RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Koło życia. A przynajmniej tak jakoś obok ;)

03 lip

„Ciężki jest los współczesnej kobiety. Musi ubierać się jak chłopak, wyglądać jak dziewczyna, myśleć jak mężczyzna i pracować jak koń.” Elizabeth Taylor

Myślałam, że nie dopadnie mnie ten specyficzny wyścig matek, czyli takie zmuszanie się do bycia najlepszą (lub choćby tylko dobrą) na każdym polu, zawodowym, związkowym i rodzicielskim. A tu masz! Nawet nie wiem kiedy zaczęłam myśleć kategoriami „dasz radę, setki matek tak robi i to lepiej od Ciebie”, „skoro inne mogą to Ty też”, czy choćby „jesteś beznadziejną matką, Anomalio, rusz dupę!”. Samo jakoś wchodzi na głowę chęć spełnienia wymagań, które sama sobie ustawiam. Mam ten luksus, że i jedna i druga Babcia mieszkają dosyć daleko, więc nikt na co dzień nie mówi mi co powinnam robić i jak. Ocziwiście nikt mi też nie pomoże (myślę o tych babciach), ale często organizacja wychodzi lepiej jak wiemy że możemy liczyć tylko na siebie. Dlaczego więc moje codzienne życie tak kuleje?

Najgorsze są obiady. To myślenie i planowanie zakupów, obiadów, śniadań, kolacji, ogólnie jedzenia. Kiedy ja nawet jeść nie lubię! Posiłki to zło konieczne, zawsze tak było. A teraz muszę o nich myśleć prawie codziennie (prawie, dzięki zamrożonym pierożkom od mojej mamy i jej sporadycznym wałówkom :D ). Zainwestowaliśmy nawet w zaawansowany sprzęt kuchenny, który niemal sam gotuje i przygotowuje dla mnie listy zakupowe, a i tak ledwie daję radę. Hrabia i tak wybredny, nie chce jeść tego co przygotuję, na warzywa nawet nie patrząc. Nie dziwię mu się. Jeśli do czegoś nie mam absolutnie żadnego talentu to właśnie do gotowania.

Czy tylko ja przeżywam taką katorgę czy może inne mają tak samo tylko mniej marudzą? ;)

Oczywiście byłoby łatwiej gdyby PS pomógł czasem. Niekiedy faktycznie pomaga ale nie mogę tego nigdy brać za pewnik bo to takie zrywy tylko. Sam nie ma jednak tak zupełnie lekko. Ja też mało mu pomagam przy opiece nad Damą, a prawda jest taka że jest to zajęcie wyjątkowo uciążliwe – Dama jest już u kresu swej drogi na tym świecie i często nie ma siły się podnieść. Szkoda że psy starzeją się tak szybko…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Byle do przodu

07 cze

„Jeśli coś ci w życiu nie idzie i wpadasz pyskiem w błoto, to musisz być jak dzik: pchać to błoto ryjem do przodu.” Mariusz Pudzianowski

Nic mi nie idzie, poza tym błotem oczywiście ;) Całe góry błota pcham do przodu, bo przecież nie zostawie.
W domu brudno, w pracy potknięcia i upadki, Hrabia w bajkach na tablecie zakopany… a to tylko fragment błota. Mimo wszystko są też milsze momenty, kilkugodzinne spacery z Hrabią po placach zabaw, autobusach, tramwajach i okolicznych zielonych zakątkach, pochwały od szefa za wprowadzenie jakiegoś fajnego rozwiązania (które wydawało mi się normalne i niegodne pochwały a tu masz!), a w domu nawet… No nie, w domu jednak nadal brudno. Dama sra, koty rzygają i tyklo nowy odkurzacz chroni nas przed ostatecznym upadkiem. Do przodu to błoto!

Po kilkumiesięcznej przerwie odezwał się B. na skypie. Dlaczego się odezwał? Ha! Problemy sercowe, a jakże ;) Już niby nie są razem z jego nową dziewczyną, ponoć jej córka źle znosi wyjścia mamy. Karma nie mogła być dokładniejsza, oto B. jest odstawiany na boczny tor ponieważ ktoś inny ma problem z poukładaniem sobie czasu z dzieckiem. I nawet nie może nic powiedzieć, bo wiadomo że dziecko jest ważniejsze. Przemycił jedynie opinię, że ta mała jest po prostu rozpieszczona i że powinna być bardziej przyzwyczajona do wyjść swojej mamy. Lol :D Chociaż właściwie to nawet mnie to nie śmieszy. Jego życie, jego karma.

Z PSem jesteśmy teraz na etapie zastanawiania się jak ma wyglądać nasze życie. Czy zostajemy na naszym ciasnym mieszkanku, ale za to mamy pieniądze na fajne wakacje i wygodny dojazd do pracy, czy też ładujemy się w potężny kredyt i wyprowadzamy do domku z ogródkiem. Wakacje spędzamy wtedy grillując na tarasie, a do pracy dojeżdżamy w korkach.
Nie potrafię się zdecydować, więc tkwimy tak patrząc jednym okiem na oferty domków,drugim na mieszkanie ktore wymagałoby drobnego remontu. Czekam więc naiwnie licząc że rzeczywistość da mi jakiś znak :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Proza życia w dialogach

26 maj

„Przyjaźń rodzi się w momencie, gdy jedna osoba mówi do drugiej: „Co? Ty też? Myślałem, że tylko ja.”
Clive Staples Lewis – Cztery miłości

Anomalia: Jejku, już ponad trzy lata jesteśmy razem. Gdzie nasz „kryzys trzeciego roku”? ;)
PS: Od godziny śpi w sąsiednim pokoju.

PS: Może zapiszemy Hrabiego na jakieś zajęcia piłkarskie?
A: On ma dopiero dwa latka, jeszcze nie umie wypełniać poleceń.
PS: Ale nie żeby jakies polecenia, tylko tak żeby sobie piłkę pokopał na dworze.
A: A to spoko, takie zajęcia nazywają się „wyjście na piłkę z Tatą”
PS: Aaa… Eeee, to nie.

PS: Nie widziałaś mojej komórki? Nie mogę znaleźć..
A: Przecież przed chwilą dzwoniłeś do Mamy.
PS: Wiem, ale potem gdzieś ją położyłem i teraz szukam.
A: O raju… Gadałeś w kuchni, zobacz na parapecie.
PS: O, jest! A nie widziałaś mojego portfela?
A: Przecież miałeś go w ręce jak się pytałeś o telefon przed chwilą.
PS: Wiem, ale potem gdzieś go położyłem…

PS spocony wracając z zakupów.
PS: Ufff, mam ręczniki papierowe, mleko, bułki… O nie, nie kupiłem najważniejszego!
A: Ojej, czego?
PS: Czegoś słodkiego dla ciebie :*

PS: Czuję się taki zmęczony.
A: PS, serio, poza spacerem z Damą nie zrobiłeś dzisiaj w domu kompletnie nic. To ja sprzątam, zmywam, gotuję, znowu zmywam, pranie…
PS: No wiem, wiem. Nie wiem skąd mi się takie zmęczenie wzięło.
A: To zrób coś.
PS: No dobra, to idę pobiegać.

Urząd stanu cywilnego.
Urzędniczka: Jakie wykształcenie ma Pan?
PS (z dumą): Wyższe.
U: A Pani?
A (też dumna): Wyższe.
U: Dobrze, to ja tu teraz uzupełnię dokumentację a Państwa proszę o wypełnienie druczku. Proszę wpisać tytułem „za sporządzenie aktu …”
A: Ok. (piszę) „Za sp…”, hmm… Ej PS(szeptem) jakie jest „ż” w słowie „sporządzenie”?
PS: No właśnie… Hm….
Patrzymy po sobie w konsternacji.
U: Jakiś problem?
A: Aaa.. Yyy.. Bo my nie wiemy…
PS: Bo my tacy bardziej techniczni… eee…
A: Jakie jest „ż” w słowie „sporządzenie”. Czyżby „er-zet”?
U (z lekkim drgnięciem kącika ust): No tak, „rz”.

Odchodziliśmy z lekka zażenowani. Przez „ż” ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ewa #2

24 lis

„I nic tak naprawdę się nie zmienia, nawet jeśli nie zostaje takie samo.” Terry Pratchett

Długo się zastanawiałam nad tym wpisem. Chcę opisać to co się wydarzyło możliwie najobiektywniej, a czas upływający od zdarzenia sprawia że coraz bardziej mnie to wszystko bawi ;) .

Dawno, dawno temu, w mieście B. …

B. miał dziewczynę, taką pierwszą. Drobna, ładna, filigranowa z wielkim biustem – słowem ideał każdego faceta w okolicach 20stki. Ewa. Sam B. przyznał że był wtedy młody i nie wiedział jak dbać o dziewczynę i nie najlepiej ją traktował (jego słowa). Olewał, wolał spedzać czas z bratem na rowerach albo z kumplami, a laska w nim zakochana, no słowem klasyka. Ileś tam trwał ten związek, aż dziewczę wyjechało na wakacje gdzieś (gdzie dokładnie to B. nie wie bo się nawet wtedy tym nie zainteresował) z grupą w której znajdował się jej dobry kolega, ponoć gej, a przynajmniej tak się B. wydawało. Jak to bywa w życiu kolega okazał się całkiem hetero, a na wakacjach udało mu się skutecznie wydostać z friendzone i zdobyć serce nieco zaniedbanej i pewnie niezbyt szcześliwej Ewy. B. ponoć bardzo się wkurzył, przeżył to ciężko i dopiero wtedy odkrył jak bardzo mu na Ewie zależało, więc dziewoja nie miała lekkiego życia przez pewnie jakieś dwa tygodnie, potem sprawa ucichła i okrzepła. Rok później była już zaręczona, a dziś jest szczęśliwą żoną i matką, ale cofnijmy się jeszcze do jakiegoś miesiąca przed jej ślubem.
Nie wiedzieć jak się złozyło że miesiąc przed powiedzeniem „tak” lubemu „nie-gejowi” spotkała się jeszcze raz z B. Mogę tylko się domyślać jakie słowa między nimi padły. B. lakonicznie stwierdził, że chyba chciała z nim jeszcze raz ostatni się przespać zanim przysięgnie wierność innemu („pewnie nie był w tym tak dobry jak ja”, dodał chełpliwie). Jako kobieta mogę spokojnie założyć, że B. nie wypadł nigdy z głowy i serducha młodej Ewy i chciała ostatni raz upewnić się że B. na niej tak naprawdę nie zależy, że nie powalczy o nią, nie zjawi się niczym Bohun na jej ślubie porywając swoją miłość z okrzykiem, że Ona lub żadna inna. Ot, naiwna, ale sprawdziła i teraz już wie.

Dlaczego przytaczam tę historię? Ano czytajcie :)

Pod koniec września jeden kolega odchodził z mojej firmy i robił pożegnalne spotkanie w pubie. Kolega fajny, cały mój dział szedł więc dałam się namówic i też się wybrałam. Buziak dla Hrabiego, akurat zrobił prezent i położył się prędzej, więc pomknęłam na skrzydłach wiatru, albo inaczej na kołach miejsciego autobusu. Już w drodze dostałam info że B. też nagle się tam znalazł (choć z kolegą owym za bardzo się chyba nie znał). „Dowiedziałem się że będziesz” powiedział na mój widok. Trochę mu mina zrzedła, bo od razu napadłam go za kłamstwo które wśród naszych znajomych rozpowszechnia – chodziło o to że B. opowiada że to ja go rzuciłam i to dlatego że poznałam innego, a on się załamał i strasznie to przeżył. Grrr… B. oczywiście wyparł się tych swoich słów i obcesowo rzucił, że głupio się czepiam jakichś starych historii. No nic, odpuciłam, bo jednak nie był to czas ani miejsce, a do tego co z tym zrobie? Nic. Nie mam władzy nad tym co on opowiada innym. Z tym trzeba się pogodzić.
Jakoś tak wyszło, że zaproponował mi podwiezienie. Wiem, wiem, nie powinnam się zgodzić, ale miałam już w głowie że minęła północ a muszę jeszcze psa wyprowadzić. Zaparkował oczywiście po drugiej stronie miasta („bo tam nie ma strefy”) wiec idziemy, ręka w rękę. „Przypominają się stare czasy” mówi B. „Może trochę, ale prawdę mówiąc nigdy nie szliśmy razem przez miasto, nigdy nie miałeś ani czasu ani ochoty” odpowiadam. „Ojku, już się nie czepiaj” usłyszałam, więc szliśmy dalej i nie powiem z takim milczeniem było mi nawet miło. Stanęliśmy przed samochodem, B. patrzy na mnie tym swoim zraniono-rozmarzonym wzrokiem, „Trochę mi zimno” rzucam przestępując z nogi na nogę. B. bez słowa się schylił, myślałam że chciał otworzyć mi drzwi do auta, a ten się pcha i mnie przytula sięgając ustami moich ust. Głupia sytuacja, on mnie całuje, a ja kompletnie nie wiem co robić. Na szczęście krótko to trwało, z zaskoczenia nic nie powiedziałam, więc w końcu przytulił mnie mocno, „Brakowało mi Twojej fajności Anomalio” i otworzył wreszcie drzwi do auta. Wsiedliśmy, ja myśląc tylko o tym czy ktoś mógł mnie zobaczyć i czy nie powinnam strzelić mu w twarz ryzykując wracanie na piechotę z podejrzanej okolicy.
B.: „Nigdy nie przestałem Cię kochać, Anomalio. Bardzo za Toba tęsknię”.
Ja: „No, dla mnie tez nigdy nie będzeisz obojętny B., wiesz przecież, ale lepiej już jedźmy, późno.”
B.: „Dokąd cię zawieźć?”
Ja (zdziwiona): „No, do domu”
B.: „Ale czyjego?”
Ja: … (zaskoczenie odebrało mi mowę dosłownie na kilka minut. Jak on mógł w ogóle pomyśleć, że … Arghhhhh!!! Trzymajcie mnie!)
Ja:”Do mojego”
Westchnął jeszcze ze trzy razy i ruszył. Nie powiem, trochę wspomnienia wróciły, przypomniało mi się jak zawsze lubiłam z nim jeździć, całe 15 minut w samochodzie tylko z nim, z nim nie grającym w fife, najlepszy kwadrans dnia ;) .
Zajechaliśmy pod mój dom i przytuptały do mnie nowe wspomnienia, o wiele szczęśliwsze z Damą srającą na dywanik w przedpokoju na czele, więc już chciałam wychodzić, kiedy chwycił mnie za rękę i patrząc w oczy mówi „Naprawdę nigdy nie przestałem Cię kochać. Co z nami będzie?” . Miałam już dosyć. Tego melodramatu, tego tonu i wzdychania. Dla mnie oczywiste jest że nie będziemy razem. Nie chciał być ze mną kiedy byłam wolna i tylko dla niego, a teraz? W ogóle nie do pomyślenia. „Teraz nic nie będzie. Wieczna tułaczka naszych dusz” rzuciłam, ale cholera ja nie potrafię go tak zranić dobitnie więc powiedziałam to ze sodkim uśmiechem sugerującym że przeżywam to samo co on. „Bądź szczęsliwy B.”, „Jestem sam Anomalio, zupełnie sam. Ech (wzdech…) Bądź szczęśliwa Anomalio”. Przytulił mnie jeszcze na koniec wzdychając parę razy. Uff… Do domu wbiegałam po dwa stopnie czując lekki niesmak (tym że nie potrafię mu wprost powiedzieć żeby dał mi już spokój z tymi pierdołami) a jednocześnie ulgę, że mam inne życie, które mnie pociąga, w którym się odnajduję i w którym nie ma dla niego miejsca. A na co dzień to raczej z tęsknotą wspominam Przyjaciela, a nie B.
Szybko przyszła sarkastyczna refleksja, że B. potraktował mnie tak samo jak Ewę. Anomalia = Ewa #2 ;)
Tyle, że ja to nie Ewa. Nie potrzebowałam upewniać się niczego, B. nie jest w stanie mnie niczym zaskoczyć (pozytywnym przynjamniej), a jego słowa są tylko dzwiękami, bez pokrycia niczym moja karta kredytowa.
Na drugi dzień zagadał jak gdyby nigdy nic na skypie „Co tam słychać?” , „No, namieszałeś mi w głowie” piszę. Tak, wprowadziłam go w błąd, celowo, namieszał mi bo jak mu powiedzieć że już dla mnie niewiele znaczy, jak go zranić ale żeby go nie bolało, albo jak go zranić żeby mnie to nie ruszyło. „To nie gadajmy więcej” odpisał i do tej pory nie miałam z nim żadnego kontaktu.
Nawet przyjemne zakończenie takiej wariackiej historii. Myslę, że kwestię B. mogę już raz na zawsze, ostatecznie zamknąć :) :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Codzienność właściwie

12 wrz

„Gdy­by mężczyźni żeni­li się z ko­bieta­mi, na które zasługują, mieli­by bar­dzo ciężkie życie. ” Oscar Wilde

Weekend pod znakiem choroby. Jeśli może być coś gorszego niż chore dziecko, to jest to chore 30-letnie dziecko. PS przeziębił się i prezentuje całą skalę zachowań w pigułce – od marudzenia i użalania się nad sobą po zrywy aktywności kończące się padnięciem na łóżko z donośnym jękiem. Jednak jako że jest to zwykłe przeziębienie (a nie angina którą sobie wróżył na początku) byliśmy wczoraj w starym zoo i nawet nieźle się bawiliśmy. Co prawda zwierzątka na krótko zainteresowały Hrabiego, chwilę tylko pokarmił łabędzie, powtykał paluchy do ogrodzenia z kozami (w duchu widziałam jak mu je odgryzają, ale powstrzymałam okrzyki typu „Jezus Maria!”) . Punktem głównym okazały się automaty na 2zł z ciuchcią, samochodem i helikopterem. Dowód na to, że co ciekawe dla dorosłych nie zawsze będzei super-arcy-ciekawe dla dziecka ;)

Ze strony B. cisza. Po tym jak zagadał, że ostatnio „dużo myślałem o Tobie, czyli o miłości” jakoś przycichł. Doszły mnie tylko wieści, że od miesiąca ma nową dziewczynę, co tłumaczy, że dużo rozmawiał o miłości, zapomniał jednak dodać że z tą nową laską. Ot takie przeoczenie w rozmowie ze mną ;) .

Ogólnie mam wrażenie, że wszyscy powinni iść na jakiś fajny urlop. Ale tak wszyscy wszyscy. Dużo złej energii ostatnio, dużo problemów w związkach, dużo osobistych tragedii… A słońce świeci jak gdyby nigdy nic…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stare, nowe, stare

07 wrz

„JAK NAZYWASZ TO WRAŻENIE CIEPŁA, KTÓRE CZUJESZ W ŚRODKU?
- Zgaga – burknął Albert.” Terry Pratchett

Sporo się działo ostatnio, raz lepiej raz gorzej, nic jednak na tyle poruszającego, żeby zasługiwało na wpis. Hrabia rośnie w oczach, a raczej na rękach mamusi, powinnam napisać. Skubany chce być noszony i jakoś nie przyjmuje do wiadomości, że nie mam już tyle siły w rękach żeby spokojnie podrzucać 11 kilogramowy wierzgający pakunek ;) PS zaczął się przykładać do obowiązków domowych. Te starania są wprost proporcjonalne do mojego odpuszczania w odkurzaniu ;) . Okazuje się, że każdy ma swój limit bałagnu, który jest w stanie wytrzymać, a pracując z domu PS dosyć szybko osiąga swój poziom krytyczny.

No i dużo B. ostatnio w moim otoczeniu. Nie fizycznie na szczeście, ale nie ma dnia wolnego od opowieści o nim. Co chwilę dociera też do mnie, nie zawsze wprost, jakie ściemy funkcjonują jako prawda wśród naszych znajomych i w firmowym otoczeniu. Okazuje się, że przechodząc do nowego działu jedna „życzliwa” rzuciła, że mają uważać, bo ja nie jestem taka porządna na jaką wyglądam, bo ponoć poszłam na studia i dla młodego studenta zostawiłam partnera (który bardzo ale to bardzo to przeżył). Tjaa… I jak tu być obojętnym? ;)

Z wesołych zdarzeń – Dama nam się nieco zestarzała. Samo w sobie nie jest to oczywiście wesołe, ale… Wczoraj Hrabia obudził sie wcześnie, wstałam więc szybciutko nie zakładając nawet okularów, no i z młodym na ramieniu skierowałam się prosto do kuchni zrobić mleczko. W wejściu kątem oka zauważyłam dwie ciemne piłeczki i się nieco zdziwiłam – „Przecież to są piłeczki do zabawy w kąpieli, pewnie koty wyniosły z łazienki” westchnęłam i trąciłam je stopą, żeby nie leżały na środku. I własnie wtedy, w jednej sekundie odkryłam, że to nie były piłeczki, a ich brązowy kolor powinien prędzej naprowadzić mnie na ich prawdziwą naturę… Cóż, Dama ma jeszcze nieco werwy, ale jej zwieracze najwyraźniej bawią się same ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Siad. Przynieś. Waruj. Ugotuj.

24 cze

„Pamiętajmy, że dziecko, które od najmłodszych lat słyszy: „tak nie rób, tak nie przystoi, tego nie wolno” itp. zatraca w sobie spontaniczność, nieustannie analizuje swoje zachowanie pod kątem oczekiwań innych osób nie zważając na swoje własne potrzeby, bojąc się odrzucenia i konsekwencji własnych wyborów.”

http://www.egaga.pl/przestac-tresowac-swoje-dziecko/

Mimo iż na co dzień kieruję się raczej intuicją, to czasem czytam jakieś artykuły o wychowaniu dzieci. Omawiane tezy przedstawiane są w postaci skrajnej, a prawda zazwyczaj leży gdzieś pośrodku. Częściej jednak po przeczytaniu mam refleksje na temat własnego dzieciństwa. Czy naprawdę było aż tak źle jak pamiętam? Byłam w gruncie rzeczy szczęśliwym dzieckiem. Dlaczego więc wydaje mi się, że wszelkie niedociągnięcia mojej osobowości, czy też wewnętrzne blokady, wynikają z moich relacji z rodzicami? Dlaczego do teraz wkurza mnie kierunkowanie w stronę „kobiecych” zajęć (nieudane) i marginalizowanie zainteresowań „nieprzystających do kobiety” (również nieudane). Skoro w pewnym sensie jestem nieudaną kobietą, to dla czego niosę ciągle ten bagaż zadry z przeszłości, zamiast odpuścić i zapomnieć. W pewnym sensie udaje mi się być taką jaką chcę być, a jednocześnie cytat z początku tego wpisu idealnie mnie opisuje. Walka z lękiem przed odrzuceniem, siłowanie się żeby podjąć jakąś decyzję czy zaprzestanie zadowalania całego świata – ot, codzienność. Pytanie czy jakiekolwiek wychowanie jest w stanie to zmienić?

PS zlikwidował kartkę z karnym kutasem zanim zdążyłam dorysować kolejnego. Na początku ucieszyłam się, że naoliwił zawiasy i dlatego się jej pozbył, ale jednak nie. Zerwał kartkę tłumacząc, że nie ma zamiaru tłumaczyć się przed nianią z karniaków jakie dostaje. Sprawa jest dosyć błaha (nie mylić z lenistwem PSa które już ma swoją wagę), ale jeśli teraz sama zabiorę się za oliwienie odbierze to jako atak na swoją męskość. Uprzedzając pytania – tak, spokojnie mogę sama naoliwić wszystkie zawiasy w domu, ale najlepiej to robić jak Hrabia jest na spacerze, a to ja codziennie wychodzę z nim na dwór zostawiając Jaśnie Panu Ojcu czas wolny i nieskrępowany żadnymi poleceniami czy prośbami. Poza tą jedną.
Z drugiej PS nie pozostaje dłużny. Ostatnio doszedł do smutnego wniosku, że chociaż według niego jestem super osobą i wszystko fajnie tylko… no… nie gotuję. I jednak jest to dla niego problem, bo jeść się chce codziennie. Dopóki oboje zamawialiśmy w pracy było ok, ale teraz on siedzi w chacie.
Zawsze wszystkim zachwyconym moja osobą mówiłam wprost „Tak, gram w RPGi i czytam Fantasy, ale pamiętaj że nie gotuję”. PS jest raczej biernym fanem grania i czytania, za to jedzenie jest dosyć istotną częścią jego życia. Jeśli jeszcze danie udaje dietetyczne (ale dobrze jest popić je piwkiem) to w ogóle odjazd. I co z tym fantem zrobić?
Ano wzięłam się za siebie. Wczoraj Hrabia zasnął koło 22, więc dziarsko zabrałam się za schabowe. Nie będę gotować codziennie, ani nawet co drugi dzień, ale co jakiś czas podsunę mu jakieś danie pod nos ze zwycięskim uśmiechem i złośliwym „A zawiasy ciągle skrzypią” wiszącym w powietrzu ;) .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do boju! Tylko trzeba wstać… teraz! ;)

23 cze

„Jakże szybko „nie teraz” staje się „nigdy”.” Martin Luther King

PS dorobił się karnego kutasa ode mnie. Serio, wisi na lodówce i chwieje się zalotnie przy każdym otwieraniu drzwiczek. Powód prosty – tydzień proszenia o naoliwienie zawiasów w pokoju Hrabiego, dwa dni kartki z przypomnieniem wiszącej na lodówce, a teraz za każdy dzień zwłoki przybędzie nowy karny kutas. Szkoda, że ten pierwszy wypadł akurat w Dzień Ojca ;) . Tym bardziej, że rano zerwał się i poszedł po bułki więc ogólnie to chce mu się ( tym bardziej jeśli ma w tym własny interes), ale jednocześnie mu się nie chce (tym bardziej im ten interes ma mniejszy).

„Nie pytaj o to, czego potrzebuje świat. Zapytaj, co sprawi, że zaczniesz żyć, i zrób to. (…) świat potrzebuje ludzi, którzy zaczęli żyć”. Howard Thurman

Z innej beczki – jestem bardzo pozytywnie naładowana energią. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów chcę coś zrobić ze swoim życiem, coś konkretnego i realnego (co można dotknąć i nie wiem, może polizać? ;) ). Moja firma zorganizowała spotkanie z Bagińskim. Bardzo pozytywnie zakręcony człowiek, który zaraża energią mimo ewidentnego introwertyzmu. Zdradzę sekret – ponoć nienawidził tego swojego projektu „Katedra”, skończył go na siłę, bo trzeba było go skończyć. Zadowolenie przyszło dużo później, nieco skorelowane z nominacją do Oscara ;) . Wniosek? No przede wszystkim lepiej kończyć projekty (kto wie czy czasem Nobel, Oscar albo chociaż Zajdel nie czeka za rogiem), a druga sprawa – czasami wartość naszego wysiłku nie jest oczywista na początku, czy nawet w trakcie. Pewne rzeczy uczymy się cenić z czasem. Człowiek jest zdolny do niewyobrażalnych rzeczy jeśli zostaje przyciśnięty do muru. Cały sens w tym, żeby zrobić coś niesamowitego bez tej ściany ognia za plecami. Więc co z tego, że Hrabia hasa do 23, co z tego, że koty wstają o 4, a Dama chrapie od 5… Przecież w domu może być trochę brudniej niż jest teraz, pranie może poleżeć jeszcze jeden tydzień, a obiad ze słoika też jest zjadliwy. Za to ruszyć coś do przodu, coś swojego, co daje frajdę… Minęło parę dni od motywacyjnego spotkania, na razie nie udało mi się nic zrobić, ale zapał nie maleje więc też jest dobrze. Jak Bagiński powiedział na koniec ” Mam nadzieję, że Was trochę zmotywowałem, a jak nie, to też nic się nie stało” ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Piła, piłka, piłeczka

03 cze

„Czasami ludzie wmawiają sobie różne rzeczy, które nie są prawdą. Czasami może to być groźne dla danej osoby. Widzi ona świat w niewłaściwy sposób. Ale ludzie nie pozwalają sobie zobaczyć że to, w co wierzą, jest błędne. Często jednak istnieje w ich umyśle część, która to wie.” Pratchett

PS nie wraca do byłej pracy. Niby nic, a jednak odetchnęłam. Słuchanie codziennie o B. byłoby niczym równia pochyła dla mojego samopoczucia ;) .
Wraca więc stara bieda. Z powodu braku emocjonalnych rozterek, rozkminiam czy stagnacja ma zabójczy wpływ na związek, czy jedynie dewastacyjny ;) .
Mam też dylemat, którego nie potrafię roziwązać, a nie robienie niczego niestety tez nie jest dobrym rozwiązaniem. Chodzi o PS’a, a dokładnie o naszą wspólną przyszłość. Z jednej strony bowiem mamy Hrabiego, do tego myślimy całkiem realnie o zwiększeniu liczby małej arystokracji w naszych progach i ogólnie jakoś leci to życie z wzlotami i gwałtownymi upadkami, ale do przodu. Dlaczego więc myśl o ślubie jest dla mnie nie do przyjęcia?
Najbardziej dlatego, że nie mam ochoty przyrzekać czegokolwiek 15-latkowi, który codziennie w wielu sytuacjach przebija się przez tę fasadę pseudo-dorosłości PS’a. Dzień po dniu jakoś mija, ale jak pomyśle, że do końca życia mam znosić ten pretensjonalny ton… o bogowie… Tli się we mnie nadzieja, że przecież nastolatkiem jest się tylko kilka lat, potem się jednak dojrzewa, dorasta… tylko taki cichy głosik z tyłu głowy szepcze złośliwie, że widocznie są od tej zasady wyjątki, a to co widzę to jednak stałe cechy charakteru.
No i z życia robi się taka sinusoida, przypominająca raczej notowania forex’a ;). Codzienna walka o zrobienie przez PSa czegokolwiek w domu przerywana momentami radości, kiedy idąc po bułki PS przyniesie tez chłodną puszkę Pepsi ;) (wtedy wybaczony zostaje wszelki ton, jakim burczał rano).

Z innej beczki, Hrabia zaczął chodzić. Musiał mieć najwyraźniej konkretny cel, żeby zacząć to robić. Teraz misją jego życia stało się podchodzenie do WSZYSTKICH cudzych piłek na placu zabaw, nawet tych skitranych w wózkach czy torbach, wyciąganie ich i rzucanie gdzie popadnie (bo przecież Mama pobiegnie i przyniesie… )

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Życie jak tabliczka czekolady

11 maj

„Ktoś powiedział mi, że życie to młyńskie koło. Obraca się. Sztuka polega na tym, żeby zatykać nos, kiedy się jest pod wodą, i nie dostać zawrotu głowy, kiedy jest się na górze.” James Baldwin

Niby każdy dzień przynosi coś nowego, a jednak ostatnie dni, ba! tygodnie ;) zlewają mi się w głowie w jedną lepką masę. Spacerując wczoraj leniwie z Damą (krótki spacer, 20 metrów do śmietnika i z powrotem ale zawsze) doszłam do wniosku, że to od nas zależy jak odbieramy to co się dzieje wokół nas. To my sami decydujemy czy dopuszczamy do siebie nowe, czy jesteśmy tak zmęczeni, że niemal z automatu blokujemy wrażenia. To my, czyli mieszanka osobowości, zmęczenia i targających nami emocji, decydujemy jak odbierać to nowe i, przede wszystkim, jak na to wszystko reagować. Nie chcę być jędzą, więc postanawiam nie marudzić. PSowi nie marudzić ;) . Nawet jeśli znowu po południu pójdzie spać, po obudzeniu posiorbie kawę oglądając „Kung Fu Pandę” („No co, dzisiaj nowy odcinek!”), a potem powie że jest zmachany i nie ma ochoty „znowu” ogarniać chaty. Ot takie przekomarzanki młodych rodziców o to które robi więcej, a i tak wiadomo że oboje robią za mało ;) .

Byliśmy z Hrabią na basenie w sobotę, na specjalnych zajęciach z pływania dla bobasów. Widok kilkunastu niemowlaków machających rączkami i nóżkami na rozgrzewce (no dobra, rodzice im tymi nóżkami machali) – bezcenne :) Super sprawa, a najlepsze było to że Hrabia padł do wyrka przed 20stą i spał do rana. Nie mogę się doczekać następnej soboty ;)

A z innej beczki. PS zaczął marudzić coś o powrocie do poprzedniej firmy. Na szczęście to takie narzekanie tylko, ale i tak padł na mnie blady strach powrotu brazylijskiego serialu. I to w momencie kiedy mój okręt wypływa już na otwarte, spokojne wody. Dlaczego? Bo PS marudził o powrocie do firmy, w której obecnie i bezterminowo pracuje B. Ech… Już nie dość, że zespół w którym pracuję ciągle o nim wspomina, a jeszcze miałyby dojść codzienne opowieści PSa z pracy?
Jak to było? Nie marudzę, to co nowe to tylko wrażenia, wyzwania, albo… no… pieprzony brazylijski serial ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii