RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2016

Siad. Przynieś. Waruj. Ugotuj.

24 cze

„Pamiętajmy, że dziecko, które od najmłodszych lat słyszy: „tak nie rób, tak nie przystoi, tego nie wolno” itp. zatraca w sobie spontaniczność, nieustannie analizuje swoje zachowanie pod kątem oczekiwań innych osób nie zważając na swoje własne potrzeby, bojąc się odrzucenia i konsekwencji własnych wyborów.”

http://www.egaga.pl/przestac-tresowac-swoje-dziecko/

Mimo iż na co dzień kieruję się raczej intuicją, to czasem czytam jakieś artykuły o wychowaniu dzieci. Omawiane tezy przedstawiane są w postaci skrajnej, a prawda zazwyczaj leży gdzieś pośrodku. Częściej jednak po przeczytaniu mam refleksje na temat własnego dzieciństwa. Czy naprawdę było aż tak źle jak pamiętam? Byłam w gruncie rzeczy szczęśliwym dzieckiem. Dlaczego więc wydaje mi się, że wszelkie niedociągnięcia mojej osobowości, czy też wewnętrzne blokady, wynikają z moich relacji z rodzicami? Dlaczego do teraz wkurza mnie kierunkowanie w stronę „kobiecych” zajęć (nieudane) i marginalizowanie zainteresowań „nieprzystających do kobiety” (również nieudane). Skoro w pewnym sensie jestem nieudaną kobietą, to dla czego niosę ciągle ten bagaż zadry z przeszłości, zamiast odpuścić i zapomnieć. W pewnym sensie udaje mi się być taką jaką chcę być, a jednocześnie cytat z początku tego wpisu idealnie mnie opisuje. Walka z lękiem przed odrzuceniem, siłowanie się żeby podjąć jakąś decyzję czy zaprzestanie zadowalania całego świata – ot, codzienność. Pytanie czy jakiekolwiek wychowanie jest w stanie to zmienić?

PS zlikwidował kartkę z karnym kutasem zanim zdążyłam dorysować kolejnego. Na początku ucieszyłam się, że naoliwił zawiasy i dlatego się jej pozbył, ale jednak nie. Zerwał kartkę tłumacząc, że nie ma zamiaru tłumaczyć się przed nianią z karniaków jakie dostaje. Sprawa jest dosyć błaha (nie mylić z lenistwem PSa które już ma swoją wagę), ale jeśli teraz sama zabiorę się za oliwienie odbierze to jako atak na swoją męskość. Uprzedzając pytania – tak, spokojnie mogę sama naoliwić wszystkie zawiasy w domu, ale najlepiej to robić jak Hrabia jest na spacerze, a to ja codziennie wychodzę z nim na dwór zostawiając Jaśnie Panu Ojcu czas wolny i nieskrępowany żadnymi poleceniami czy prośbami. Poza tą jedną.
Z drugiej PS nie pozostaje dłużny. Ostatnio doszedł do smutnego wniosku, że chociaż według niego jestem super osobą i wszystko fajnie tylko… no… nie gotuję. I jednak jest to dla niego problem, bo jeść się chce codziennie. Dopóki oboje zamawialiśmy w pracy było ok, ale teraz on siedzi w chacie.
Zawsze wszystkim zachwyconym moja osobą mówiłam wprost „Tak, gram w RPGi i czytam Fantasy, ale pamiętaj że nie gotuję”. PS jest raczej biernym fanem grania i czytania, za to jedzenie jest dosyć istotną częścią jego życia. Jeśli jeszcze danie udaje dietetyczne (ale dobrze jest popić je piwkiem) to w ogóle odjazd. I co z tym fantem zrobić?
Ano wzięłam się za siebie. Wczoraj Hrabia zasnął koło 22, więc dziarsko zabrałam się za schabowe. Nie będę gotować codziennie, ani nawet co drugi dzień, ale co jakiś czas podsunę mu jakieś danie pod nos ze zwycięskim uśmiechem i złośliwym „A zawiasy ciągle skrzypią” wiszącym w powietrzu ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do boju! Tylko trzeba wstać… teraz! ;)

23 cze

„Jakże szybko „nie teraz” staje się „nigdy”.” Martin Luther King

PS dorobił się karnego kutasa ode mnie. Serio, wisi na lodówce i chwieje się zalotnie przy każdym otwieraniu drzwiczek. Powód prosty – tydzień proszenia o naoliwienie zawiasów w pokoju Hrabiego, dwa dni kartki z przypomnieniem wiszącej na lodówce, a teraz za każdy dzień zwłoki przybędzie nowy karny kutas. Szkoda, że ten pierwszy wypadł akurat w Dzień Ojca ;) . Tym bardziej, że rano zerwał się i poszedł po bułki więc ogólnie to chce mu się ( tym bardziej jeśli ma w tym własny interes), ale jednocześnie mu się nie chce (tym bardziej im ten interes ma mniejszy).

„Nie pytaj o to, czego potrzebuje świat. Zapytaj, co sprawi, że zaczniesz żyć, i zrób to. (…) świat potrzebuje ludzi, którzy zaczęli żyć”. Howard Thurman

Z innej beczki – jestem bardzo pozytywnie naładowana energią. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów chcę coś zrobić ze swoim życiem, coś konkretnego i realnego (co można dotknąć i nie wiem, może polizać? ;) ). Moja firma zorganizowała spotkanie z Bagińskim. Bardzo pozytywnie zakręcony człowiek, który zaraża energią mimo ewidentnego introwertyzmu. Zdradzę sekret – ponoć nienawidził tego swojego projektu „Katedra”, skończył go na siłę, bo trzeba było go skończyć. Zadowolenie przyszło dużo później, nieco skorelowane z nominacją do Oscara ;) . Wniosek? No przede wszystkim lepiej kończyć projekty (kto wie czy czasem Nobel, Oscar albo chociaż Zajdel nie czeka za rogiem), a druga sprawa – czasami wartość naszego wysiłku nie jest oczywista na początku, czy nawet w trakcie. Pewne rzeczy uczymy się cenić z czasem. Człowiek jest zdolny do niewyobrażalnych rzeczy jeśli zostaje przyciśnięty do muru. Cały sens w tym, żeby zrobić coś niesamowitego bez tej ściany ognia za plecami. Więc co z tego, że Hrabia hasa do 23, co z tego, że koty wstają o 4, a Dama chrapie od 5… Przecież w domu może być trochę brudniej niż jest teraz, pranie może poleżeć jeszcze jeden tydzień, a obiad ze słoika też jest zjadliwy. Za to ruszyć coś do przodu, coś swojego, co daje frajdę… Minęło parę dni od motywacyjnego spotkania, na razie nie udało mi się nic zrobić, ale zapał nie maleje więc też jest dobrze. Jak Bagiński powiedział na koniec ” Mam nadzieję, że Was trochę zmotywowałem, a jak nie, to też nic się nie stało” ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Piła, piłka, piłeczka

03 cze

„Czasami ludzie wmawiają sobie różne rzeczy, które nie są prawdą. Czasami może to być groźne dla danej osoby. Widzi ona świat w niewłaściwy sposób. Ale ludzie nie pozwalają sobie zobaczyć że to, w co wierzą, jest błędne. Często jednak istnieje w ich umyśle część, która to wie.” Pratchett

PS nie wraca do byłej pracy. Niby nic, a jednak odetchnęłam. Słuchanie codziennie o B. byłoby niczym równia pochyła dla mojego samopoczucia ;) .
Wraca więc stara bieda. Z powodu braku emocjonalnych rozterek, rozkminiam czy stagnacja ma zabójczy wpływ na związek, czy jedynie dewastacyjny ;) .
Mam też dylemat, którego nie potrafię roziwązać, a nie robienie niczego niestety tez nie jest dobrym rozwiązaniem. Chodzi o PS’a, a dokładnie o naszą wspólną przyszłość. Z jednej strony bowiem mamy Hrabiego, do tego myślimy całkiem realnie o zwiększeniu liczby małej arystokracji w naszych progach i ogólnie jakoś leci to życie z wzlotami i gwałtownymi upadkami, ale do przodu. Dlaczego więc myśl o ślubie jest dla mnie nie do przyjęcia?
Najbardziej dlatego, że nie mam ochoty przyrzekać czegokolwiek 15-latkowi, który codziennie w wielu sytuacjach przebija się przez tę fasadę pseudo-dorosłości PS’a. Dzień po dniu jakoś mija, ale jak pomyśle, że do końca życia mam znosić ten pretensjonalny ton… o bogowie… Tli się we mnie nadzieja, że przecież nastolatkiem jest się tylko kilka lat, potem się jednak dojrzewa, dorasta… tylko taki cichy głosik z tyłu głowy szepcze złośliwie, że widocznie są od tej zasady wyjątki, a to co widzę to jednak stałe cechy charakteru.
No i z życia robi się taka sinusoida, przypominająca raczej notowania forex’a ;). Codzienna walka o zrobienie przez PSa czegokolwiek w domu przerywana momentami radości, kiedy idąc po bułki PS przyniesie tez chłodną puszkę Pepsi ;) (wtedy wybaczony zostaje wszelki ton, jakim burczał rano).

Z innej beczki, Hrabia zaczął chodzić. Musiał mieć najwyraźniej konkretny cel, żeby zacząć to robić. Teraz misją jego życia stało się podchodzenie do WSZYSTKICH cudzych piłek na placu zabaw, nawet tych skitranych w wózkach czy torbach, wyciąganie ich i rzucanie gdzie popadnie (bo przecież Mama pobiegnie i przyniesie… )

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii