RSS
 

Siad. Przynieś. Waruj. Ugotuj.

24 cze

„Pamiętajmy, że dziecko, które od najmłodszych lat słyszy: „tak nie rób, tak nie przystoi, tego nie wolno” itp. zatraca w sobie spontaniczność, nieustannie analizuje swoje zachowanie pod kątem oczekiwań innych osób nie zważając na swoje własne potrzeby, bojąc się odrzucenia i konsekwencji własnych wyborów.”

http://www.egaga.pl/przestac-tresowac-swoje-dziecko/

Mimo iż na co dzień kieruję się raczej intuicją, to czasem czytam jakieś artykuły o wychowaniu dzieci. Omawiane tezy przedstawiane są w postaci skrajnej, a prawda zazwyczaj leży gdzieś pośrodku. Częściej jednak po przeczytaniu mam refleksje na temat własnego dzieciństwa. Czy naprawdę było aż tak źle jak pamiętam? Byłam w gruncie rzeczy szczęśliwym dzieckiem. Dlaczego więc wydaje mi się, że wszelkie niedociągnięcia mojej osobowości, czy też wewnętrzne blokady, wynikają z moich relacji z rodzicami? Dlaczego do teraz wkurza mnie kierunkowanie w stronę „kobiecych” zajęć (nieudane) i marginalizowanie zainteresowań „nieprzystających do kobiety” (również nieudane). Skoro w pewnym sensie jestem nieudaną kobietą, to dla czego niosę ciągle ten bagaż zadry z przeszłości, zamiast odpuścić i zapomnieć. W pewnym sensie udaje mi się być taką jaką chcę być, a jednocześnie cytat z początku tego wpisu idealnie mnie opisuje. Walka z lękiem przed odrzuceniem, siłowanie się żeby podjąć jakąś decyzję czy zaprzestanie zadowalania całego świata – ot, codzienność. Pytanie czy jakiekolwiek wychowanie jest w stanie to zmienić?

PS zlikwidował kartkę z karnym kutasem zanim zdążyłam dorysować kolejnego. Na początku ucieszyłam się, że naoliwił zawiasy i dlatego się jej pozbył, ale jednak nie. Zerwał kartkę tłumacząc, że nie ma zamiaru tłumaczyć się przed nianią z karniaków jakie dostaje. Sprawa jest dosyć błaha (nie mylić z lenistwem PSa które już ma swoją wagę), ale jeśli teraz sama zabiorę się za oliwienie odbierze to jako atak na swoją męskość. Uprzedzając pytania – tak, spokojnie mogę sama naoliwić wszystkie zawiasy w domu, ale najlepiej to robić jak Hrabia jest na spacerze, a to ja codziennie wychodzę z nim na dwór zostawiając Jaśnie Panu Ojcu czas wolny i nieskrępowany żadnymi poleceniami czy prośbami. Poza tą jedną.
Z drugiej PS nie pozostaje dłużny. Ostatnio doszedł do smutnego wniosku, że chociaż według niego jestem super osobą i wszystko fajnie tylko… no… nie gotuję. I jednak jest to dla niego problem, bo jeść się chce codziennie. Dopóki oboje zamawialiśmy w pracy było ok, ale teraz on siedzi w chacie.
Zawsze wszystkim zachwyconym moja osobą mówiłam wprost „Tak, gram w RPGi i czytam Fantasy, ale pamiętaj że nie gotuję”. PS jest raczej biernym fanem grania i czytania, za to jedzenie jest dosyć istotną częścią jego życia. Jeśli jeszcze danie udaje dietetyczne (ale dobrze jest popić je piwkiem) to w ogóle odjazd. I co z tym fantem zrobić?
Ano wzięłam się za siebie. Wczoraj Hrabia zasnął koło 22, więc dziarsko zabrałam się za schabowe. Nie będę gotować codziennie, ani nawet co drugi dzień, ale co jakiś czas podsunę mu jakieś danie pod nos ze zwycięskim uśmiechem i złośliwym „A zawiasy ciągle skrzypią” wiszącym w powietrzu ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz