucia, żeby pojawiać się w ich życiu, nawet na obrzeżach. Ograniczę się do podwiezienia im ciast na otwarcie i zniknę zanim ktokolwiek mnie zauważy.
Druga sprawa jest bardziej firmowa. Cały mój nowy fajny dzialik zbiera się właśnie, żeby gremialnie nawiedzić B. w jego nowym mieszkaniu. Taka mała parapetówka z planszówkami i procentami ;) . I znowu jestem wykluczona, trochę może na własne życzenie, bo B. pewnie nie miałby nic przeciwko mojemu towarzystwu (o ile oczywiście bym mu słodziła, a nie narzekała). Wiem też, że mogłoby być wesoło. Nie dam rady jednak. Psychicznie już nie dam rady cały czas ściemniać. Od kiedy pamiętam w jego towarzystwie muszę udawać, że między nami nic nie ma, że te emocje, ta chemia, to tylko przyjacielska zgrywa. Nie chcę już udawać. I nie chcę słyszeć jego udawania, nie chcę słyszeć ani przypominać sobie że słyszałam, te wszystkie ściemy, bo już się gubię czy kłamstwem było to co mówił innym, czy to co w cztery oczy słyszałam ja.

Takie pierdoły wchodzą człowiekowi na głowę najbardziej wtedy kiedy jest chory i osłabiony. Liczę, że weekend będzie pod znakiem Słońca ;) .

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Epidemia. Dziś w Polsacie.

16 mar

„Życie jest ciągiem następujących po sobie chwilowych rozwiązań.” Pratchett

Epidemia. Dosłownie epidemia. Gdzie się nie ruszyć tam są chorzy. W pracy chorzy, PS. chory, ja chora, nawet niania dzisiaj wzięła wolne żeby smarkać w spokoju i tylko biedny Hrabia kaszlnie czasem bardziej dla towarzystwa i bez przekonania. Jest taka reklama, że niby mamy nie biorą zwolnienia, mamy biorą vix czy śmix, a najczęściej chore mamy biorą przede wszystkim swoje dzieci na ręce. No bo jak tu wytłumaczyć że mama nie może? Nie ma jak odpocząć, można liczyć tylko na szybki powrót do pracy ;) .
Dziwi mnie że nikt nie mówi o tym aspekcie rodzicielstwa. Nagły brak możliwości spokojnego wychorowania się jest sporą zmianą i ostatecznie już grzebie wspomnienie o ciepłej pościeli i parującej herbacie z miodem i cytrynką. Taka symboliczna a jakże dotkliwa dorosłość ;) .

Do tego tuż przed choroba B. wyprowadził mnie z równowagi zarzucając że w ogóle się do niego nie odzywam. Na moje lakoniczne „sorry, tak jest mi łatwiej” oburzył się rzucając że z Przyjacielem to potrafię rozmawiać mimo rozstania i tylko dla niego mam negatywny stosunek. Tjaa… Na parę dni straciła humor, ale nie przez tego Buca przez „B”. Czasami po prostu strasznie mi tęskno do przeszłości, do godzinnych rozmów z Przyjacielem, który przyjacielem jest już raczej tylko z nazwy bo od kilku lat właściwie że sobą nie rozmawiamy. Zarzuty B. przypominały mi że kiedyś… Kiedyś był On i ja, rozmowy, wyjazdy, wspólne książki, planszówki, RPGi i dziesiątki filmów oglądanych na raty zawsze do obiadu czy kolacji. Nigdy wcześniej i już nigdy później nie rozmawiało mi się z nikim tak dobrze, tak sensownie i jednocześnie konstruktywnie jak z nim. I tak, tak, wiem że jego obecne życie jest fajniejsze niż to jakie mógłby prowadzić że mną, ale jednocześnie moje takie nie jest. Życie…

Było minęło, i tak nie mogę narzekać. Chociaż jak PS. wnerwiony rzuca do Hrabiego ” Synu, kocham Cię ale przystań tak stękać i marudzić” to samej siebie jest mi żal że przyszło mi żyć z dwoma najwiekszymi marudami pod słońcem.
Dobra, kończę marudzenie bo z dwójki zaraz zrobi się trójeczka ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii